Poeta i rektor. Jan Kasprowicz i Lwów

Pierwsze karty biografii poety są dosyć zwyczajne. Ojciec jego Piotr, pochodzący z dawno osiadłej w Inowrocławiu rodziny, zbliżając się do trzydziestki, ożenił się w 1859 roku z młodszą o kilka lat Józefą Kloftówną z Szymborza, gdzie odziedziczyła ona dom i niewielkie gospodarstwo rolne. 12 grudnia 1860 roku urodził się im pierwszy syn Jan, większość następnych dzieci zmarła we wczesnym dzieciństwie. Gdy przyszło na świat niemowlę, baba-znachorka wzięła je na ręce i po oglądnięciu niezwykle wielkiego dziecka zawyrokowała: „Dziecko, ja tego nie doczekam, ale ty będziesz wielkim człowiekiem” (z relacji Anny, siostry poety).

Jan Kasprowicz, wikimedia.org

Matkę miał dobrą. O niej pod koniec życia wspomina sam poeta: „Matce dużo zawdzięczam, prawie wszystko, miała niezwykle silnie rozwinięte poczucie przyrody”. Była ogromnie gościnna, częstowała każdego, kto przychodził do nas”. Ta niezwykła kobieta ukierunkowywała bardzo rozumnie od początku najstarszego syna, sama uczyła go czytać (Piotr, ojciec był analfabetą) i sama pomyślała o posłaniu go do jednoklasowej szkoły. O swojej nauce czytania poeta wspominał, podkreślając ważną rolę czasopisma „Przyjaciel Ludu”. Matka widziała przed sobą zaszczytny cel: Janka w sutannie kapłańskiej. Wtrącił się nauczyciel z Szymborza Kościelski, co zdecydowało o zapisaniu Janka do gimnazjum inowrocławskiego. W tym mieście działało kółko literackie „Tomasz Zan”, do tego kółka przyjmowano uczniów wyższych klas gimnazjalnych. Duszą organizacji był Witold Preyss, po kilku latach założył on nowe kółko pt. „Wincenty Pol”, do którego wszedł młody Kasprowicz. Celem działalności organizacji było „rozbudzenie ducha narodowego”.

Na przełomie lat 1878–1879 Kasprowicz wystąpił z radykalnym projektem rozszerzenia działalności tajnej organizacji, w tymże 1879 roku poznański tygodnik „Lech” pokwitował otrzymanie wierszy poety nie tylko uprzejmą odpowiedzią redakcji, ale nawet w tejże odpowiedzi z dnia 2 lutego 1878 roku wydrukował najlepszy z nadesłanych sonetów – „Poranek”.

Po dziecięciu latach nauki w gimnazjum inowrocławskim otrzymał Kasprowicz 25 maja 1880 roku nakaz opuszczenia tej szkoły. Dla rodziców przerwanie przez syna nauki w Inowrocławiu było prawdziwym ciosem. Dalej studiował filozofię i literaturoznawstwo na niemieckich uniwersytetach w Lipsku i we Wrocławiu. Podczas wyższych studiów już żywo uprawiał publicystykę i poezję współpracując z różnymi polskimi czasopismami. Podobnie jak większość młodych przejściowo „zachorował” na socjalizm, wskutek czego został jako „wywrotowiec” dwukrotnie aresztowany przez pruską policję i skazany na pół roku więzienia. Po zwolnieniu z niego, w wieku lat już dwudziestu ośmiu, na przełomie lat 1888/89 przeniósł się do Lwowa, w którym pozostał następnych trzydzieści pięć lat.

W roku 1882 jeszcze jako gimnazjalista napisał list do Kraszewskiego, prosząc go o pomoc w wydrukowaniu jego pierwszych wierszy, a po kilku tygodniach Kasprowicz otrzymał zawiadomienie od wydawcy „Kłosów” Salomona Lelewela o wydrukowaniu kilku wierszy. Podczas uroczystości pogrzebowych Kraszewskiego w Krakowie poeta nawiązał bliski kontakt z Bolesławem Wysłouchem ze Lwowa, a później skorzystał z jego zaproszenia i przyjął zaproponowaną pracę w redakcji „Kuriera Lwowskiego”. Wysłouch zamieszczał już w 1886 roku w redagowanym przez siebie miesięczniku „Przegląd Społeczny” korespondencje Kasprowicza, nadsyłane ze Śląska pod pseudonimem Franciszek Szyba. Ze względu na likwidację miesięcznika wprowadził poetę do „Kuriera”, którego był współredaktorem i współwłaścicielem. W czerwcu 1887 roku policja austriacka nakazała Kasprowiczowi opuszczenie Lwowa. Po powrocie do Wrocławia został skreślony z listy studentów, we wrześniu tegoż roku był aresztowany i wyszedł z więzienia dopiero w maju następnego roku. Pisał stąd:

Kto nie ukochał swojej własnej ziemi,
Kto na jej ustach sercem nie zawisnął
O, temu ogień miłości nie błysnął,
Ten i świat dłońmi obejmie zimnemi.

Odejście Kasprowicza od socjalizmu stało się faktem. W liście do Wiślickiego z 8 września 1888 roku pisze: „Pisano ze Lwowa abym na powrót przyjechał tam dotąd i szukał zarobku jakiego, opierałem się aż do ostatniej chwili, bojąc się tamtejszych stosunków, co jednak uczynię, nie wiem…”. W tym samym dniu Kasprowicz opuścił Wrocław. Wysłouch wysyła ze Lwowa kartkę pocztową na adres wrocławski z zaproszeniem. Pod koniec 1888 roku lub na początku 1889 Kasprowicz przyjeżdża do Lwowa i rozpoczyna pracę w redakcji „Kuriera Lwowskiego”. Okazało się jednak, że wpływy policji pruskiej były silniejsze, niż protekcja ustosunkowanych osobistości miejscowych. Już 17 stycznia 1889 roku otrzymał poeta nakaz opuszczenia krajów monarchii austriackiej. Znowu zaczęły się usilne starania i jeszcze raz presja władz pruskich zaciążyła nad sprawą Kasprowicza. Pod koniec sierpnia doręczono mu dokument o następującej treści: „List 22529. Do pana J. Kasprowicza, obywatela pruskiego, współpracownika „Kuriera Lwowskiego” we Lwowie… Zawiadamia się Pana byś opuścił państwo austriackie w dobrowolnie obranym kierunku i t.d”. Lecz Kasprowicz nigdy nie doniósł dyrektorowi policji, którędy zamierza wyjechać z krajów jego cesarsko-królewskiej mości. Został we Lwowie. Zawdzięczał to interwencji wpływowych osób, m.in. poety Adama Asnyka i namiestnika  Kazimierza Badeni. Załatwienie było połowiczne, ale umożliwiało Kasprowiczowi dalszy pobyt we Lwowie. Oto relacja samego poety z r. 1896: „Jawnego w życiu publicznym nie biorę udziału, gdyż zamknął mi drogę do niego Badeni groźbą, że mnie natychmiast wyrzuci, jeżeli będę się „merdał” (jego własne wyrażenie). Siedzę więc dotychczas „jak mysz pod miotłą”, a właściwie, nie mając faktycznego prawa pobytu w Galicji, jestem zawieszony pomiędzy ziemią a niebem”.



Jako nielegalny mieszkaniec Lwowa w 1889 ujrzał wreszcie od tak dawna upragniony tomik z „Biblioteki Mrówki”, zawierał on ponad 120 utworów. Obszerną recenzję zamieścił „Kurier Lwowski”, lecz można się zorientować, że pierwszy tomik Kasprowicza nie stał się wydarzeniem kulturalnym. Mimo braku urzędowej zgody na zameldowanie Lwów serdecznie przytulił Jana. Miał pracę w redakcji „Kuriera” (chociaż doglądanie korekt i częsta praca nocna niezbyt odpowiadała jego zainteresowaniom), nawiązywał coraz nowe przyjaźnie bardzo dla niego cenne przez długie lata i mógł poświęcić dużo czasu na pisanie wierszy. W rok po wydaniu „Poezji” publikuje także poemat społeczno-religijny „Chrystus” – dramat „Z życia ludu wielkopolskiego” „Świat się kończy”, poemat „Miłość-Grzech”.

W kwietniu 1892 roku spotkał się z Jadwigą Gąsowską. I zakochał się od razu, widział w niej wcielenie najwyższych wartości kobiecych. Ona stała się jego muzą. Ponowne spotkanie nastąpiło w lipcu w Truskawcu. W malowniczym lesie na Górze Zamkowej Kasprowicz oświadczył się Jadwidze i został przyjęty. Wzięli ślub 7 stycznia 1893 roku, w tymże roku urodziła się pierwsza córka, w 1895 – druga.

We Lwowie zabrał się Kasprowicz do wytężonej pracy zarobkowej oraz twórczej. Mimo dużego zaabsorbowania pracą nie rezygnuje z uzyskania doktoratu. Latem 1899 roku do Lwowa przyjeżdża znany poeta Stanisław Przybyszewski. W swojej książce „Poeta i miłość” córka Kasprowicza Anna Jarocka pisze: „Przybyszewski odwiedza codziennie Kasprowiczów, którzy mieszkali wtedy przy ulicy Długosza, bocznej, ślepej uliczce, na prawo, na parterze (dom profesora Baucha), mieszkanie po lewej stronie. W związku z tym przyjazdem Kasprowicz sprowadził pianino, Przybyszewski bowiem cieszył się sławą pianisty. Atmosfera „przybyszewszczyzny” panowała w całej pełni w domu Kasprowiczów. Egzaltowany, zgrywający się w sposób bycia Przybyszewskiego, jego maniery jakby trubadura, a poza tym, może nawet przede wszystkim, jego muzyka oszołomiły Jadwigę, podziałały jak narkotyk. Czy kochała już wtedy Przybyszewskiego? Można przypuścić, że nie, ale w każdym razie wywarł już na nią wpływ”. Kasprowicz doznał podwójnego wstrząsu: także z powodu człowieka, którego uważał za przyjaciela. Wynajmował mieszkania wraz z Jadwigą w różnych miejscach: na Gródeckiej 13, przy ulicy Bartosza Głowackiego, kolejne mieszkania były na Pułaskiego 10, Supińskiego 2a i 12, gdzie między innymi powstały portrety poety, wykonane przez malarza Damazego Kotarskiego.

Jesień i zima 1900 roku upływają we względnym spokoju, wiosną 1901 roku wyjeżdża Kasprowicz do Włoch razem ze Staffem i Połonieckim, właścicielem księgarni przy ulicy Tańskiej (obecnie Rudańskiego) 1. Podróż ta okazała się płodna poetycko. Powróciwszy z podróży włoskiej zastał Kasprowicz spustoszone ognisko domowe. Wychowywał małe córeczki z pomocą dziadków Gąsowskich i Anny, siostry Jadwigi.

Trzecim etapem ideowych poszukiwań Kasprowicza (socjalizm, ludowcy) stała się Narodowa Demokracja; nie bez znaczenia był również fakt, że jej „ojcem chrzestnym” był znany bojownik o wolność i zasłużony pisarz Teodor Tomasz Jeż, który torował drogę pierwszemu zbiorowi poezji Kasprowicza. Na terenie lwowskim wielkie znaczenie dla poety miała przyjaźń dwóch wybitnych działaczy endecji – Jana Popławskiego i Zygmunta Wasilewskiego. Ten ostatni zajmował się nie tylko polityką, ale w większej jeszcze mierze poświęcał się działalności kulturalnej. Specjalną uwagę zwrócił na twórczość Kasprowicza. W książce „Jan Kasprowicz, zarys wizerunku”, wydanej jeszcze za życia poety w 1923 roku, zebrał sporo materiału biograficznego i stworzył interesującą syntezę twórczości autora „Hymnów”.

Na początku XX stulecia Popławski i Wasilewski zaczęli redagować we Lwowie „Słowo Polskie”, wciągnęli do tego także Kasprowicza. Zajmował się tam publicystyką społeczną, krytyką literacką i teatralną. Praca w nowym piśmie, zaabsorbowanie problemami ogólnonarodowymi były wówczas Kasprowiczowi bardzo potrzebne. Dużo czasu poświęcał Związkowi Naukowo-Literackiemu. Instytucja ta powstała w 1894 r. z inicjatywy profesora Romana Palmsteina oraz literata Franciszka Gawrońskiego i od samego początku Kasprowicz był w niej bardzo czynny. 1 grudnia 1892 roku wygłosił odczyt o angielskim poecie Tennisonie. Jednak działalność Związku nie natrafiła na podatny grunt i została zawieszona. Związek Naukowo-Literacki wznowił działalność dopiero w 1898 roku. Ruch umysłowy był w te czasy we Lwowie bardzo ożywiony i do pierwszej wojny światowej wnosił poważny wkład w życie umysłowe miasta. Kasprowicz był stale we władzach Związku, od roku 1898 do 1902, później od 1906 roku piastował godność wiceprezesa, a w latach 1903–1905 był prezesem. W okresie wiceprezesury Kasprowicza prezesem był Jan Gwalbert Pawlikowski.

W maju 1899 roku poeta zainaugurował swoim przemówieniem uroczysty wieczór ku czci Słowackiego, w lutym 1902 roku w zapełnionej sali ratuszowej miał prelekcję o poezji. W wystąpieniach publicznych nie ograniczał się tylko do poezji. Na początku czerwca 1904 roku zagaił akademię ku czci niedawno zmarłego historyka literatury Piotra Chmielewskiego (pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim obok Bełzy i Zapolskiej). Inny znakomity twórca polskiej literatury tamtego i późniejszego czasu, również żyjący i tworzący we Lwowie Stanisław Wasilewski o Kasprowiczu z tego okresu wyraził się kiedyś tak oto: „Osobistość naczelna na Parnasie naszym, gigant….”.

Przedmiotem powszechnego podziwu były wówczas we Lwowie nie tylko jego poezje, ale i fenomenalne wręcz zdolności językowe. Języka niemieckiego nauczył się jeszcze w pruskich szkołach, natomiast języki klasyczne grekę i łacinę oraz języki francuski i angielski opanował jako samouk. I chociaż poezja pozostawała zawsze na pierwszym planie, jednak od wczesnej młodości marzeniem jego była kariera naukowa. Drogi tej nie wyrzekł się, zabrał się z uporem do dawno przerwanych studiów. Mimo przyjaznej atmosfery w środowisku uniwersyteckim nie było to łatwe zadanie. Kasprowicz nigdy nie pracował systematycznie, mogło się nawet wydawać, że jest człowiekiem leniwym. Teraz jednak trzeba było pokazać, że zasługuje na tytuł doktorski. 12 sierpnia 1904 roku Uniwersytet Lwowski nadał Kasprowiczowi tytuł doktorski na podstawie rozprawy o poezji Teofila Lenartowicza. Po obronie rozprawy skierował wzrok w inną stronę. Od początku literackiego zawodu zajmował się przekładami poetów angielskich, nic więc dziwnego, że zapragnął poznać Anglię. Zwiedził wtedy również Francję.

Na Uniwersytecie Lwowskim istniała możliwość stworzenia katedry literatury porównawczej, Kasprowiczowi należało odświeżyć znajomość literatur zachodnioeuropejskich. W 1906 roku wyjechał pracować do Poronina. Rezultatem tych studiów stał się wydany we Lwowie w 1907 roku tom pt. „Poeci angielscy. Wybór poezji”. W listach z Poronina pisze: „A potem nie wiem….w każdym razie nie do Lwowa, bo czuję, że tam nic dobrego spotkać mnie nie może. W mieście tym pracować nie mogę. Przez jeden rok w Poroninie zrobiłem więcej niż przez cztery lub pięć lat w atmosferze lwowskiej”. Mocne oskarżenie Lwowa. Lecz chyba ma rację Zygmunt Wasilewski, adresat tego listu z 25 listopada 1907 roku, kiedy pisze w komentarzu do ogłoszonych listów Kasprowicza: „Zwracam uwagę na gniewny ton ostatniego listu. Złorzeczy na kochany Lwów, buntując się przeciwko stosunkom najbliższym. Widocznie jest urażony czy ma żal o coś. Im więcej żałował Lwowa, tym więcej na niego się dąsał – tym więcej czuł potrzeby zaklinania się, że do Lwowa nie wróci. Miał wrażenie, że Lwów chciał się jego pozbyć. To prawda, że we Lwowie stale marzył o Poroninie, ale wydało mu się podejrzanym, że inni byli także za tym, aby jakiś czas tam posiedział. Odczuwał strach, czy sobie poradzi w Porononie przy zmniejszonych ze „Słowa Polskiego” dochodach, a nie miał pewności czy majacząca we mgłach jeszcze katedra w Uniwersytecie Lwowskim przyjdzie do skutku. Skoro możliwości w Uniwersytecie się otwierały, było jasnym, że Kasprowicz musiał wziąć się do roboty. Pobyt we Lwowie nie posuwał niczego naprzód. Z redakcji wprost na katedrę nie pójdzie, trzeba raz przerwać błędne koło, zamknięte celem w zarobkowaniu, bo nie ma przecież ambicji zrobienia z siebie dziennikarza prawdziwego. A jeśli ma się habilitować, to wykazać się musi pracą nową. We Lwowie czas mu schodzi między redakcją a kawiarnią, a każdy rok dalej w tym trybie oddalać go będzie od celu”.

Wspomina Ernest Łuniński – dziennikarz, literat, dyrektor Szkoły Dziennikarskiej w Warszawie: „Klub dominikanów znajdował się u zbiegu ulicy Chorążczyzny i Akademickiej i był miejscem spotkań lwowskiego świata literacko-artystycznego na przełomie XIX i XX wieku, gdzie grywali w domino. Sam lokal przedstawiał naśladownictwo rozmaitych wiedeńskich kafehausów – dużo gazet, bilardy, kąt do kart, dym papierosowy. Niekiedy wciśnięty w stół siedział Styka, malarz „Polonii” (obraz wisiał w wielkiej sali rajców ratuszu lwowskiego za fotelem prezydenta miasta), sam o sobie mówiący, że jest Janem Drugim, cyfrowym następcą Jana Matejki. Bywał tutaj Wojciech Dzieduszycki, prezes „Koła Polskiego”, minister, dziś genialny, jutro dziwak, aby pojutrze znowu miał skrzydła Pegaza u ramion. Ubrany, jakby kostium kupił na Pociejowie (targowisko żydowskie w Warszawie), z jedną nogawicą z reguły dłuższą, pogarbiony, z wiechciowatym, płowym wąsem, opadającym po kościstej twarzy. Polecał, krając podane mu ciastko na cztery części. Nauczyłem ich gry w domino. Zrazu miałem jednego partnera w osobie pana Popławskiego. Wkrótce przyłączał się Kasprowicz i tak we trójkę zabawialiśmy się godzinami po żmudach i trudach dnia. Z czasem utworzyła się koło nas galeria, śledząca przebieg gry. Stawka była niewinna, lekka, nikt nie mógł ponieść większej szkody – Kasprowicz przystawił kamień, zakończył partię i rozradowany wykrzyknął: „Słuchajcie, dominikanie!”. Odtąd nasze zebrania nazywały się klubem dominikanów. Po kilkunastu turniejach wystąpił Kasprowicz z wnioskiem: gdzieś przy ulicy św. Sofii, w bliskiej odległości od jego mieszkania (św. Sofii 48 – dziś I. Franki 132) mieszkała wdowa po mistrzu kunsztu szewskiego Michalczakowa. Była bardzo biedna, tak że „zamiast dziesiątki i dwudziestki chować do kiszeni, niech zwycięzca układa je do puszki na fundusz michalczakowski”. Jurij Winniczuk w książce „Knajpy Lwowa” cytuje Zygmunta Wasilewskego, który wspominał, że gra w domino stała się swoistym narkotykiem.

Sarkofag Jana Kasprowicza, pl.wikipedia.org

Oto tak pisze o Janie Kasprowiczu Stanisław Lam – historyk literatury, wydawca encyklopedii i bibliofil: „Natura obdarzyła go wyjątkowym zdrowiem i silną postawą. Trochę mniej niż średniego wzrostu, barczysty, o głowie potężnej, o wysoko sklepionym czole, na które opadał kosmyk niesfornych włosów. Lubił szeroką pelerynę i czarny kapelusz o olbrzymim rondzie. Miał w całej swej postawie oryginalność literackiego Cygana, ruchliwość dziennikarza, którym na długi okres życia zrobiła go konieczność zarobkowania, numer dobrego kompana i wówczas już powagę profesorską. Wokół niego skupiała się cała brać literacka, on jej patronował, umiał z nią żyć i używać życia. Wśród młodszych on, mimo wieku, był najmłodszy duchem, wśród poważnych miał głos najważniejszy. Dobrze czuł się tylko wśród artystów i pisarzy, chociaż trafem losu wypadło mu wiele czasu spędzić wśród małych figur dziennikarzy i nie zawsze rozumiejących poetę studentów uniwersytetu. Zapraszany na salony literackie, bywał m.in. w willi „Zaświecie” wybitnej poetki Maryli Wolskiej. Rozmach fantazji jego był olbrzymi, siły niewyczerpane.

Od warsztatu redakcyjnego wpadał do jednej ze swoich stałych knajp – najczęściej do Krebsa na rogu Batorego i Kamiennej (później Kubali), gdzie zawsze czekało na niego grono przyjaciół: poeta Leopold Staff, znakomity historyk sztuki profesor Władysław Kozicki, malarz Damazy Kotarski. Ten ostatni, raczej mało znany szerszemu ogółowi, został „uwieczniony” w dwuwierszu, kto wie, czy nie autorstwa samego poety: „Pili tutaj wiele razy, Jan Kasprowicz i Damazy”. Wesoły śmiech cechowały te zebrania. Rysunki Kasprowicza, najczęściej na papierowych serwetkach restauracyjnych, zginęły w kieszeniach współtowarzyszy biesiadnych lub pod stołem zostały. A szkoda. Kasprowicz potrafił też swoim wierszykiem zapłacić w winiarni za wypite wino…”. Wśród winiarni Lwowa szczególnie polubił i nader często odwiedzał sławny lwowski handel win i winiarnię Stadtmuellera, mieszczące się w Rynku 34, w czcigodnej, zabytkowej renesansowej kamienicy. Bywał on tu często ze swoimi serdecznymi przyjaciółmi – kustoszem Muzeum Lubomirskich Mieczysławem Treterem, Władysławem Kozickim, no i ze swym własnym zięciem, artystą malarzem Władysławem Jarockim. Jan tak bardzo się przyjaźnił ze znakomitym lwowskim winiarzem, panem Ryszardem Stadtmullerem, że nawet trzymał mu synka do chrztu, był, więc, jego kumem. Był również kumem Iwana Franki. W swoich pamiętnikach pisze: „Z Iwanem byłem w stosunkach przyjacielskich, pracowaliśmy w redakcji „Kuriera Lwowskiego”, trzymałem do chrztu jego synka Andrija. Jeździłem z nim na ryby, byłem w jego rodzinnej wiosce Nagujewyczi. Dzięki niemu zapoznałem się z poezją ukraińską, włącznie z poezją Tarasa Szewczenki. Napisałem nawet wiersz na jego cześć, co prawda, Frankowi on się nie spodobał, bo nigdy o nim nie wspominał”.

Muzeum Jana Kasprowicza, Inowrocław, upload.wikimedia.org

Ze wspomnień Adolfa Chybińskiego – muzykologa: (od 1912 roku docent Uniwersytetu Jana Kazimierza, gdzie w roku 1913 założył pierwszy w Polsce zakład muzykologii, w latach 1917–1941 – profesor, od 1945-w Poznaniu): „Zaprosił mnie Kasprowicz do spędzenia wieczoru w gronie najbliższych mu przyjaciół w pewnej restauracji, która należała do niejakiego Naftuły Toepfera przy ulicy Trybunalskiej, który poza swym właściwym zawodem restauratorskim zajmował się po amatorsku wszelkimi sztukami pięknymi: malowaniem, pisaniem i komponowaniem. Był gościnny i to była jego wielką zaletą. Uważając się jednak za artystę pozwalał sobie często na udzielanie „rad”, które swą fachowością zapewne nie dorównywały jego restauratorskim kwalifikacjom. Toteż jeden z artystów (Kasprowicz czy Jan Gall) przemówił do niego raz tymi uroczystymi słowami: „Naftuło! Gdybyś ty był taki wysoki, jaki jesteś głupi, to mógłbyś piwo na księżyc podawać”. I te słowa znacznie ostudziły mentorskie zapały restauratora”. Jadał tam Kasprowicz pieczeń wieprzową z kapustą kiszoną. Jako przedstawiciel młodopolskiej bohemy bywał też w „Knajpie Literacko-Artystycznej” Atlasa (Rynek 45).

Dorobek poroniński dawał podstawy do wysunięcia kandydatury Kasprowicza na profesora literatury porównawczej. Trzeba było teraz sprawę popchać silniej. Chodziło przede wszystkim o to, aby Uniwersytet Lwowski wysunął jego kandydaturę. Na to Kasprowicz od chwili zrobienia w roku 1904 doktoratu oczekiwał. Niektórzy profesorowie wydziału filozoficznego, bardziej rygorystyczni, stawiali za warunek pracę habilitacyjną, której Kasprowicz nie obronił. Wreszcie w grudniu 1907 roku sprawa miała być poruszona urzędowo na fakultecie. Była to chwila decydująca, której niezmiernie poeta się obawiał ze względu na to, że miał na fakultecie dla siebie wiele osób nieżyczliwych. Bardzo łatwo mogło dojść do rozdwojenia głosów. W dniu, kiedy miało nastąpić posiedzenie fakultetu, w numerze porannym „Słowa Polskiego” zamieszczono artykulik, w którym niedyskretnie doniesiono o zamierzonym wniosku fakultetu i z góry zapowiedziano pomyślny dla Kasprowicza wynik jednomyślności. „Słowo Polskie” wyraziło nadzieję, że Uniwersytet Lwowski, spełniając życzenie społeczeństwa, uczci wielkiego poetę. Tak czy owak powołanie Kasprowicza na katedrę musiało mieć charakter hołdu dla jego twórczości. Rzeczywiście, uchwała fakultetu była jednomyślna, wymagała jednak formalnego przedstawienia wniosku w austriackim ministerstwie. Na żądanie uniwersytetu przysłał Kasprowicz swoje dzieła, w życiorysie swym napisał: „Obok pracy dziennikarskiej życie wypełniały mi studia nad literaturą powszechną”. W końcu grudnia 1908 roku przyszła dla Kasprowicza nominacja z Wiednia na profesora zwyczajnego. Przed przystąpieniem do zajęć uniwersyteckich przypomniał się Kasprowicz jako poeta nowym tomem liryków „Ballada o słoneczniku”, wydanym we Lwowie w 1908 roku. Dzięki nominacji profesorskiej Lwów przestał być wstrętny Kasprowiczowi. W maju 1909 roku rozpoczął wykłady. Stabilizacja życiowa na stanowisku profesora nie przyniosła Kasprowiczowi całkowitego zadowolenia. Od rozbicia jego ostatniego małżeństwa mijało dziesięć lat. Samotność nie była jego upragnionym azylem. Poezja, nauka i przyjaciele, choćby nawet przy butelce wybornego wina mogli wystarczyć jako odtrutka na wewnętrzne zgryzoty, ale do pełni życia jeszcze czegoś brakowało. Po raz trzeci próbował poeta zbudować gmach szczęścia, którego podstawą była miłość do kobiety. Poznał młodziutką dziewczynę, była Rosjanką, w Sorrento mieszkał w tym samym pensjonacie. Minęło kilka lat, na wiosnę 1910 roku Maria Bunin wybrała się znowu do Włoch. W drodze powrotnej musiała zatrzymać się na noc we Lwowie. Kasprowicz zatrzymał Marysię z ciotką na dwa dni. Ich ślub odbył się w Dreźnie we wrześniu 1911 roku. Ze wspomnień Artura Hutnikiewicza, profesora: „Ona, autorka pamiętnika „Moje życie z nim” opromieniła swą młodością schyłek jego życia. W ostatnim dwudziestoleciu życia poeta wiązał się coraz silniej z Tatrami, aby w 1923 roku osiedlić się tam ostatecznie na stale w willi „Harenda”, zamienionej po jego śmierci w muzeum poety”.

4 października 1900 roku na wystawie inauguracyjnej przedstawiono specjalnie napisaną przez Jana Kasprowicza „Baśń nocy świętojańskiej”, czyli „Prolog” na otwarcie Teatru Wielkiego we Lwowie. W 1917 roku w setną rocznicę śmierci Kościuszki Jan Kasprowicz wystąpił z propozycją uwiecznienia pamięci bohatera narodowego na katedrze łacińskiej. Powstała tablica wykonana w pracowni artysty rzeźbiarza Wilhelma Sknurzyła. Pod medalionem tekst autorstwa Kasprowicza: „Roku Pańskiego 1917 za dni Wielkiej Wojny, kiedy z krwawymi zamęty niezwyciężona zmagała się Nadzieja, pamięci Tadeusza Kościuszki w setną rocznicę Jego śmierci tablicę tę powiesili Polacy. Na ludzie i z ludem Ojczyznę na nowo budować począł i tryumf Jej przygotował”. Tablicę umieszczono po prawej stronie głównego wejścia, odsłonięcie odbywało się bardzo uroczyście. Tablica została odnowiona w 2000 roku.

Jedną z największych uroczystości żałobnych na Łyczakowie był pogrzeb Marii Konopnickiej 11 października 1910 roku, opisany dokładnie w przewodniku S. S. Niciei: „Tu, po odprawieniu przez duchowieństwo modłów żałobnych, przemówił pierwszy Jan Kasprowicz”. O pomniku dla Konopnickiej pisano w artykule w „Kurierze Lwowskim” od 14.12.1921 roku. Przewodniczącym budowy pomnika Konopnickiej był Kasprowicz.

Ze wspomnień Wiktora Hobna, historyka literatury, od 1917 roku profesora Uniwersytetu Lwowskiego, zasłużony swoimi pracami nad Słowackim oraz pierwszym krytycznym wydaniem „Dzieł” poety, dokonanym wraz z Bronisławem Gubrynowiczem (Lwów, 1909 rok): „Pierwsze moje wspomnienie o Kasprowiczu sięga roku 1895, kiedy byłem na odczycie jego wygłoszonym we Lwowie. Kasprowicz, niechętnie występujący publicznie, dał się nakłonić do wygłoszenia odczytu o twórczości Szelleja, ulubionego swego poety; był wówczas w sile wieku: liczył 36 lat. We Lwowie znany już powszechnie i uznany jako jego chluba. Pamiętam też pierwszą prelekcję inauguracyjną Kasprowicza jako profesora, było to 12 maja 1909 roku. Wykład był naznaczony w sali ХIY – najobszerniejszej w starym uniwersytecie na drugim piętrze. Już na długo przez oznaczoną godziną sala była wypełniona po brzegi publicznością: głowa przy głowie, upał tropikalny. Wyprowadziło to z równowagi poetę niespodziewającego się takich manifestacyjnych tłumów. Inne jego wspomnienie: „Po rozwiązaniu komitetu obchodu setnej rocznicy urodzin Juliusza Słowackiego, powstał w roku 1910 komitet obywatelski budowy pomnika Słowackiemu we Lwowie. Na moją propozycję wybrano Słowackiego jako wiceprezesa”. Niestety pomnika Słowackiego nie ma we Lwowie po dzień dzisiejszy.

W 1922–1923 był rektorem Uniwersytetu Jana Kazimierza. Jan Kasprowicz był we Lwowie również wieloletnim prezesem Towarzystwa Nauczycieli Szkół Wyższych.

Autorami pomników Kasprowicza są: znany profesor Politechniki Lwowskiej Jan Nalborczyk (jego dziełem jest płaczka na Łyczakowie przy grobach Truszkowskich-Zakrejsów) i Stanisław Kazimierz Ostrowski (projektant Grobu Nieznanego żołnierza w Warszawie).

Po jego śmierci w 1939 roku ulica Częstochowska boczna zmieniła nazwę na ulicę Jana Kasprowicza. Była również ulica Kasprowicza na Kleparowie (dzisiaj nie istnieje).

Rok 2010 w Inowrocławiu ogłoszono przez Radę Miejską rokiem Jana Kasprowicza, nazywanego też „kujawskim wieszczem”.

Aleksander Prochorow
Łarysa Płachotna

Tekst ukazał się w nr 13-14 (425-426), 31 lipca – 14 sierpnia 2023

Source: Nowy Kurier Galicyjski