Wielkanocne śniadanie dla uciekinierów wojennych w polskiej szkole we Lwowie

Nie o takiej   Wielkanocy marzyli uciekinierzy  z terenów objętych wojną.   Po raz   pierwszy obchodzili te święta nie w domowej, radosnej  atmosferze. Od początku wojny  do Lwowa przyjeżdżają tysiące osób ze wschodu Ukrainy.

W czasie prawosławnej Wielkanocy we lwowskich szkołach,tak i  i we wszystkich innych miejscach tymczasowego zamieszkania uchodźców wewnętrznych,  odbyły się uroczyste śniadania.  W polskim liceum nr 10 im. św.  Marii Magdaleny organizatorzy chcieli chociaż trochę przybliżyć  świąteczny nastrój tym, którzy stracili dach nad głową i zostali wyrwani z rodzin i wspólnot parafialnych.

fot. Anna Gordijewska

Edyta Iwanicka, wieloletnia  nauczycielka szkoły,  w imieniu dobroczyńców przywitała z Wielkanocą  wszystkich, którzy świętują według kalendarza juliańskiego.  Stół został nakryty dzięki staraniom dyrekcji liceum oraz  komitetu rodzicielskiego.  – Chcieliśmy jakoś im umilić życie. Na stole znalazły się tradycyjne święcone jajka, babeczki, buraczki, wędlinka – mówi Aneta Macewicz, pomocnik nauczyciela szkoły. Każdy obecny podczas śniadania otrzymał małą babkę, upieczoną przez Katarzynę Łatyszewską, pedagoga- organizatora w szkole. Przy jednym wielkanocnym  stole  usiedli Ukraińcy z różnych rejonów kraju – obwodów – Donieckiego i Ługańskiego,  oraz miast – Czernihowa i Mikołajowa. Nie ukrywali wdzięczności dla organizatorów. Pani Lesia mieszkała w Czernihowie. Uciekła przed bombardowaniem. Trafiła do Lwowa, miasta, w którym, jak sama swierdziła,  wychowała się. – Kiedy rozpoczęła się ta tragedia, to moja droga zaprowadziła mnie znów do Lwowa. I teraz jestem w rodzinnym mieście. Nakryli dla nas cudowny stół . Zgodnie z takim zwyczajem, w jakim ja  wyrosłam – dzieliłafrzaasie swoimi wrażeniami.

Wiele osób, zamieszkałych w różnych instytucjach lwowskich takich jak szkoły, przedszkola, biblioteki zostaly bez dachu nad głową. Nie wiedzą jak się potoczy ich dalszy los. O tragedii, która dzieje się na terenach Ukrainy objętych wojną ludzie, którzy cudem uratowali swoje życie opowiadają z łzami w oczach.- Pani Zoja Żuk, mieszkanka Popasnej w obwodzie  ługańskim mówiła: „Naszego domu nie ma. Kiedy uciekaliśmy jeszcze stał. Ale kiedy doszliśmy do końca ulicy runął. Była śnieżyca, dalej już prawie nic nie widzieliśmy. O tym ciężko opowiadać”.

fot. Anna Gordijewska

Mimo wojny i pojawiających się kolejnych informacji o bestialskim traktowaniu cywilów przez rosyjskie wojsko, ludzie starali się choć na chwilę odczuć świąteczny nastrój.  Dzień wcześniej udali się ze szkoły do katedry św. Jura by poświęcić wielkanocne pokarmy. Nie ukrywali swojego zachwytu od piekna wnętrz świątyni, będącej jedną z najpiękniejszych w mieście.

Takie chwile radości jednoczą ludzi, a zwłaszcza tych co znaleźli się bez dachu nad głową.   Władysław Titow, mieszkaniec Mikołajowa powiedział o tym, że chociaż nasze rodziny teraz są  w innym miejscu.  Ten duch świąteczny nas połączył na tyle, że czujemy się teraz jak  spokrewnieni, jak jedna rodzina.

Od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę, obwód lwowski przyjął największą liczbę uchodźców wewnętrznych.   W 700 tysięcznym Lwowie obecnie przebywa ponad 300 tysięcy osób, które uciekły ze swoich domów.

Source: Nowy Kurier Galicyjski