Stanisław Niewiadomski i Maria Konopnicka

Inspiracja kompozytorów polskich twórczością Marii Konopnickiej przybierała różne formy w muzyce, od dziecięcej miniatury wokalnej do pieśni solowych i chóralnych, od muzyki kantatowej do utworów symfonicznych. Twórcami tych dzieł byli kompozytorzy z epoki: Konstanty Gorski, Mieczysław Karłowicz, Piotr Maszyński, Henryk Melcer, Zygmunt Noskowski, Feliks Nowowiejski,Władysław Żeleński. Z kompozytorów, działających we Lwowie, do poezji Konopnickiej sięgali: Seweryn Berson, Jan Gall, Jarosław Leszczyński, Bronisław Wolfsthal, Otto Mieczysław Żukowski. Miejsce czołowe w tym gronie zajmuje Stanisław Niewiadomski, kompozytor licznych pieśni na głos i fortepian oraz utworów chóralnych do słów poetki. Jest on również autorem muzyki do kantaty jubileuszowej na cześć Konopnickiej wykonanej we Lwowie 110 lat temu w obecności poetki oraz pierwszym kompozytorem, który zainteresował się jej twórczością w kontekście muzyki operowej, podejmując próbę napisania – niezrealizowanej ostatecznie – opery „Krysta” do jej libretta. Przypadająca w tym roku 180. rocznica urodzin Konopnickiej jest doskonałą okazją do spojrzenia na jej spuściznę poprzez pryzmat życia i twórczości lwowskiego kompozytora i w perspektywie historii Polski drugiej połowy XIX wieku i pierwszych dekad XX wieku. W życiorysach obojga, w działalności i upodobaniach artystycznych można dostrzec wiele analogii.

Ze sztuką przez życie

Dzieliło ich piętnaście lat życia: Konopnicka urodziła się w 1842 roku, Niewiadomski – w 1857 (często podawany rok 1859 jest mylny). Połączyło wiele: od wspólnego Patrona (niewielu dziś pamięta, że na drugie imię Konopnicka miała Stanisława), aż po miejsce ostatniego spoczynku. Mieli podobne zainteresowania, dążenia, ideały. Oboje byli bardzo zaangażowani w sprawy społeczno-narodowe. Ich drogi życiowe krzyżowały się nieraz właśnie we Lwowie, który dla Niewiadomskiego był domem, dla Konopnickiej – miastem jednym z wielu na szlakach jej częstych podróży. Oboje we Lwowie zmarli i – żegnani przez rzesze lwowian – pochowani zostali na Cmentarzu Łyczakowskim. O ile grób autorki „Roty” pozostaje do dziś jednym z najczęściej odwiedzanych na tej słynnej nekropolii, to znajdujący się nieopodal nagrobek lwowskiego kompozytora, uznawanego niegdyś za największego po Moniuszce pieśniarza, znany jest obecnie tylko nielicznym.

Przyjrzyjmy się ścieżkom życiowym, którymi podążali twórcy, działający w tym samym czasie. Oboje pochodzili ze zubożałych rodzin szlacheckich. Kształtowała ich atmosfera dworu szlacheckiego, wzrastali wychowywani w szacunku dla historii, dla tradycji i zwyczajów przodków, oboje z domu wynieśli wrażliwość na piękno ojczystej przyrody. Dla Konopnickiej strony rodzinne – to Suwałki, Kalisz, Warszawa, pozostające pod zaborem rosyjskim. Niewiadomski dzieciństwo spędził na terenach objętych zaborem austriackim, na malowniczym Roztoczu. Były to: dwór w Soposzynie, w którym przyszedł na świat, pobliska Żółkiew z kościołem parafialnym, słynną kolegiatą z grobami Żółkiewskich i Sobieskich, Dyniska, gdzie spędzał wakacje letnie i wreszcie stołeczny Lwów, w którym się kształcił i gdzie potem – po ukończeniu konserwatorium wiedeńskiego – osiadł na stałe.

Oboje należeli do pokolenia, które dotknęło powstanie styczniowe i jego tragiczne konsekwencje. Jedyny brat Konopnickiej, Jan Wasiłowski, student politechniki w Liège, zginął w bitwie pod Krzywosądzem; zagrożony represjami był Jarosław, mąż 21-letniej Marii. Traumatyczne przeżycia nie ominęły 6-letniego wówczas Stasia, którego ojciec Tadeusz Niewiadomski – niegdyś kapitan inżynierii podczas wydarzeń Wiosny Ludów – został uwięziony we Lwowie za udział w zrywie narodowym 1863 roku. Jako młodzieniec Stanisław nieraz stykał się potem z opowieściami powstańczymi, snutymi w długie wieczory w zaprzyjaźnionym domu w nieodległych od rodzinnego Soposzyna Dyniskach. Dwór ten, należący do Skolimowskich, położony przy granicy z Kongresówką, mieścił w czasie walk powstańczych szpital polowy. Dyniska odwiedzała skoligacona z gospodarzami Wanda Młodnicka Monné. Gościła w tym dworze wcześniej, latem 1866 roku, z narzeczonym Arturem Grottgerem, który tam pracował nad cyklem rysunków „Lithuania”, poświęconym powstaniu styczniowemu na Litwie. Wspólne muzykowanie przy fortepianie, który podług tradycji rodzinnej pamiętał pobyt w tych stronach sławnego węgierskiego wirtuoza i kompozytora Franciszka Liszta, zapadło w pamięci utalentowanego muzycznie nastolatka. Przyjaźń Stanisława z Marylą Młodnicką (zamężną Wolską), córką Wandy, znaną potem poetką i właścicielką „Zaświecia” we Lwowie, przetrwała lata. Jeden z licznych, opracowanych na głos i fortepian swoich zbiorów pieśni „starodawnych” (Śliczne gwoździki. Piękne tulipany op. 47), wydanych w międzywojniu we Lwowie, zadedykuje kompozytor córkom Maryli a wnuczkom Wandy: Beacie Obertyńskiej i Leli Pawlikowskiej.

Osadzenie w nurcie narodowym cechowało zarówno twórczość Niewiadomskiego, jak i Konopnickiej. Znamienne jest, iż utworami, które zdecydowanie przetrwały próbę czasu i zrosły się w świadomości potomnych z nazwiskami twórców do tego stopnia, że stały się niejako ich wizytówką, są „Rota” Konopnickiej i „Maki” Niewiadomskiego. „Rota” („Nie rzucim ziemi skąd nasz ród”) dzięki melodii Feliksa Nowowiejskiego urosła do rangi hymnu narodowego i wciąż zachowuje aktualność. Nawiązujące do tradycji ułańskiej „Maki” („Ej, dziewczyno, ej niebogo”) Kornela Makuszyńskiego, umuzycznione przez Niewiadomskiego (op. 50 nr 2) i spopularyzowane u progu odzyskania przez Polskę niepodległości przez wyjątkową interpretatorkę pieśni Janinę Korolewicz-Waydową, po przeszło stu latach nie straciły nic ze swej świeżości i nadal są wykonywane. Tu należy przypomnieć, że Niewiadomski również pokusił się o napisanie melodii do tekstu „Roty” Konopnickiej. Ukazała się ona drukiem w 1927 roku w Warszawie nakładem miesięcznika „Muzyka” (pt. „Dwa hymny”). Wersja ta nie zyskała jednak takiej popularności, jak śpiewana do dziś melodia Nowowiejskiego.

I Konopnicka, i Niewiadomski odebrali typowe dla tamtych czasów, swego stanu i stopnia zamożności wykształcenie. Maria – domowe oraz, krótko, na pensji sióstr sakramentek w Warszawie. Stanisław ukończył Wyższą Szkołę Realną we Lwowie o profilu matematyczno-przyrodniczym i jako elew mierniczy rozpoczął służbę rządową w Wydziale Krajowym, zamierzając kształcić się dalej w tym kierunku na Politechnice Lwowskiej. Studiował jednocześnie fortepian i kompozycję w konserwatorium Galicyjskiego Towarzystwa Muzycznego we Lwowie. Tak, jak w przypadku Konopnickiej start literacki ułatwiła przychylna opinia Henryka Sienkiewicza o jej wierszu „Przygrywka” z cyklu „W górach”, tak w przypadku Niewiadomskiego o obraniu ostatecznie kariery muzycznej zdecydowało uznanie, z jakim spotkała się kantata „Akt wiary” do słów Kornela Ujejskiego, skomponowana ku uczczeniu 50. rocznicy powstania listopadowego. Oboje, zdani na własne siły, musieli od wczesnej młodości zadbać o własne utrzymanie i o własnych siłach torować sobie drogę w obranych dziedzinach. I samotny Niewiadomski, który do końca życia pozostał kawalerem, i samotnie wychowująca sześcioro dzieci Konopnicka zarabiali na chleb powszedni piórem, działając również na niwie dziennikarskiej. Chociaż ich teksty nieraz wywoływały polemiki i bywały ostro krytykowane, oboje, stając się słyszalnymi głosami swojej epoki, zdobyli ogromną popularność, niezaprzeczalny autorytet i uznanie rodaków. Konopnicka pisała nie tylko wiersze, poematy, nowele, szkice, obrazki, ale też teksty publicystyczno-reportażowe, prace krytycznoliterackie, dokonywała przekładów z języków obcych. Niewiadomski również tłumaczył, napisał monografie Chopina i Moniuszki. Prowadził niezwykle ożywioną działalność jako krytyk muzyczny, pisząc regularnie sprawozdania i recenzje do dzienników lwowskich („Gazeta Lwowska” i „Dziennik Polski”) oraz korespondencje do pism warszawskich i poznańskich. W latach 1902–14 zamieszczał recenzje i felietony muzyczne w lwowskim „Słowie Polskim”, a w międzywojniu – głównie w prasie warszawskiej. Na polu krytyki muzycznej czynny był przez pół wieku, ostatni felieton prasowy napisał na kilka dni przed śmiercią. Krakowski i poznański krytyk muzyczny, a zarazem współtwórca kabaretu „Zielony Balonik” Witold Noskowski zauważył, że Niewiadomski „był czytywany z nabożeństwem, niemal jak wyrocznia, chociaż na popularność nie polował”. Miarą autorytetu może być fakt, że w roku 1928 zwyciężył w plebiscycie rozpisanym przez czasopismo „Muzyka” na najpopularniejszego polskiego krytyka, zaś w kategorii „wszystkie narodowości” uplasował się na trzecim miejscu, po Hanslicku i Schumannie. I Konopnicka, i Niewiadomski mieli w życiu krótki epizod redaktorski. Konopnicka redagowaław latach 1884–86 warszawski tygodnik ilustrowany dla kobiet „Świt”, Niewiadomski – wydawaną w latach 1918–21 we Lwowie „Gazetę Muzyczną”.

Oboje dużo podróżowali, doskonale znali języki obce. Dwudziestoletnia tułaczka Konopnickiej po Europie, podejmowana w celu ratowania zdrowia, dawała jej namiastkę wolności, wytchnienie od przykrych okoliczności rodzinnych. Niewiadomski mógł sobie pozwolić na podróże jedynie w miesiącach letnich, gdyż absorbowały go we Lwowie liczne obowiązki zawodowe. Od 1887 roku przez trzy dekady nieprzerwanie pełnił obowiązki profesora konserwatorium Galicyjskiego Towarzystwa Muzycznego Uczył również w wielu prywatnych szkołach muzycznych: m.in. Ludwika Marka, Pauliny Stróżeckiej, Heleny Słomkowskiej, Heleny Ottawowej, Joanny Laureckiej, w Instytucie Muzycznym Anny Niementowskiej. Wakacje były więc jedynym dogodnym czasem na podróże zagraniczne, które podejmował w celach i edukacyjnych, i rekreacyjnych. Wyjeżdżał m.in. kilkakrotnie do Lipska, gdzie pogłębiał wiedzę z zakresu kontrapunktu u Salomona Jadassohna, do Włoch, gdzie zapoznał się z metodą nauki śpiewu Francesco Lampertiego. Bywał na przedstawieniach operowych w Monachium, Berlinie, Dreźnie, Wiedniu, Paryżu, Mediolanie, dwukrotnie na przedstawieniach wagnerowskich w Bayreuth.

We Lwowie Niewiadomski prowadził szeroko zakrojoną działalność organizatorską, wygłaszał odczyty, organizował koncerty, zbierał fundusze na pomnik Chopina. Od roku 1887 był członkiem skupiającego intelektualną i artystyczną elitę Lwowa Koła Literacko-Artystycznego, które w 1896 roku podejmowało uroczystym rautem Konopnicką. Inspirował wiele inicjatyw i uczestniczył aktywnie w organizacji wielu przedsięwzięć, integrujących muzyków polskich z trzech zaborów. Toteż naturalną rzeczą było zaproszenie go do komitetu organizacyjnego lwowskiego obchodu jubileuszu 25-lecia pracy literackiej Marii Konopnickiej. Czuwał nad stroną muzyczną wydarzenia. Mając już wcześniejsze doświadczenia w tej mierze, podjął się również skomponowania kantaty na cześć jubilatki. Miał to być utwór na głosy solowe, chór mieszany i orkiestrę do słów jednej z głównych organizatorek uroczystości, literatki i społecznicy Anny z Szawłowskich Neumanowej.

Lwowski jubileusz Konopnickiej

Uroczystości lwowskie, będące kontynuacją krakowskich, rozpoczęły się już w sobotę 25 października 1902 roku wieczorem od powitania Konopnickiej na dworcu kolejowym. Poetka, która zamieszkała w Hotelu Europejskim przy Placu Mariackim (obecnie Mickiewicza), nazajutrz, 26 października, o godzinie 11 ubrana w białą suknię przybyła do Teatru Miejskiego, gdzie przywitał ją prezydent Lwowa Godzimir Małachowski, życzenia złożyły liczne delegacje, a mowę wygłosił Jan Kasprowicz. Część artystyczną, którą jubilatka wysłuchała w loży prezydenta miasta, rozpoczęło wykonanie kantaty pt. „Pieśń hołdu” Niewiadomskiego przez ustawione na estradzie połączone chóry Galicyjskiego Towarzystwa Muzycznego i Towarzystwa Śpiewaczego Lutnia. Partie solowe wykonali Irena Bohussówna, L. Rauchówna, Karol Czerny i Teodor Borkowski. Solistom i chórom towarzyszyły orkiestry: teatralna i Towarzystwa Muzycznego pod batutą dyrektorów wyżej wymienionych towarzystw: Mieczysława Sołtysa i Stanisława Cetwińskiego. Zabrzmiały również dwie pieśni Niewiadomskiego do słów Konopnickiej („O mów, o, śpiewaj!” i „Miesięczna noc”) w interpretacji znakomitego barytona Teodora Borkowskiego z akompaniamentem prof. Franciszka Neuhausera. Program artystyczny wypełniły ponadto kompozycje Galla, Bersona, Żeleńskiego do słów poetki. Porównując obie uroczystości wysłannik „Kuriera Warszawskiego” odnotował: „dzisiejszy obchód jubileuszu Konopnickiej we Lwowie wypadł pod każdym względem świetnie i różnił się pomyślniej od krakowskiego powagą czynników w jubileuszu uczestniczących, majestatem i harmonią całego programu”.

Pieśni na głos i fortepian. „Jaśkowa dola”

Do twórczości Konopnickiej Niewiadomski sięgał regularnie począwszy od lat 80. XIX wieku. Wtedy to dwudziestokilkuletni kompozytor do jej słów skomponował dwie pieśni op. 6: „Senne róże, białe róże” i „Poleciały pieśni moje”, wydane potem w 1891 roku w Krakowie w oficynie S. A. Krzyżanowskiego. W następnym dziesięcioleciu do tekstów poetki powstało dziewięć kolejnych pieśni op. 14 („Latawica”, „Nie swatała mi cię swatka”, „Jakże cię mam brać, dziewczyno”), op. 20 („Miesięczna noc”, „Lny”, „Dzwony”) i op. 21 („Kołysanka”, „Na gody”, „Rozlegnijże się”). Kompozytor połączył je następnie w cyklu pt. „Jaśkowa dola”, wydanym przez Kazimierza S. Jakubowskiego we Lwowie około 1898 roku i poświęconym „Czcigodnej Autorce słów”.

Konopnicka w liście z Wiednia (w styczniu 1899 roku) dziękowała kompozytorowi za przesłany egzemplarz, żałując, że nie ma aktualnie fortepianu, „aby poznać bliżej tę muzykę, którą prawie słyszę patrząc na nuty”. Niewiadomski, ku zaskoczeniu samej autorki wierszy, z pojedynczych, rozrzuconych utworów wysnuł całość, którą śmiało można określić mianem studium polskiej duszy. Stworzył opowieść muzyczną o życiu Jaśka – od narodzin („Kołysanka”) do ostatniego pożegnania przez matkę („Dzwony”). Opowieść, w której – jak w życiu – smętek miesza się z wigorem, nastroje ujmująco figlarne przeplatają z tragicznymi i patetycznymi. Cykl doczekał się kilku wznowień drukiem i cieszył się dużą popularnością za życia kompozytora. Po II wojnie światowej, dzięki przekładom na język angielski (Jan Effenberger-Śliwiński, Glasgow 1944) i rosyjski (Lidia Nekrasova, Moskwa 1958) zyskał szansę na upowszechnienie poza granicami kraju.

Konopnicka chóralnie

Niewiadomski był blisko związany z ruchem śpiewaczym. W latach 1885–92 pełnił funkcję drugiego dyrygenta lwowskiego Towarzystwa Śpiewaczego Lutnia-Macierz, a w latach 1888–92 nauczyciela śpiewu chóralnego w szkole śpiewu działającej przy tym towarzystwie. W spisie członków czynnych Lutni figurował jako pierwszy bas. Doskonale znał możliwości brzmieniowe zespołu chóralnego i potrafił doskonale je wykorzystać w swoich kompozycjach w celach wyrazowych. Działalność kompozytorska Niewiadomskiego w dziedzinie muzyki chóralnej oraz organizatorska, skierowana na integrację chórów z trzech zaborów, przyniosła mu uznanie i wdzięczność środowisk śpiewaczych. Był członkiem honorowym wielu towarzystw śpiewaczych na terenie kraju, m.in. Lutni krakowskiej, warszawskiej i lwowskiej. Wielokrotnie zasiadał w jury konkursów kompozytorskich na utwory chóralne. Wielkim echem odbił się współorganizowany przez niego we Lwowie w 1913 roku I Zjazd Towarzystw Muzycznych i Śpiewaczych. Jako przewodniczący Zjazdu był jednym z inicjatorów zbiórki funduszy na pomnik zmarłego rok wcześniej i spoczywającego na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie zasłużonego dla muzyki chóralnej Jana Galla. Podczas koncertu na ten cel, kończącego Zjazd w sali Towarzystwa Muzycznego (obecnie sala Filharmonii przy ul. Czajkowskiego) Chór Akademicki pod batutą Edwarda Jurczyńskiego wykonał jeden z utworów Niewiadomskiego do tekstu już nieżyjącej wówczas, zmarłej przed trzema laty Marii Konopnickiej „Ave Caesar” op. 35. Pieśń ta powstała najprawdopodobniej jeszcze za życia poetki, bowiem już 20 listopada 1910 roku wykonał ją Lwowski Chór Technicki (Politechniki Lwowskiej) pod batutą Bronisława Wolfsthala podczas koncertu pieśni kompozytorów lwowskich w Kole Literacko-Artystycznym.

Jednym z pierwszych utworów chóralnych Niewiadomskiego była skomponowana do tekstu Konopnickiej „Modlitwa wiosenna” na chór mieszany i orkiestrę, wykonana po raz pierwszy 8 marca 1889 roku w ramach koncertu Galicyjskiego Towarzystwa Muzycznego we Lwowie pod dyrekcją dyrektora Rudolfa Schwarza (drukiem ukazała się w Poznaniu w 1913 roku). Do tekstów poetki powstały cztery najcenniejsze utwory Niewiadomskiego na chór męski a cappella, wydane drukiem w oficynie K. S. Jakubowskiego we Lwowie i potem w latach 30. w Warszawie u Gebethnera i Wolffa: „Zaszumiał las” i „Górskie dzwony” op. 32 (dedykowane w 1907 roku lwowskiej Lutni na jubileusz ćwierćwiecza działalności), „Hej, siewacze” oraz wspomniany „Ave Caesar” op. 35 (dedykowany warszawskiej Lutni z okazji srebrnego jubileuszu). „Zaszumiał las” Konopnickiej, wydany w tomie „Poezje. Seria druga” w 1883 roku, opracował na chór męski Niewiadomski wkrótce po ukazaniu się wiersza drukiem. Pieśń, pojawiająca się na afiszach koncertowych również pod tytułem „Z łąk i pól”, zyskała ogromną popularność i była często wykonywana we Lwowie przez liczne lwowskie chóry męskie: m.in. Echo, Chór Towarzystwa Gimnastycznego Sokół, chóry męskie Lutni i Galicyjskiego Towarzystwa Muzycznego.Te dwa ostatnie zespoły wykonały ją 3 lipca 1887 roku w Teatrze Skarbkowskim pod batutą ówczesnego dyrektora Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego Zygmunta Noskowskiego podczas nadzwyczajnego koncertu charytatywnego na cześć goszczącej we Lwowie pary arcyksiążęcej – następcy tronu arcyksięcia Rudolfa i jego małżonki Stefanii. Chór męski Lutni zaprezentował ten utwór z powodzeniem również w 1891 roku w Teatrze Narodowym w Pradze. Pieśń została przetłumaczona na język esperanto i wykonana przez Chór Akademicki w kasynie Miejskim we Lwowie w 1907 roku w ramach „niezwykłego koncertu”. Niezwykłość polegała na tym, że program w całości wypełniły utwory śpiewane i deklamowane w tym nowym języku. Sam kompozytor, występując w roli recenzenta wydarzenia w „Słowie Polskim” ocenił, że „przy wielkiej ilości samogłosek „Esperanto” do wokalizy nadaje się równie dobrze jak włoski. Nic dziwnego, bo na podstawie romańskich języków został utworzony. W śpiewie zrobił (na mnie osobiście) wrażenie lepsze niż w deklamacji, pewien jednakże brak charakteru daje się i tu nawet odczuwać”.

Wyprowadzenie trumny ze zwłokami S. Niewiadomskiego z krypty kościoła OO. bernardynów i kondukt żałobny przez Teatrem Wielkim we Lwowie, źródło: Narodowe Archiwum CyfroweUtwory chóralne Niewiadomskiego do słów Konopnickiej niejednokrotnie uświetniały uroczystości patriotyczne i rocznicowe we Lwowie i na prowincji. „Pieśń wiosenna” np. zabrzmiała w sali lwowskiego Ratusza, ozdobionej namalowanym z racji obchodów setnej rocznicy uchwalenia Konstytucji Trzeciego Maja wielkoformatowym płótnem „Polonia” Jana Styki, w wykonaniu Towarzystwa Śpiewaczego Lutnia (1891). Podczas uroczystej akademii w Teatrze Miejskim z okazji obchodów pięćdziesiątej rocznicy wybuchu powstania styczniowego „Ave Caesar” wykonały połączone lwowskie chóry męskie, tym razem z towarzyszeniem instrumentów dętych pod batutą Mieczysława Sołtysa (1913). Natomiast Chór Technicki pod batutą Stanisława Tomaszewskiego zaprezentował ten utwór w 1910 roku w Złoczowie z okazji obchodów pięćsetnej rocznicy bitwy pod Grunwaldem.

Konopnicka operowo

Pod koniec lat 90. XIX wieku, już po opublikowaniu „Jaśkowej doli”, Niewiadomski powziął zamiar skomponowania jedno- lub dwuaktowej opery. Wraz z „pięknym darem” w postaci cyklu pieśni złożył Konopnickiej, przebywającej wówczas w Wiedniu, propozycję napisania libretta operowego. Dla poetki był to debiut w roli librecistki. Nie mając doświadczenia w tej dziedzinie, zwlekała z rozpoczęciem „Krysty”, bo taki tytuł otrzymało powstające dzieło. Praca postępowała dosyć opornie i ponaglenia kompozytora wywierały skutek wręcz odwrotny: presja związana z planowanym wystawieniem opery w nowym gmachu teatralnym we Lwowie wraz z rozpoczęciem nowego sezonu całkowicie pozbawiała ją natchnienia. Konopnicka w częściach dostarczała gotowe fragmenty libretta „tej utrapionej „Krysty”, konsultując z kompozytorem szczegóły i stosując się do jego uwag. Jednak, czy to z powodu opieszałości autorki, wymawiającej się nawałem innych zajęć i zobowiązań, czy też z powodu ostudzenia zapału kompozytora do tej idei, czy też innych względów, do urzeczywistnianie projektu nie doszło. Gotowe libretto po kilku latach (w 1906 roku) Niewiadomski nabył od poetki na własność za kwotę 300 koron. „Krysta” nie została wystawiona na lwowskiej scenie operowej.

W ostatnią drogę

I Konopnicka, i Niewiadomski ostatnie dni życia spędzili w lwowskich sanatoriach. Poetka – w Zakładzie Wodoleczniczym w dawnej posiadłości Karola Kisielki na Zniesieniu, dokąd przyjechała z podkarpackiego Żarnowca. Tu zmarła na zapalenie płuc 8 października 1910 roku. Lwów pożegnał pieśniarkę ludu manifestacyjnym pogrzebem, w którym wzięło udział około 50 tysięcy osób. Niewiadomski, który należał do zawiązanego we Lwowie rok po śmierci poetki komitetu zajmującego się zbiórką funduszy na pomnik na jej grobie, zmarł 26 lat później, 15 sierpnia 1936 roku w sanatorium „Salus” przy ul. Senatorskiej (obecnie Stećki). Został tam przewieziony z ukochanego uzdrowiska Niemirów wskutek nagłego zasłabnięcia. Na rodzinnym Roztoczu, na jesieni życia regularnie spędzał wakacje letnie, przyjeżdżając z Warszawy, w której mieszkał i pracował przez ostatnich kilkanaście lat długiego, 79-letniego życia. „Umarł Stanisław Niewiadomski przypadkowo – jeżeli kto wierzy w przypadki – we Lwowie. W tym Lwowie, dla którego żywił tak głębokie umiłowanie, iż życzył sobie, by Go we Lwowie pochowano! Zadość się stało Jego życzeniu” – napisano w nekrologu. Mimo wakacyjnej pory pogrzeb zgromadził rzesze lwowian. Przybyły wszystkie lwowskie chóry, uczestniczyły w nim liczne delegacje, reprezentacje władz miasta i towarzystw muzycznych. Kilkutysięczny kondukt przeszedł ulicami Lwowa spod krypty klasztoru oo. bernardynów pod Teatr Miejski. Tam dawnego dyrektora lwowskiej opery (Niewiadomski dwukrotnie piastował tę funkcję) żegnał dyrektor Wilam Horzyca. Na Cmentarzu Łyczakowskim w imieniu kompozytorów mowę pożegnalną wygłosił uczeń Niewiadomskiego – Tadeusz Jarecki.

Nagrobek Niewiadomskiego obecnie, z lirą pozbawioną strun. Stan z 2020 roku, fot. Kazimierz Świetlicki

Dwa lata później, 16 października 1938 roku, został odsłonięty nagrobek Niewiadomskiego. Powstał „z ofiar pieniężnych wszystkich śpiewaków zrzeszonych w Związkach śpiewaczych rozsianych po całym kraju, oraz przy wydatnej pomocy materialnej wdowy po śp. Dionizym Tothcie, pierwszym prezesie Związku, który pozostawił zapis specjalnie na ten cel przeznaczony”. Strofy poetyckie Konopnickiej, ubrane w dźwięki przez lwowskiego pieśniarza, zabrzmiały wymownie raz jeszcze nad jego grobem, nad grobami obojga: podczas uroczystości połączone chóry lwowskie pod batutą Alfreda Stadlera, ucznia Niewiadomskiego, odśpiewały pieśń „Zaszumiał las”.

Nagrobek Niewiadomskiego, znajdujący się nieopodal grobu Konopnickiej, a w najbliższym sąsiedztwie sarkofagu Gabrieli Zapolskiej, zachował się do dziś. Podobnie, jak nagrobek autorki „Roty”, nie uniknął powojennej dewastacji.

„Poleciały pieśni moje…”

Ten jeden z dwóch pierwszych umuzycznionych przez Niewiadomskiego wierszyKonopnickiej może być dziś odczytany jako prorocza, niestety, wizja obrazująca powojenne losy twórczości kompozytora, skazanej na niemal całkowite zapomnienie.

Poleciały pieśni moje,
Jako ptasząt roje –
Jedne padły u mogiły,
Gorzką rosę piły…
Drugie poszły między ludzi,
Piórka pokrwawiły…

Pieśni Niewiadomskiego rzadko trafiają dziś na afisze koncertowe. Lata zaniedbań, przede wszystkim na poziomie instytucjonalnym sprawiły, że kompozycje lwowskiego pieśniarza są tak mało znane obecnie. Cudze chwalicie, swego nie znacie… Konopnicka zredukowana do kilku sztandarowych utworów, Niewiadomski odesłany do lamusa – czyż nie jest to objaw zobojętnienia na nasze dobro narodowe i lekceważącego stosunku do własnej kultury, wstydliwego unikania tego wszystkiego, co oparte jest na najgłębszych pokładach tożsamości? Jak długo promocja twórczości zapomnianych kompozytorów polskich spoczywać ma niemal wyłącznie na barkach nielicznych pasjonatów i entuzjastów, którzy pokonując przeróżne bariery, dokonują rzeczy niemożliwych i przywracają sporadycznie odbiorcom repertuar mało znany i niezasłużenie skazany na wykluczenie? A przecież chociażby w stosunku do spuścizny poetyckiej Konopnickiej pieśni solowe i chóralne Niewiadomskiego mogą spełnić ważną rolę: przypomnieć wartość tej części jej dorobku, która została zepchnięta w cień. Lira, pozbawiona strun, na grobie Niewiadomskiego pozostaje do dziś wymownym symbolem przymuszenia pieśniarza do milczenia, pozbawienia go możliwości oddziaływania poprzez swoją muzykę. Wraz z renowacją, odtworzeniem pierwotnego wyglądu nagrobka lwowskiego kompozytora, należałoby pomyśleć o przywróceniu jego twórczości szerokim kręgom melomanów. Pieśni Niewiadomskiego należą bowiem do najcenniejszych perełek w skarbcu polskiej liryki wokalnej.

Joanna Pacan-Świetlicka

Tekst ukazał się w nr 13-14 (401-402), 29 lipca – 15 sierpnia 2022

Source: Nowy Kurier Galicyjski