Polska Fundacji Siepomaga.pl zapoczątkowała we Lwowie warsztaty medycyny taktycznej dla wolontariuszy.
– Fundacja pomaga Ukrainie od samego początku wojny – powiedział Wito Nadaszkiewicz, koordynator Fundacji. – Wysyłamy pomoc generalnie na wschód i na południe Ukrainy. Jest to żywność, środki higieny, ale zdecydowaliśmy w końcu, że jednak w pierwszej kolejności musi to być medycyna taktyczna, opatrunki. Niestety trudno teraz znaleźć jakościowe opatrunki na rynku, ale jakoś nam się udaje. Chociaż trzeba też rozumieć, że jeśli człowiek nie jest nauczony, to nawet mając najlepszy opatrunek, nie potrafi uratować życia bliźniego lub poszkodowanego. U nas trafiały się takie przypadki, że wolontariusze jechali na przykład do jakiejś jednostki wojskowej na front i raptem nagle obok nich ostrzał. Ostrzeliwano na przykład blokowiska, zwykłe domy, gdzie mieszkali cywile. Wolontariusze po prostu wyskakiwali wtedy ze swoich samochodów i ponieważ byli nauczeni jak stosować opatrunki, mogli komuś pomoc. Teraz stawiamy sobie za zadanie nauczyć tego jak najwięcej osób, zwłaszcza te osoby, które mieszkają na wschodzie w zagrożonych regionach albo jeżdżą tam jako wolontariusze, dostarczając tam pomoc, żeby oni, po pierwsze, sami orientowali się jak korzystać z tych bandaży i opatrunków, a po drugie, mogli też pokazać to innym.

Jurij Kalinowski, który poprowadził warsztaty medycyny taktycznej, pracował przed wojną jako lekarz traumatolog w szpitalu prywatnym w Kijowie. Teraz razem z małżonką zajmuje się szkoleniem wolontariuszy.
– Zdałem sobie sprawę, że społeczeństwu brakuje wiedzy o udzielaniu pierwszej pomocy podczas traum, działań wojennych, podczas masowych zranień. Postanowiliśmy to naprawić. Zaczęliśmy organizować bezpłatne warsztaty dla żołnierzy i płatne warsztaty dla ludności cywilnej. Taka wiedza pozwala szybko zareagować przy zranieniach i dać człowiekowi szansę na przeżycie, ponieważ człowiek może umrzeć z powodu wykrwawienia w ciągu trzech minut. To jest właśnie ten czas. Dlatego konieczne jest bardzo szybkie reagowanie. Jeśli osoba straciła przytomność i leży na plecach, to ona prawdopodobnie się dusi, ponieważ język przykryje jej drogi oddechowe. Uczymy, jak otwierać trakt oddechowy. Istnieje specjalny algorytm, według którego pracujemy. Mamy dwie grupy trenerów. Ja i Daryna ćwiczymy cywilów, a moi przyjaciele uczą wojskowych. Dziękują za to, że medyczna opaska uciskowa pomogła uratować im życie. Takich elementarnych rzeczy można się nauczyć w ciągu trzech i pół godzin. Następnie trzeba poćwiczyć samemu jeszcze kilka razy i będzie dobrze – zapewnił Jurij Kalinowski.
Warsztaty zgromadziły ludzi w różnym wieku.
– O tym jak udzielić pierwszej pomocy bliźniemu czy samemu sobie musi wiedzieć każdy z nas teraz, w czasie wojny i nie tylko – stwierdziła obecna Sofija Mychaluk, studentka ze Lwowa. –Na tych warsztatach w sposób prosty i wyraźnie wyjaśniają nam, jak nie zagubić się w sytuacji stresującej.
fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski
Wojna dotknęła rodzinę i bliskich Władysława Pacholczuka z Charkowa, który uciekł do Lwowa.
– Pocisk uderzył w dom mojego przyjaciela, spłonęło mieszkanie, również dom mojego wuja i ciotki został zniszczony – powiedział. – Pocisk przyleciał też do szkoły, w której prowadziłem wykłady. Zostały zbombardowane zakłady lotnicze, gdzie pracował mój dziadek. W Charkowie codziennie giną ludzie.
– Po tym krótkim szkoleniu już wiem, co mam robić w sytuacji ekstremalnej – stwierdziła Natalia Tołok ze Lwowa.
Zgłosiło się dużo chętnych i organizatorzy będą kontynuować takie warsztaty.
– W przyszłości planujemy zapraszać też ratowników, profesjonalistów z Polski, żeby szkolić obronę terytorialną, wolontariuszy, a w tej chwili współpracujemy z organizacją ukraińską z Kijowa – zaznaczył Wito Nadaszkiewicz. – Dostarczyliśmy dla tej organizacji już ponad pięć ton bandaży i planujemy kontynuować współpracę. Staramy się łączyć wszystkie organizacje bez względu na to czy są to organizacje polskie, ukraińskie, żydowskie czy jakiekolwiek inne. Jest to organizacja ratowników medycznych, ratowników taktycznych, oni funkcjonują w Kijowie, ale wyjeżdżają po całej Ukrainie, i na wschód, i na południe, a my staramy się dostarczać im opatrunki.
Konstanty Czawaga
Source: Nowy Kurier Galicyjski



