Sztuka rodem z Ukrainy wojennej

Mimo wojny w naszym kraju toczy się też życie artystyczne. Malarze i rzeźbiarze, którzy pozostali na ziemi ojczystej, poprzez swoje prace dzielą się refleksjami na temat tego co dzieje się w kraju. Obrazy jakimi przekazują ból wojny można zobaczyć na otwartych w czerwcu wystawach we Lwowie i na Zamku w Podhorcach.

Schronienie w Pałacu Potockich we Lwowie

„W tych dniach w Muzeum Modernizmu we Lwowie i na Zamku w Podhorcach zostały otwarte dwie wystawy słynnych kijowskich artystów Włady Rałko i Wołodymyra Budnikowa, powstałe w czasie wojny – powiedział dziennikarzowi Kuriera Taras Wozniak, dyrektor Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki. – Przyjechali w pierwszych dniach wojny, po 24 lutym i znaleźliśmy dla nich miejsce w naszym Pałacu Potockich, gdzie przebywali około półtora miesiąca. W trakcie swego pobytu stworzyli dwie serie grafik: 80 prac – Włada Rałko i około 60 prac – Wołodymyr Budnikow. Sprezentowali je Lwowskiej Galerii Sztuki. Teraz zorganizowaliśmy te dwie wystawy, by pokazać, że życie toczy się jednak dalej. Wojna wojną, ale musimy żyć, musimy robić wystawy. Społeczeństwo musi funkcjonować i nie czuć się społeczeństwem okaleczonym, lecz jako społeczeństwo żywe, dynamiczne i zwycięskie”.






Wołodymyr Budnikow to znany ukraiński malarz abstrakcjonista, profesor Ukraińskiej Narodowej Akademii Sztuki. Jego prace są obecne w muzeach i zbiorach prywatnych w wielu krajach świata.

– Mój syn i wnuk przebywają teraz w Krakowie, my natomiast się zatrzymaliśmy się we Lwowie i kontynuowaliśmy tu swoją pracę jako artyści – wyjaśnił Wołodymyr Budnikow.



W Muzeum Modernizmu jego dzieła są prezentowane w dwóch salach. Otwarcie wystawy uświetnił śpiew Natalii Rybki-Parchomenko z Akademickiego Młodzieżowego Teatru im. Lesia Kurbasa we Lwowie.

– To są prace z wielkiej serii „Świat wojny” – mówił dalej. – Zapoczątkowałem ją od razu po rosyjskiej inwazji na Ukrainę i nadal nad nią pracuję. Rosyjska agresja przyniosła zagładę i śmierć, stawiając całemu światu naglące pytanie: jak ma na imię zło, które kusi człowieka, aż wszystko co ludzkie w nim umrze? Moim zdaniem państwo rosyjskie przynosi nie tylko śmierć fizyczną. Jeszcze od czasów sowieckich jego wysiłki miały na celu usunięcie ludzkich cech z żywej osoby. Przed moimi oczami cały czas stoi armia trupów, przeciwko której żyjąca ludzkość musi się zjednoczyć. W przeciwnym razie czeka nas triumf śmierci.

Wołodymyr Budnikow wskazał na swe kilkumetrowe prace i wyjaśnił, że powstały nad Morzem Azowskim, w miasteczku Prymorskie, które jest teraz pod okupacją rosyjską. Zachowały się obrazy w Irpieniu, które przez zbieg okoliczności nie zostały skradzione ani zniszczone przez najeźdźców. O losie swoich dzieł na innych okupowanych terytoriach artysta nic nie wie.

Zdaniem obecnych badaczy sztuki wystawa Wołodymyra Budnikowa pt. „Czas wojny” to żywy przekrój wydarzeń, odcinek czasu wypełniony wspomnieniami, do których będziemy wracać wielokrotnie. Kiedy ta rana jest otwarta, każdy z nas w niej się odnajduje. Pewnego dnia zdamy sobie sprawę, że przeszliśmy przez to wszystko.

Wystawa w Muzeum Modernizmu potrwa do 14 sierpnia.

Lwowski dziennik Włady Rałko na Zamku w Poghorcach

Włada Rałko, małżonka Wołodymyra Budnikowa jest też znaną malarką, która pracuje raczej w stylu ekspresjonistycznym. Jej sztuka była prezentowana na wystawach w Ukrainie, a także na Scope Art Show w Miami Beach, Lincoln Center w Nowym Jorku, Dallas Art Fair oraz w galeriach sztuki w Niemczech i Austrii. W 2019 roku miała swą wystawę w Galerii Arsenał w Białymstoku. W 2000 roku otrzymała Ogólnoukraińską Nagrodę Malarską, a w 2019 – nagrodę UN Women in the Arts.



Wystawa Włady Rałko pt. „Dziennik Lwowski” obejmuje prace wykonane w „szybkiej technice” szkiców za pomocą długopisu i farb akwarelowych.

– Kiedy uciekliśmy z Kijowa do Lwowa, od razu kupiłam paczkę papieru do kopiarki, później farby akwarelowe i pracowałam codziennie – wyjaśniła Włada Rałko. – To był mój drugi dziennik w ilustracjach.

W latach 2013–2015 powstał jej „Dziennik Kijowski” – specjalny cykl składający się z 258 rysunków poświęconych kronice wydarzeń z Euromajdanu w Kijowie, przesuwających się etapami w kierunku przemocy, starć i rewolucji. Ta seria przedstawia pogląd autorki na rosyjską agresję i eksterminację Ukraińców, jej reakcję na aneksję Krymu przez Rosjan i na początek działań wojennych na wschodzie Ukrainy.







Zdaniem Włady Rałko język ma charakter polityczny.

– Język czyni człowieka człowiekiem – stwierdza autorka wystawy. – Tylko człowiek mówiący może się oprzeć sadystycznemu atakowi agresora. Ukraina i reszta świata stanęła w obliczu zła, które nie zostało jeszcze właściwie nazwane i dlatego nie zostało jeszcze ukarane. Rosja na wzór technologii sowieckich nieustannie gwałci słownik. Działania przemocowe okupantów, a także ich język są skrajnie pornograficzne – zastąpione przez propagandowe hasła legitymizujące brutalne ludobójstwo Ukraińców. Człowiek sowiecki nie powinien mieć własnych słów. Na początku jest to karane, ale potem język sowiecki zaczyna wydawać się kuszący, ponieważ mówienie cudzymi słowami pomaga zagłuszyć głos sumienia. Mówienie własnym językiem to jest dzieło artysty i jego sumienia. Robię te rysunki w czasie wojny, bo nie chcę milczeć. W tym zamku mieliśmy swoją wystawę z zeszłym roku. Ekspozycja była w już wyremontowanych salach, jednak tym razem chciałam przedstawić swój „Dziennik Lwowski” pod sklepieniem sali, gdzie są widoczne dewastacja i zniszczenia dawnego piękna, które było dokonane po wkroczeniu najeźdźców ze Wschodu na tę ziemię. Podobnie jak teraz czynią barbarzyńcy rosyjscy.




Zauważyliśmy, że decydowana większość odwiedzających obie wystawy to osoby tymczasowo przemieszczone na ziemię lwowską z terytoriów, na których toczą się walki.

– Mamy nadzieję, że wystawimy te prace też za granicą, może i w Polsce, może na Litwie – zapewnił dyrektor Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki Taras Wozniak. – Mamy ambicje zrobić to na większą skalę.

Niemilczące muzy w Baszcie Prochowej

Ponad 50 autorów z całej Ukrainy (w tym też wspomniani wyżej Wołodymyr Budnikow i Włada Rałko) zaprezentowało swoje prace w Centrum Architektury, Projektowania i Urbanistyki „Baszta Prochowa”. Wystawę otwarto w ramach projektu „Muzy nie milczą”. Pomysłodawcą, głównym organizatorem oraz kuratorem projektu jest Paweł Hudimow, założyciel Art-Centrum „Ja – Galeria”.

– Teraz jest bardzo trudny czas dla twórczości, bo ludzie różnie reagują – zaznaczył w naszej rozmowie Paweł Hudimow. – Są tacy, którzy nie mogą tworzyć, nie mogą wyjść z tego stanu odrętwienia i szoku, a dla kogoś innego tworzenie jest pewnego rodzaju terapią. Dzięki pracy uzewnętrznia smutne myśli, dzieli się nadzieją, optymizmem, i najważniejsze – pozostawia ślad w historii tu i teraz. Faktem jest, że aby zmontować wystawę, trzeba mieć określoną metodologię. Musisz znać podejścia, musisz mieć kontakty i oglądać media społecznościowe. Niektórzy z artystów, których zaprosiłem na wystawę „Muzy nie milczą” we Lwowie, to artyści, z którymi zrobiłem już kilkanaście projektów, a innych zaprosiłem po raz pierwszy, poznając ich w wirtualnej przestrzeni Internetu.

Dla Pawła Hudimowa najważniejszym dziełem na tej wystawie jest „Hopak Wujka Czarnobaja” Dmytra Mołdawanowa. Praca nawiązuje do miejscowości Czarnobajewka pod Chersoniem, gdzie Ukraińcy 16 razy pokonywali Rosjan.

– Ten rysunek to obraz, jak Ukrainiec w walecznym tańcu „Hopak” niszczy tę całą obrzydliwość, która wkradła się na naszą ziemię – podreślił Hudimow. – Wszystko płonie, krew się leje na szarym tle, ale Czarnobaj dalej walczy. Uderzyło mnie, że kiedy patrzysz na rysunek, obraz czy rzeźbę na ekranie telefonu lub komputera, to nie możesz sobie wyobrazić, jak ta czy inna praca będzie oddziaływać na widza w przestrzeni. Kiedy zmontowaliśmy tę wystawę, nie zobaczyliśmy w tych dziełach sztuki pesymizmu, żalu, który się przelewa. Artyści to ludzie kreatywni, którzy z optymizmem patrzą w przyszłość.






W ekspozycji można też zobaczyć dwa plakaty z okresu komunistycznego. Paweł Hudimów wyjaśnił:

– Specjalnie umieściłem okładkę magazynu, na którym widnieje plakat artysty I. Iwanowa o tym, jak rosyjscy żołnierze, armia rosyjska wyciąga „pomocną dłoń” do Ukraińców i Białorusinów mieszkających w Polsce. To jest aneksja ziem polskich w 1939 roku. Czyli jest to oryginalny plakat, który specjalnie przywieźliśmy na tę wystawę. Podobnie z antywojennym plakatem z 1959 roku „Nie dopuśćmy do nowej wojny”. Rozumiemy, że to wszystko jest kłamstwem, ponieważ rosyjska propaganda działa dziś według kalki ówczesnej propagandy sowieckiej.

Wystawa zajmuje trzy piętra Baszty Prochowej. Będzie czynna do połowy września i jak mówią koordynatorzy projektu, ekspozycja ma być zmieniana i uzupełniana, ponieważ sztuki w czasie rzeczywistym nie da się zamrozić W ramach wspólnego projektu będą prowadzone też dyskusje, wykłady, koncerty i pokazy filmowe. Autorzy chcą stworzyć platformę internetową, na której zaprezentowane zostaną prace artystów.



Bogdan Hoj, architekt i komisarz projektu „Muzy nie milczą” poinformował, że na lato br. były przewidziane uroczystości z okazji 500-lecia Baszty Prochowej we Lwowie.

– W lipcu zawsze organizujemy tradycyjny Festiwal Architektury i Sztuki, ale w tym roku z powodu wojny nie będzie on wyglądać tak jak dotychczas. Udało nam się natomiast zorganizować projekt wystawienniczy, który daje wiele odpowiedzi na pytanie, jak żyje dziś Ukraina – zaznaczył. – Każdy, kto do niego dołączy, może wyjątkowo wesprzeć obronę państwa. To, że wystawa jest prezentowana w symbolicznym miejscu – Baszcie Prochowej, która sama w sobie jest obiektem wojskowym, świadczy o tym, że lwowscy architekci też walczą o nasze wspólne zwycięstwo.

Paweł Hudimow dodał:

– Bardzo chciałbym pokazać ten projekt też za granicą. Odbędzie się duża wystawa ukraińska na Litwie, w Wilnie. Chcielibyśmy też otrzymać zaproszenie z Polski, od najbliższych naszych sąsiadów, którzy są dla nas tak czuli, tak odpowiedzialni. Wydaje mi się, że Ukraina i Polska są dziś tak zjednoczone z powodu wojny, z powodu trudu, że musimy się jak najlepiej poznać, docenić i pomóc sobie nawzajem w przyszłości. A to da nam możliwość tworzenia sojuszy nie politycznych czy geopolitycznych, ale sojuszy znacznie silniejszych. To w zasadzie przyjaźń.



Wystawę w Baszcie Prochowej odwiedza też wielu Ukraińców, którzy uciekając przed wojną, tymczasowe schronienie znaleźli we Lwowie. Od początku wojny do miasta przyjechało ponad 300 tysięcy uchodźców.

– Przybyłem z Irpinia, chociaż urodziłem się we Lwowie – powiedział Anton Kursin. – Przyjechałem tu uciekając przed wojną. Czuję się jak koczownik, bo mój dom tam został zniszczony. Każdy artysta ma indywidualne wyobrażenie o naszych tragediach. Przyszedłem tutaj, aby zobaczyć jak artyści widzą tę wojnę.

Na otwarciu wystawy spotkaliśmy też Aleksandra Baranowskiego, koordynatora projektów Narodowego Stowarzyszenia Architektów Ukrainy, który podzielił się swoim refleksjami:

– Artysta zawsze odczuwa bardziej emocjonalnie niż inni ludzie. Porównanie z obnażonym nerwem jest bardzo trafne. Dlatego oglądamy tu wrażenia artystów ze wszystkich tych horrorów, które na ziemię Ukrainy przyniosła wojna. Na początku wojny byłem w rejonie wyszogrodskim koło Kijowa. Rakiety było bardzo dobrze słychać. Wrażenie było bardzo mocne. Nasz rejon ucierpiał, szczególnie północna jego część. Była tam czasowa okupacja, ale teraz wszystkie wojska rosyjskie zostały już wyparte, trwa rozminowanie terenów. Byłem we Lwowie, potem wróciłem do domu. Zasady odbudowania zniszczonych miast powinny być inne. Nie ma w nich miejsca dla różnych schematów korupcyjnych. Musi być system realizacji samorządów. Nie udawany, a realny. To jest jeszcze jedno ważne zadanie dla Ukraińców po wojnie. Wszystko co miało znamiona rosyjskie zostanie na pewno zmienione. Już teraz odbywa się ostateczna dekomunizacja – demontaż pomników, zmiana nazw ulic. Sadzę, że to dotknie również architektury, szczególnie tej, która ma rysy architektury rosyjskiej.

Paweł Hudimow zorganizował też spotkania z autorami wystawy w Baszcie Prochowej. W ciągu dwóch godzin, do późnego wieczora trwała szczera rozmowa z Wołodymyrem Budnikowym i Władą Rałko, którzy już zdążyli odwiedzić rodzinny Kijów, uczestniczyć w wystawie w Budapeszcie oraz otrzymali od przyjaciół zaproszenie na pobyt w Berlinie. Pojechać na swoją działkę pod Kijowem nie zaryzykowali, ponieważ miejscowość ta jest zaminowana przez Rosjan. Profesor Budnikow jeszcze przed wojną spędził w Berlinie szereg lat i bardzo dobrze zna środowisko artystyczne oraz mecenatów w Niemczech i innych krajach. Zdaniem artystów z Kijowa, stosunek do ukraińskiej sztuki o tematyce wojennej jest tam niejednoznaczny. Bo te prace nie są piękne, nie są salonowe. Tak, to prawda, że wszędzie można zobaczyć flagi ukraińskie, są różne akcje charytatywne na rzecz uchodźców. Jednak nie wolno zorganizować przetargu dzieł sztuki w celu pozyskania funduszy dla wojska ukraińskiego. Niby żeby nie było wyścigu zbrojeń i aby nie bardzo drażnić Rosjan. Tylko najwyżej można pozyskiwać fundusze na potrzeby Czerwonego Krzyża.

– Od lat jeździliśmy za granicę i długo pracowaliśmy poza Ukrainą, teraz jednak czuję się tam jak uchodźca – powiedziała Włada Rałko.

– Będziemy nadal pracować jak wcześniej i głosić prawdę o wojnie na Ukrainie – zapewnił Wołodymyr Budnikow.

Kiedy święci na ikonach nie uśmiechają się

Akurat w letnie przesilenie lwowska bohema artystyczna licznie zgromadziła się na ulicy Ormiańskiej przed galerią ICONART, gdzie została otwarta wystawa pt. „Zemla” Romana Zilinki. Jest to młody lwowski artysta, który w swojej twórczości inspiruje się ludowymi „naiwnymi ikonami”. Pisze ikony chrześcijańskich świętych tak jasnych i bliskich, jak to tylko możliwe. Prawie jak krewnych, których zdjęcia często umieszcza się za ramą obrazów w domach ukraińskich. Z wykształcenia teolog, ukończył dwie uczelnie katolickie: Lwowską Akademię Teologiczną (obecnie Ukraiński Uniwersytet Katolicki) oraz magisterium na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie uzyskał tytuł doktora nauk w zakresie historii sztuki. Jest stałym uczestnikiem Międzynarodowych Warsztatów Ikonopisania w Nowicy k. Gorlic w Beskidzie Niskim.

– Ikona Romana Zilinki zawsze dotyczy człowieka – tego, którego poznaliśmy na ulicy, tego, który jest naszym krewnym, naszym przyjacielem i tym, który jest naszym Bogiem – zaznaczyła Maria Cymbalista, badacz sztuki cerkiewnej. – Ludzkość nas jednoczy, podobnie jak ziemia, która nas trzyma i przyjmuje. Boli tak bardzo, że teraz w tej starej jak świat ziemi święci się nie uśmiechają. Mimo tak jest łatwiej, bo razem z nami oni są pełni smutku. Bóg objawia nam swoje Oblicze w koronie cierniowej jak w koronie – to jest „Vera Icona”/ „Prawdziwa Ikona” i jednocześnie jest to „Ecce Homo!”/ „Oto człowiek!”. Wtedy pamiętamy wszystko, co się wydarzyło, i widzimy wszystko, co jest: uczucie zdrady/ Pocałunek Judasza; samotność/ Modlitwa w Ogrodzie Getsemani; słabość/ Upadek pod Krzyżem; ból/ Ukrzyżowanie; strata/ Maryja opłakuje Syna; ofiara/ Chrystus w grobie; odwaga/ Kobiety z Jerozolimy; refleksje/ Bolesny Chrystus; nadzieje/ Zmartwychwstanie… Cóż za żywa istota! Wydarzenia tu i teraz wpisują się w ten sposób w historię świata, umieszczając nasze pasje i cierpienia w perspektywie wieczności, jak ikona, którą Romko z takim uczuciem i współczuciem przedstawia.






Roman Zilinko stwierdza, że ten projekt nie dotyczy ziemi:

– Ziemia jest domem, pożywieniem, celem, życiem… Ziemia jest naszą perspektywą, do której w końcu powrócimy… Ziemia jest świadkiem od początku. Ten projekt dotyczy Pasji. Nie wymyśliłem tego, powstało jako reakcja. Potem, pięćdziesiąt dni po śmierci mojego towarzysza, wybuchła wielka wojna. I było tyle bólu: mojego, mojej rodziny, kogoś innego (już teraz też swego). Wszyscy go teraz znamy. Rozpoznawalny jest w oczach, w uścisku dłoni, w uścisku. Ból nas zjednoczył. Niech to będzie inaczej, jak cierpienie ludzi w Mariupolu, Lwowie, Kijowie… Jednoczymy się w cierpieniu i Chrystus jest z nami. Zstąpił na ziemię, stał się człowiekiem, cierpiał, został pochowany i… zmartwychwstał trzeciego dnia… Chrystus jest taki jak my, a my jesteśmy jako Chrystus… Dopóki istnieje Ziemia, cierpienie będzie nas łączyć… Aż będzie nowa Ziemia, nowe Niebo…






– To, co robię, to jest ikona i sztuka religijna. Staram się być bardzo prosty i przystępny w mojej pracy. Źródłem moich poszukiwań jest ikona ludowa, sztuka ludowa, naiwność i kicz. Mam nadzieję, że moje ikony dotyczą miłości i przyjaźni między Bogiem a ludźmi. Moja praca polega na odnalezieniu utraconego dzieciństwa, osobistego lub nas jako ludzkości. Żyjemy w czasach skrajności i konfrontacji myśli radykalnych, także w odniesieniu do wiary i religijności. Może dlatego staram się w kreatywności ukrywać za infantylizmem, zmniejszać stopień napięcia, przyzwyczajać się do jasnych myśli i wspomnień z dzieciństwa. Lubię wykorzystywać „rzeczy z historią” jako podstawę swojej pracy, a są to stare deski, pudła, tafle od drzwi czy stołów, powłoka z domowej tkaniny… W ten sposób „ratuję” je ze śmietnika i otrzymuję szczyptę ciepła.

Wystawa „Ziemia” Romana Zilinki w Galerii ICONART potrwa do 7 lipca.

Konstanty Czawaga

 

Source: Nowy Kurier Galicyjski