Kryzysowy 1923

Po odzyskaniu przez Polskę Niepodległości gospodarka nie mogła dojść do siebie. Waluta, marka polska z dnia na dzień traciła na wartości. Doprowadziło to do poważnego kryzysu skarbu państwa i do upadku gabinetu Witosa oraz powołania 19 grudnia 1923 r. rządu Władysława Grabskiego. Głównym celem rządu Grabskiego była reforma walutowa, gdyż bez reformy skarbu reforma monetarna byłaby nieskuteczna. W styczniu 1924 r. rząd wydał rozporządzenie ustanawiające nową walutę – złotego i powołał jej emitenta – Bank Polski. Stosunek wymiany marki polskiej na złotego Grabski ustanowił na 1 800 000:1.

Do tego czasu pozostawało jeszcze pół roku, a tymczasem w czerwcu „Kurier Lwowski” alarmował…

Nowa fala drożyzny

Wzrost drożyzny w dniach ostatnich, przybiera katastrofalne rozmiary. Jest to kwestja powszechnie dyskutowana i budzi powszechny niepokój.

Na posiedzeniu komisji rzeczoznawców kupcy zażądali podwyższenia cen towarów włókienniczych od 2 do 3 razy. Taksa piekarska ma być w najbliższych dniach znacznie podwyższona. Związek właścicieli papierni oznaczył wczoraj cenę za 1 kg papieru najtańszego na 6000 mkp., gdy poprzednio kosztował 3100 mk.

Buciki z 200.000 podskoczyły na 400–450.000 mkp. Do wzrostu drożyzny przyczynia się w wysokim stopniu gwałtowny spadek kursu marki polskiej w tempie stale przyśpieszonym. 25. maja płacą za dolar 52.000 mkp.. 1. czerwca 54.000 mkp., 7. czerwca już 62.000 mkp., następnego dnia 70.000, dnia 19. czerwca zamknięto giełdy. W dniu tym rozszalała spekulacja potrafiła doprowadzić kurs dolara do cyfry 175.000.

Niewiadomo, czy w Ministerstwie Skarbu wydającem rozporządzenie o zamknięciu giełd, było już wiadomem o nagłej baisse kursów w Berlinie, czy też rozporządzenie to przypadkowo zeszło się z gruntowną zmianą sytuacji i a rynku berlińskim – dość, że tegoż dnia 19. bm. popołudniu w przeciągu kilku minut dolar z 175.000 – spadł na 105.000 – i niżej, ustalając się ostatecznie na 110 – 115.000 mkp.

Znowu do kieszeni najbiedniejszych

Panowie kupcy i fabrykanci już od dawna wykształcili u siebie technikę ściągania podatku konsumpcyjnego w ten sposób, by odpowiedni procent przy tej sposobności nie ominął także ich kieszeni. Tylko dzięki barbarzyńskim podatkom konsumpcyjnym, które z kupców zrobiły kastę znanych ze zdzierstwa publikanów rzymskich, wykopano straszliwą przepaść między stanem urzędniczym a kupieckim. Jeżeli miesięczny dochód średniego kupca czy też kierownika instytucji finansowej waha się między 10 a 100 milionami, zaś miesięczny dochód urzędnika VI-go stopnia między 2–3 miljonami, to wówczas jasno zrozumiemy wielkość barbarzyństwa i najfałszywiej pojętą równość w nakładaniu na wszystkich jednakowych opłat konsumpcyjnych. Wolno pracujący kupiec, mając wspaniałą sposobność do odbicia sobie każdej podwyżki na zamagazynowanym towarze, z uśmiechem lekceważenia pokryje podatek od zapałek, cukru, benzyny i nafty, urzędnik zaś czy emeryt, zmuszony opłacać nie tylko podatek, ale i procent dla kupca, wszelką choćby najmniejszą podwyżkę odczuje jako mordercze pchnięcie w jego nędzny żywot.

Z dotychczasowej taktyki zwyżkowej rządu zdaje się wynikać, że celem jego jest zupełnie polską inteligencję wytracić.

Sklepikarze i drobni handlowcy chronili się przed skutkami kryzysu, jak mogli, co też wywoływało protesty…

Systematyczny skandal tytoniowy

Przed tygodniem palacze mogli zaobserwować w trafikach dziwny ruch. Sprowadzano olbrzymiemi pakami tytoń, przeważnie z fabryk warszawskich, ale skoro się rozeszła pogłoska, że tytoń ma podrożeć, nagle wszystko znikło i dziś kupująca publiczność zmuszona jest płacić papierosy po podwyższonej cenie. Kto informuje trafikantów naprzód o zamierzonej podwyżce – nie wiadomo. Faktem jednak jest, że trafikanci już niejednokrotnie zarobili na tej kombinacji miljony. Ma się wrażenie, że albo centrale tytoniowe postępują jak dzieci, nie licząc się ani z publicznością, ani demoralizacją, jaką przez to wywołują, albo też są tam jednostki, którym zależy więcej na kieszeni trafikantów, niż na skarbie państwa i powadze władzy. Może by nowe czynniki, które się tak chlubią zamiłowaniem porządku i troską o dobro państwa, zechciały raz przecież ukrócić ten skandaliczny, a niestety tyle krotnie powtarzający się proceder tytoniowy, który wywołuje tylko zgorszenie i rzuca podejrzenie na bezinteresowność niektórych rządzących czynników.

Napełnić budżet państwowy mógł przemysł wydobywczy, a konkretnie naftowy, ale i tu nie było wszystko gładko. „Kurjer ekonomiczny” analizował „Obecne położenie naszego przemysłu naftowego”.

Współpracownik nasz zwrócił się do p. inż. Marjana Wieleżyńskiego b. dyrektora „Polminu” z prośbą o wyjaśnienie niektórych zagadnień, dotyczących naszego przemysłu naftowego. Na pytanie jaka jest przyczyna obecnej niepomyślnej sytuacji w przemyśle i spadku produkcji, oświadczył interpelant, że wynika ona z nader wysokich kosztów popędu kopalń.

Koszta wydobycia ropy są dziś takie, że 1 tłokowanie szybu o produkcji 10 wagonów miesięcznie nie opłaca się. Jeżeli obliczymy, że opał szybu pochłania 5 wagonów ropy, brutto: 2 wagony, to na płace robotników, kierowników, na liny, smary, gumy, amortyzację i podatki zostaje 3 wagony ropy, czyli, że taka kopalnia przynosi przy dzisiejszej cenie ropy bezwzględnie deficyt. Jedyny ratunek leży w ekonomizacji ruchu przez wprowadzenie popędu elektrycznego, który zmniejszy koszta zużycia energji – w stworzeniu dobrych komunikacji, zmniejszeniu kosztów administracji i w rozumnej polityce handlowej.

Odnośnie do przemysłu rafineryjnego uważa dyrektor Wieleżyński, że kwestja porozumienia co do ustalenia cen i współpracy kapitału zagranicznego z kapitałem krajowym, jest nader problematyczna.

W dosłownem brzmieniu opinja p. inż. Wieleżyńskiego przedstawia się w następujący, sposób:

– Co do kartelu naftowego o którym dziś tak mówią, nie wierzę aby on doszedł do skutku. Źródła polityki naftowej polskiej nie leżą u nas w kraju, decyduje o kierunku u nas nie interes polski, lecz kwestja czy Royal Dutch walczy ze Standardem, czy nastąpiło między nimi porozumienie. Nie będzie zgody między temi mocarzami na terenie Polski, gdy gdzieindziej wre walka. Jeden cel tylko może te zagraniczne rekiny pogodzić, chęć zdławienia państwowej fabryki olejów mineralnych. Najłatwiej ubezwładnić „Polmin“ przez wciągnięcie go do organizacji kartelowej.

Jakkolwiek jestem przeciwnikiem monopolów – wolę już monopol państwowy od monopolu prywatnego i do tego obcego kapitału.

W Stanach Zjednoczonych Ameryki wynosi obecnie roczne zużycie ropy na jednego mieszkańca 900 kg., w Austrji wynosiło przed wojną 18 kg., w Polsce obecnie nie dochodzi do 6 kg. Ameryka posiada zapasy ropy na 146 dni, a mimo to rząd buduje nowe zbiorniki na trzyletnie zapotrzebowanie armji i marynarki.

My posiadamy zapasów na miesięczne zapotrzebowanie a Rząd nie tylko popiera wywóz produktów przez zwalnianie od podatku spożywczego, ale nadto własnym kosztem wysyła swoich urzędników do Berlina, aby tam organizować zaopatrzenie Niemców w benzynę dla celów wojennych przeciw Polsce.

Szczere te słowa, które podajemy w dosłownem prawie brzmieniu oświetlają jasno obecną sytuację.

A pomimo tej sytuacji we Lwowie odbywały się Targi Wschodnie, do udziału w których zgłosiło się wielu chętnych:

Liczba wystawców gdańskich, którzy zgłosili dotychczas uczestnictwo swe w tegorocznych targach Wschodnich, przekracza już obecnie dotychczasowy udział Gdańska we wszystkich poprzednich Targach, tak lwowskich jak poznańskich, pokaźny poczet tych firm wzrasta z każdym tygodniem. Na czele ich kroczą zakłady fabryczne Gdańskiej Stoczni, Tow. akcyjnego, w którym jak wiadomo i polskie kapitały są zaangażowane, obok Akc. Spółki Wagonów, która na torze dojazdowym Targów Wschodnich wystawi wagony z cysternami na ropę i wagony do przewozu surowego drzewa. Eksponaty tych dwóch firm zajmą łącznie 225 m. kw. powierzchni. Zapowiada to wybitną na III. Targach przewagę wielkiego przemysłu o dużej wydajności produkcji i wysokiej zdolności eksportowej.

Marszałek Piłsudski z oficerami, NAC

W takich warunkach do dymisji podaje się marszałek Piłsudski…

Marszałek Piłsudski odszedł

Pożegnanie ze sztabem generalnym. Ostatnie zlecenie do armji:

W imieniu oficerów sztabu generalnego żegnał ustępującego marszałka Piłsudskiego pierwszy zastępca szefa sztabu gen. Rybak. W odpowiedzi oświadczył p Piłsudski: Odchodzę ze służby, którą pełniłem razem z wami z powodów niezależnych od pracy w sztabie generalnym. Dziękuję panom za współpracę i zapewniam was, że zawsze wspominać ją będą z wielka przyjemnością. Odchodząc daję panom ostatnie moje zlecenie: Jest niem: honor służby, to najsilniejsze i często najcięższe dla żołnierza uczucie. Honor służby staje nie raz w sprzeczności z honorem osobistym. Ale honor służby jest jak sztandar żołnierza, z którym żołnierz rozstaje się wraz z życiem. To uczucie było zawsze mojem przewodnikiem w pracy, w wojsku, którego budowie poświęciłem wiele lat swego życia. Bez honoru – służba wojskowa jest bez duszy i traci siły.

…a do Lwowa przybywa wycieczka oficerów sztabowych

Przeszło 100 oficerów sztabowych, którzy ukończyli w Warszawie szkołę sztabową, przybyło wczoraj do Lwowa, z gen. Dziewanowskim na czele i w towarzystwie kilku swoich nauczycieli oficerów sztabowych francuskich. Rano udali się goście na Kopiec Unji Lubelskiej, gdzie dyrektor Archiwum Miejskiego dr. Czołowski miał zajmujący wykład o roli wojennej Lwowa w historji Polski z objaśnieniami terenu. Pułk. sztab. Ajdukiewicz mówił o obronie Lwowa w r. 1918 do 1920. Następnie zwiedzili oficerowie fabrykę likierów Baczewskiego, fabrykę obuwia i fabrykę konserw Ruckern i Höflingera, gdzie zarząd podejmował gości śniadaniem. Po południu zwiedzili muzeum im. Sobieskiego i tu dr. Czołowski dawał wyczerpujące objaśnienia, poczem odjechali na pl. Targów Wsch., zwiedzili Panoramę Racławicką, starą cytadelę, wieczorem zaś odjechali na dalszą wycieczkę.

Rewindykowany dział sztuki, NAC

Kurier opisywał też ważną dla kultury polskiej sprawę, a mianowicie Rewindykację rękopisów z Bibljoteki Publicznej w Petersburgu.

Wracają nareszcie do Ojczyzny bezcenne skarby wywożone ręką najeźdźcy w konsekwencji podziałów Polski i późniejszych katastrof politycznych. Systematyczna akcja rządu rosyjskiego zmierzała do ograbienia bezbronnego, pokonanego narodu z jego dorobku kulturalnego, aby mieniem tem wypełniać puste komnaty carskich pałaców, by budować na niewdzięcznym gruncie barbarzyńskiego stepu warsztaty kulturalnej pracy, w których osadzeni cudzoziemcy, mieli uczyć Moskali alfabetu cywilizacji. W ten sposób i w tym celu zabrano wspaniałą Bibljotekę Załuskich z Warszawy i wywieziono do Petersburga, gdzie słała się zawiązkiem Cesarskiej Bibljoteki Publicznej. Potężny zbiór europejskiego znaczenia 300.000 książek i 12.000 rękopisów, oprócz innych, którego celem było stać się skarbnicą narodowej kultury, został Polsce zrabowany wraz z szeregiem innych zbiorów prywatnych i archiwów państwowych.

Naród jednak wziął się znowu do pracy. Polepszenie niejakie bytu politycznego w pierwszych latach XIX. stulecia znowu spowodowało wzmożenie pracy nad gromadzeniem zabytków oświaty i kultury. Powstają szybko znaczne książnice przy Uniwersytetach Warszawskim i Wileńskim, w Krzemieńcu, a przede wszystkiem akcja ta ześrodkowuje się w Warszawskiem Towarzystwie Przyjaciół Nauk. Ale znów upadek powstania listopadowego przerywa rozwój świetny i pociąga za sobą konsekwencję konfiskaty najcelniejszych zbiorów. Znów więc idą na północ wozy naładowane książkami, manuskryptami, zabytkami sztuki etc., etc. Ze zbiorów obu bibljotek warszawskich, z Puław, z rozlicznych prywatnych i klasztornych bibljotek. Historja konfiskat na mniejszą skalę, bo już nie było co wywozić, powtarza się po r. 1863. Wojna światowa i złączone z nią ewakuacje dopełniły reszty tej grabieży.

Ale Nemezis dziejowa w konsekwencji zwycięskiej wojny i traktatu ryskiego wyrzekła wyroczne słowa. Paragraf 11. traktatu zobowiązał rząd sowieckiej Rosji do zwrócenia odrodzonej Rzeczypospolitej Polskiej zagrabionych jej przez carat skarbów kulturalnych. W wykonaniu tego traktatu wyłoniona Mieszana Komisja Specjalna zajęła się pod przewodnictwem ze strony polskiej min. A:. Olszewskiego, rewindykacją wywiezionych zbiorów. I w rezultacie półtorarocznych targów, kłótni, sporów etc., wróciły do kraju Arrasy Zygmuntowskie, liczne dzwony, archiwa. urządzenia pałaców itd. Najtrudniej szła sprawa ze zbiorami umieszczonemi w Petersburskiej Publ. Bibljotece, dalej z Archiwum Koronnem i Gabinetem rycin Stanisława Augusta, Komisji T. i. N. i innych. Dopiero plenarne posiedzenie, trwające od 13. września ub. r., powzięło po sześciotygodniowych debatach uchwałę (30 października), która postanowiła wydać rękopisy polskiego pochodzenia z Bibljoteki Publicznej. Zgoda pociągnęła za sobą znaczne ustępstwa z polskiej strony. Zostawiamy w Rosji 1400 rękopisów teologicznych i kanonistycznych, 500 romańskich – zostawiamy wszystkie rosyjsko-słowiańskie. Z książek bierzemy tylko 15.000 z działu „Polonica” i „Rossica”, a kilka tylko działów w całości. Jednemi słowy straty ciężkie, ale zato otrzymamy skarby, jakich w kraju nie ma w takiej ilości, jakich żadna polska bibljoteka nie posiada. Obliczyć można z grubsza około 15.000 rękopisów, tek, autografów, etc., oraz z jakich 100.000 książek.

Do tego informacja Dzwony wróciły!

Rosyjski rząd zwrócił na podstawie ryskiego traktatu wielką ilość kościelnych i cerkiewnych dzwonów, zarekwirowanych w czasie wojny przez moskali. Rozdział dzwonów między zainteresowanych nastąpi przez rzym. kat. metropolitalną kurję w Warszawie. Koszta transportu muszą być likwidowane w Warszawie. Wykaz dzwonów z galicyjskich miejscowości jest następujący: Augustówka, Bilcze Złote, Brusno, Bychowa, Biskupice, Berezówka, Bożyków, Bobiatyn, Boża Wola, Białagóra, Brody, Błudno, Barysz, Czernejów, Czechy, Chorostków, Framdorf, Chołojów, Horodnica, Hilcze, Hama-Podhajce, Horodnica, Gaje Starobrodzkie, Jankowice, Jasieniówka, Janówka, Knyszyn, Kozowa, Kniażę, Kamionka Strumiłowa, Kamień, Kupczą, Kipiączka, Kowalówka, Krasne (Zadwórze), Łuka, Łaszczów, Majdan, Markowa, Mikulińce, Monasterz, Mokre, Młynówce, Maków, Nastasów, Oleszyce, Okopy, Podhajce, Podkamień, Przemyślany, Rakobuty, Rozważ, Ruda, Rosochate, Szumlany Wielkie, Stare Miasto, Sokołówka, Sasów, Szpikołosy, Telacze, Telatyn, Tartaków, Tuczępy, Towstołuhy, Wołocka Wola, Wasylówka, Worona, Zarwanica, Zborów, Zadarów, Złotniki, Zadwórze. Dzwony nadeszły już do Warszawy.

Gospodarz domu – to dozorca czy stróż moralności? NAC

Z informacji bardziej lwowskich, pisano o „prywatnej” godzinie policyjnej:

Gospodarz kamienicy stróżem moralności

Eustachy Kamieński nauczyciel szkoły św. Antoniego zam. przy ul. Sobieskiego 30 wracając onegdaj w nocy o godz. 2-giej, nie mógł się dostać do domu. Przekonał się on, że drut od dzwonka elektr. został odkręcony, a na bramie wisiała kartka z podpisem gospodarza Józefa Mamłeckiego, że zabrania się mieszkańcom tej kamienicy wracać do domu po godz. 10-tej wieczorem.

Tak to przykładny gospodarz dba o ,,moralne” prowadzenie się swoich lokatorów.

Okazuje się, że moda na prywatne dobudowywanie pięter na budynkach nie jest we Lwowie rzeczą nową. Tak działo się już w 1923 r. i wywoływało protesty.

Czy wolno nadbudowywać domy we Lwowie?

Piszą nam z miasta: Lokator domu przy ul. Sadownickiej 31 sądzi, że we Lwowie jest już dosyć mieszkań i nowych nie potrzeba, skoro on mieszka za darmo, to też postanowił nie dopuścić do nadbudowy piętra nad swojem mieszkaniem, do którego właśnie onegdaj 14 hm. rozpoczęto stawiać koło domu rusztowania. Wprawdzie miał wątpliwości, czy to jego przedsięwzięcie znajdzie poklask społeczeństwa, a w pierwszym rzędzie policji, bo zabrał się do tego o zmroku, tak jednak był mocno przekonany o jego słuszności, że nie dał się odwieść od ciężkiej tej pracy gospodarzowi, a nawet rozpoczął z nim zapasy słowne i ręczne, którym dopiero wezwana przez gospodarza policja kres położyła. Lokator ten zwie się G.

Ładnym dobrodziejem obdarzył los owego gospodarza! Sprawa ta nie jest tylko drobnym wypadkiem należącym do kroniki policyjnej, ale ma ogólniejsze i to bardzo doniosłe znaczenie.

Oprze ona się niewątpliwie o sąd. Jeżeli sąd weźmie w obronę tego złośliwego lokatora, to ta jedynie możliwa obecnie w praktyce forma pomnażania liczby mieszkań jaką jest nadbudowa, zostanie sparaliżowana, bo zdana na łaskę, a raczej kaprys jednego nawet lokatora w domu, który nie zechce opróżnić na kilka tygodni strychu albo wpuścić robotników do kuchni dla połączenia rur wodociągowych. Będzie to nawet ponętne źródło paskarskich dochodów dla niesumiennych lokatorów.

Huculi z Żabiego, NAC

Zaniepokojenie mieszkańców Karpat wywołały słuchy o zmianie granicy polsko-rumuńskiej. Podkręciła atmosferę niepewności wizyta w Polsce rumuńskiej pary królewskiej.

Zaniepokojeni Huculi

Kosów w czerwcu 1923.

Już w zeszłym roku rozeszły się między tut. Hucułami wieści, że Polska ma zamiar odstąpić tzw. rejon Hryniawy, tj. obszar położony między Czeremoszem a rzeką Probina Rumunji w zamiar za północny skrawek Bukowiny, przez który biegnie linja kolejowa, łącząca Horodenkę z Zaleszczykami. Wówczas te wieści ucichły, a ponowiły się obecnie z nowo z nieznanych źródeł, w związku z przyjazdem rumuńskiej królewskiej pary do Warszawy. Zaniepokojeni tem Huculi z Żabiego, którzy w rejonie Hryniawy mają obszerne połoniny, wysłali natychmiast do Warszawy deputację, która interwenjowala w tej sprawie u władz. Min. spraw zagr. przyrzekł Hucułom, że rząd planu odstąpienia części Huculszczyzny Rumunom nie weźmie pod uwagę.

Z Czerniowiec donoszą jednak, że Rumunja rzeczywiście nosi się z planami regulacji swoich półn.-zach. granic. Na dowód tego przytaczają fakt, że w czasie niedawnego pobytu międzynarodowej komisji, mającej na celu ostateczne uregulowanie granic między Rumunją a Czechami, ruska ludność w Marmaroszkim Sygiecie wręczyła komisji memorjał, w którym żąda przyłączenia marmaroszkiego okręgu do Rumunji. Ponoć Czechom ten występ Rusinów bardzo nie przypadł do smaku.

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 11 (421), 16 – 29 czerwca 2022

Source: Nowy Kurier Galicyjski