Prezenty dla polskiego prezydenta i narodu – od niepokonanego Zaporoża

Artystki z przyfrontowego ukraińskiego miasta na znak wdzięczności za wsparcie przekazały prezydentowi Polski Andrzejowi Dudzie oryginalne pisanki. Podobnymi został obdarowany miejscowy kościół katolicki.

Z Zaporoża do linii frontu jest nieco ponad 20 km. Syreny alarmów wyją tu, aż bolą uszy. Praktycznie, co tygodnia miasto jest ostrzeliwane przez raszystów. Jednak mieszkańcy pracują dla zwycięstwa. Znajdują też czas i możliwości, aby podziękować tym, którzy w ciężkim momencie wsparli ich pomocnym ramieniem. Artystki organizacji społecznej „Zaporoskie opiekunki” w tych przedświątecznych dniach udekorowały kościół Boga Ojca Miłosiernego własnoręcznie wykonanymi pisankami i wypiekami.

– Nasza akcja jest znakiem wdzięczności dla narodu polskiego za to, że wyciągnął ku nam pomocną dłoń – mówi wolontariuszka Ołena Szewczuk z „Zaporoskich opiekunek”. – Za to, że przyjmuje nasze matki z dziećmi i otacza je swoją miłością i opieką. Zrobiłyśmy trzydzieści pisanek, którymi udekorowaliśmy drzewko wielkanocne. Pracowałyśmy czasem w schronach, pod ostrzałem. Po każdym ostrzale nawoływałyśmy się, czy wszystkie przeżyły i pracowałyśmy dalej. Ta praca nas uspokajała. Nieco wcześniej zdecydowałyśmy dwie nasze pisanki przekazać prezydentowi Polskie Andrzejowi Dudzie i jego małżonce. Jedna jest biało-czerwona – w barwach narodowych Polski, a druga – błękitno-żółta, w barwach Ukrainy. W tych barwach zakodowałyśmy życzenie, by nasze oba państwa rozkwitały, aby był pokój i przyjaźń na zawsze.

Jak mówi Ołena, obie pisanki zostały przekazane biskupowi diecezji charkowsko-zaporoskiej Janowi Sobiło. On dostarczy je do Polski. Ołena mówi, że swoje pisanki darują również mieszkańcom Zaporoża, którzy zrobili najwięcej dobrego dla zwycięstwa. Wśród nich jest wolontariuszka Lubow Leonowa.



Pomimo alarmów i ostrzałów, w kościele Boga Ojca Miłosiernego odbywają się przedświąteczne nabożeństwa i przygotowania do świąt. Parafianie starają się nie opuszczać Mszy św. Pytam jedną z nich, jak będzie obchodzić te święta i dlaczego nie wyjechała do spokojnego miejsca?

– Swego czasu po raz pierwszy przyprowadził mnie tu ojciec. – Mówi Ołena Lisicka. – Byłam pod wrażeniem atmosfery radości i harmonii, która tu panowała. Teraz chodzę tu przez pamięć o moim ojcu, który już zmarł. Dlatego co soboty wieczorem odwiedzam nabożeństwo. Niedzielę Wielkanocną spędzę z mamą, a potem spotkam się z przyjaciółmi. Dlaczego nie wyjechałam? Nie jest tak do końca – na początku wojny przez cztery miesiące byłam w Polsce. Jestem lekarką, a tu jest moja praca i mam starszą matkę. Musiałam wrócić do domu.

Proboszcz kościoła ks. Aleksander Puchalski również otrzymuje prezenty od parafianek i cieszy się z tego, że kościół tętni życiem. Mówi, że parafia jest liczna, pomimo iż wielu parafian wyjechało. Na świątecznej Mszy św. gromadzi się do 300 wiernych. Korzystając z okazji, ksiądz składa życzenia świąteczne.

– Pragnę złożyć życzenia wszystkim chrześcijanom obrządków zachodniego i wschodniego – mówi ks. Aleksander. – Chrystus darował nam wielką radość – Zbawienie. Życzę wszystkim, aby mieli świadomość wielkiej ceny, którą zapłacił i nie obchodzili świąt powierzchownie. Należy zagłębić się w tajemnicy Paschy, by osobiście spotkać się z Chrystusem Zmartwychwstałym. Z tego spotkania narodzi się prawdziwa nadzieja, prawdziwy pokój, prawdziwa radość. Jak wskazuje nam dzisiejsze życie na Ukrainie, aby zdobyć nadzieję i pokój, trzeba walczyć. Życzę zwycięstwa w tej walce duchowej i w rzeczach codziennych.

Ludmiła Pryjmaczuk

Tekst ukazał się w nr 7 (419), 14 – 27 kwietnia 2022

Source: Nowy Kurier Galicyjski