Dzieci z wołyńskiej miejscowości Rożyszcze, biorąc przykład z wolontariuszy z Polski, od roku śpiewają na ulicach i zbierają pieniądze na Siły Zbrojne Ukrainy
Dzieci i wojna – bardziej okrutne połączenie trudno jest wymyśleć. Ale przed półtorej rokiem stało się to realiami ukraińskich dzieci. Zamiast lekcji w klasach, dzieci teraz siedzą w piwnicach. Zabrano im dzieciństwo, a wielu z nich – rodziców, Ojczyznę i najważniejsze – życie. O czym marzą ukraińskie dzieci? Naturalnie, jak i dorośli – o zwycięstwie. Ale najbardziej raduje, gdy mali Ukraińcy biorą dział w jego przybliżaniu. Jako przykład – dzieci z wołyńskiego miasteczka Rożyszcze. Jeszcze przed rokiem, w lipcu 2022, rozpoczęły swój wolontariat. Dzieci poparły dzieło rodziców, od 2014 r. wspomagających ZSU.
– Jesteśmy organizacją społeczną „Samoobrona” w m. Rożyszcze – opowiada 22-letnia Wiktoria Szwarckopf. – 25 lutego ubiegłego roku, na drugi dzień po wybuchu wojny, byliśmy już na polskiej granicy – odbieraliśmy pomoc humanitarną dla naszych żołnierzy. Jeździmy tam stale. W Lublinie byłam świadkiem improwizowanego koncertu. Wolontariusze śpiewali i zbierali pieniądze na nasze wojsko. Pomyślałam – dlaczego nie miałabym zrobić czegoś podobnego z naszymi dziećmi?

Inicjatywę Wiktorii poparli inni członkowie „Samoobrony”. I oto w lipcu, jak tylko dziewczyna ukończyła uniwersytet, zebrała dzieciaki na ulicy Rożyszcza. Młodzi wolontariusze śpiewali piosenki ukraińskie. W pierwszym dniu zebrano 20 tys. hrywien. Dzieci były zachwycone. Z radością przyszły na kolejny koncert za tydzień. Jak twierdzi Wiktoria, myślała ona, że dzieciom szybko to się znudzi. Ale dziewczyna się pomyliła. Mali wolontariusze bardzo cieszą się, że pomagają swoim rodzicom i braciom, którzy walczą na froncie. Nawet w słotę wychodzą na koncert, mówiąc, że żołnierze w okopach mają gorzej. Niedawno mali wolontariusze zainicjowali kolejną akcję pomocy wojskowym: umieścili swoje rysunki na ułamkach rakiet i broni wroga.
– Nasi wolontariusze jeżdżą na front – opowiada Zoja Iszczuk. – Wożą pomoc humanitarną i auta, które przywozimy z Polski. Jadąc z powrotem przywożą ułamki rakiet i bomb. Początkowo dzieci dekorowały je i darowały ludziom. Ale potem, gdy zebrało się tego dużo, zorganizowały wystawę.

Taką niezwykła wystawę militariów mieszkańcy Rożyszcza niedawno eksponowali w Łuckiej Galerii Sztuki. Na jej otwarcie przybyli mali artyści w wieku od 6 do 14 lat.
– Malowałam na ułamkach pocisków – mówi Margaryta Kaczur. – Moi przyjaciele – na fragmentach min i bomb fosforowych. Trudno jest patrzeć na ludzkie cierpienie. Trudno jest widzieć zmęczonych żołnierzy. Chce się czymś pomóc naszej armii.
– A ja malowałam na gilzie po pocisku – dołącza do rozmowy Daryna Matwijczuk. – Przedstawiłam fragment historii Ukrainy. Dzięki naszym wojskowym możemy spać spokojnie. Dlatego trzeba im koniecznie pomagać.

Niecodzienna wystawa zainteresowała mieszkańców Łucka i gości miasta, więc na otwarciu nie zabrakło zwiedzających.
– Nigdy nie myślałam, że dożyjemy takiej chwili, gdy młodzi artyści zamiast na papierze czy płótnie będą malowali na ułamkach pocisków – mówi mieszkanka Łucka Swietłana Zozula. – Ludzie są zachwyceni, a ja myślę – lepiej by tego w ogóle nie było! Żeby nie było wojny, żebyśmy nie budzili się na dźwięk syren, żeby nie było wdów i sierot. Wystawa jest ważna i jest faktem naszej historii.
Jak twierdzi Wiktoria Szwarckopf, śmiercionośny metal, który dzieci dekorując sprejem i farbami przemieniają w dzieła sztuki, też sprzyja zwycięstwu Ukrainy. Wszystkie eksponaty z wystawy pojadą do Polski na aukcje. Zebrane tam środki zostaną przekazane na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy. Mali wolontariusze z Wołynia za ten rok przekazali ponad 1 500 tys. hrywien dla wojska. Z tych pieniędzy zakupiono 3 urządzenia przecidronowe, trzy drony Mavic-3, 5 samochodów, radiotelefony i mundury dla 14 zmechanizowanej brygady, 35 i 36 brygad piechoty morskiej i 227 batalionu obrony terytorialnej Charkowa.
Ludmiła Pryjmaczuk
Tekst ukazał się w nr 13-14 (425-426), 31 lipca – 14 sierpnia 2023
Source: Nowy Kurier Galicyjski