XI Wołyński Rajd Motocyklowy

O poranku 25 czerwca spod pomnika Ofiar Wołynia w Lublinie wystartowało 24 motocyklistów z całej Polski. Za wschodnią granicą pierwszy przystanek był w Stojanowie na Ziemi Lwowskiej, gdzie na miejscowym cmentarzu odbyło się uroczyste poświęcenie kwatery st. przod. Policji Państwowej w II RP Franciszka Kaszuby, wyremontowanej z inicjatywy Stowarzyszenia Wołyński Rajd Motocyklowy.

– Jest to XI Wołyński Rajd Motocyklowy organizowany w tym roku w 80. rocznicę Rzezi Wołyńskiej – powiedział w wywiadzie dla „Kuriera Galicyjskiego” Henryk Kozak, prezes Stowarzyszenia. – Ten rajd rozpoczynamy w Stojanowie. Przyjeżdżaliśmy tutaj od sześciu lat w naszej jesiennej akcji „Światełko pamięci” i tu zapalaliśmy znicze na kwaterze przedwojennego policjanta, komendanta Policji Państwowej w Stojanowie Franciszka Kaszuby. Jak czytamy na tablicy nagrobnej, zginął 21 października 1924 roku na Tarnopolszczyźnie w pogoni za bandytami. Franciszek Kaszuba urodził się w Zubrzy 12 grudnia 1890 roku jako syn Józefa i Franciszki Sęp, z żoną Leontyną Mielnik córką Władysława i Agnieszki Majewskiej pobrali się w Gródku Jagiellońskim 24 kwietnia 1920 roku. Mieszkali w Stojanowie przy ul. Cerkiewnej 13. Zginął w wieku 34 lat osierociwszy dwóch synów w wieku dwóch i trzech lat. Jak mówią dokumenty archiwalne, jeden z synów Bolesław był więźniem obozu hitlerowskiego w Ostrowie Wielkopolskim, a drugi syn Zdzisław był nawigatorem w RAF w Anglii. Ojcem chrzestnym Zdzisława był komisarz Policji Państwowej w Radziechowie Witold Ostoja Sędzimir. Po II wojnie światowej obaj synowie zamieszkali na Śląsku. Archiwalne dane udało się uzyskać dzięki pracy genealożki Anny Bartnickiej z Torunia. Trwają dalsze poszukiwania archiwalne.










fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

W Stojanowie nikt nic nie wie o Stanisławie Kaszubie. Nawet z przekazów rodzinnych. Nie pozostało też śladu ulicy, gdzie kiedyś mieszkał, czy znajdował się posterunek policji.

– Postanowiliśmy mogiłę wyremontować, ponieważ była w okrutnym stanie, w rujnacji – mówił dalej Henryk Kozak. – Gdybyśmy nie przystąpili do tego działania, ta mogiła przestałaby istnieć. W akcję ratowania kwatery włączyliśmy NSZZ Policjantów województwa śląskiego oraz Stowarzyszenie Opieki nad Grobami Policjantów na Wschodzie z Warszawy.

W delegacji Stowarzyszenia Opieki nad Grobami Policjantów na Wschodzie, która też przybyła na poświęcenie odnowionej kwatery Stanisława Kaszuby, był znany we Lwowie ze swej działalności charytatywnej Paweł Marchliński. W wywiadzie dla „Kuriera” powiedział:

– Wołyński Rajd Motocyklowy wystąpił z inicjatywą remontu grobu Kaszuby na Kresach. Skontaktowaliśmy się z przedstawicielami Rajdu i postanowiliśmy wraz z kolegami i koleżankami ze Stowarzyszenia nadać koszty dla rewitalizacji grobowca. Stąd też dzisiaj nasza obecność i zaszczyt, że przyjechaliśmy i możemy po wielu latach zapomniany grobowiec ponownie poświęcić, złożyć kwiaty, pomodlić się za duszę śp. Kaszuby, który też był policjantem, podobnie jak my w naszym Stowarzyszeniu, których łączy pasja i miłość do Kresów Wschodnich. Kochamy historię, angażujemy się w akcje charytatywne pomocy Polakom, którzy z różnych przyczyn pozostali po tej stronie granicy. Współpracujemy z innymi Stowarzyszeniami. Staramy się zbierać pieniądze, remontować groby, remontować kościoły. Najlepszym przykładem jest to, że w biurze na ulicy Łyczakowskiej we Lwowie wraz z Fundacją Dziedzictwo Kresowe przekazaliśmy też koszty dla rewitalizacji witraży.








fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Po wspólnej modlitwie odnowioną kwaterę Franciszka Kaszuby poświęcili miejscowy proboszcz ks. Stanisław Majkszak i ks. Ireneusz Chmura, kapelan Rajdu.

Obecny konsul Bartosz Szeliga z Konsulatu Generalnego RP we Lwowie w swoim słowie zaznaczył, że w tym terenie i w ogóle na Ukrainie jest wiele mogił polskich.

– Jestem szczerze wdzięczny za zaproszenie na ponowne odsłonięcie tego pomnika i szczerze dziękuję Polakom i tym ludziom, którzy naprawdę bronią interesów swojego kraju, m.in. odnajdująć groby Polaków, którzy tu mieszkali – powiedział w naszej rozmowie Jarosław Wasyłyszyn, starosta wsi Stojanów. – W Stojanowie będzie on symbolem tego, że Polacy i Ukraińcy są razem.

Swoimi refleksjami podzielił się też ks. Ireneusz Chmura z Radomia, kapelan Rajdu:

– Ja osobiście czuję taka potrzebę, żeby tu być. Bo konieczne są modlitwy tutaj, w tych miejscach pamięci, przy pomnikach, przy grobach, w miejscach kaźni, w wielu miejscowościach, których już nie ma. Kiedyś kolega mi podpowiedział: „Wszystko fajnie, tylko księdza brakowało. Musisz jechać”. No i pojechałem. I jeżdżę już tak kilka lat. Czynię to tym chętniej, bo moi dziadkowie pochodzą niedaleko stąd, spod Radziechowa – Suszno. W tym roku doszedłem do wniosku, że upraszczając, można chyba powiedzieć, że w drugim pokoleniu jestem też uratowany z Rzezi Wołyńskiej, bo inaczej nie byłoby mnie. I to zaangażowanie w modlitwę i uczestnictwo wszystkich też świadczy o tym, że oprócz wymiaru piękna stworzenia, które nas otacza, i którego doświadczamy jadąc na motocyklu, niezwykle ubogaca nas duchowo. Tych przeżyć i rozmyślań w czasie jazdy po tych miejscach nikt nie jest w stanie zrozumieć, tylko my sami. Stąd później znowu rodzi się postanowienie, nawet w tym czasie różnych niebezpieczeństw, że musimy jechać.

Henryk Kozak, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Poprosiłem Henryka Kozaka, by przybliżył naszym czytelnikom szczegóły tegorocznego rajdu motocyklistów.

XI Wołyński Rajd Motocyklowy odbywa się, jak wspomniałem, w 80. rocznicę Rzezi Wołyńskiej – powiedział Henryk Kozak. – Nasze motto: nie o zemstę, ale o pamięć wołają ofiary. Chcemy uczcić pamięć naszych rodaków, którzy spoczęli tutaj na Wołyniu, ale też na innych ziemiach kresowych. Naszą powinnością patriotyczną jest dbanie o pamięć o ofiarach Rzezi Wołyńskiej, jak i innych ofiar, w tym poległych żołnierzy z Korpusu Ochrony Pogranicza, którzy zginęli w 1939 roku w walkach z naszym wspólnym wrogiem czyli Rosją. Pragnęlibyśmy, żeby w imię pojednania polsko-ukraińskiego można było doprowadzić do tego, żeby te wszystkie ofiary, tak Rzezi, jak i obecnej wojny mogły spocząć na cmentarzu w poświęconej ziemi. Takie jest nasze przesłanie. Jako Polacy zrobiliśmy bardzo dużo. My, jako stowarzyszenie cały czas pomagamy. Praktycznie, kilka dni po rozpoczęciu wojny zaczęliśmy zbiórkę leków, agregatów. Jako stowarzyszenie wolontariackie przekazaliśmy do różnych miejsc Ukrainy pomoc humanitarną za około półtora miliona złotych. Tak, że pamiętamy, ale i pomagamy. Pierwsze nasze rajdy trwały trzy – cztery dni, bo przyjeżdżaliśmy do Łucka, do katedry i tutaj uczestniczyliśmy we Mszy św. Z czasem akcja zaczęła się rozrastać, stawiamy też na spotkania z Polakami, którzy mieszkają w Ukrainie. Jedziemy w tym rajdzie aż do Rumunii. W Rumunii będziemy się spotykać z Polakami, którzy mieszkają tam w polskich enklawach, m.in. w Nowym Sołońcu. Później jedziemy do Mołdawii. W Bielcach będziemy uczestniczyć w festiwalu folklorystycznym. Potem wjedziemy z powrotem na Ukrainę i skierujemy się na północ. Będziemy uczestniczyć we Mszy polowej w kolonii Parośla, a potem już tradycyjnie 9 lipca zakończymy nasz rajd w katedrze w Łucku. Więc mamy przed sobą około trzech tysięcy kilometrów… no, i aby były bezpieczne.

Konstanty Czawaga

Tekst ukazał się w nr 12 (424), 30 czerwca – 27 lipca 2023

Source: Nowy Kurier Galicyjski