Kościół rzymskokatolicki na terenie obwodu stanisławowskiego w latach 1945–1991. Część 2

W kręgu kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego

Wydalenie ks. Olszowskiego ze Stanisławowa

W sprawozdaniu z 3 grudnia 1949 roku urzędnik tak konkludował na temat ks. Olszowskiego: „Będąc uprzedzonym przez Przewodniczącego Rady o zakazie wyjazdów w powiaty bez odpowiedniego pozwolenia, Olszowski 14 sierpnia 1949 roku samowolnie wyjechał do Bursztyna i odprawił tam mszę w kościele oraz odwiedził chorych w mieście. W związku z tym, że nie zważa na przestrogi Przewodniczącego Rady, za ignorowanie sowieckiego prawa, ks. Olszowski został wyrejestrowany”.

„Należy zauważyć – pisał dalej sowiecki urzędnik z Kijowa – że nasze działanie dotyczące wyrejestrowania ks. Olszowskiego przyniosło pozytywne wyniki i pomogło wykryć reakcyjno-nacjonalistyczne elementy z listy katolików stanisławowskiego kościoła, grupujących się wokół Olszowskiego, którzy obecnie stopniowo oddalają od kierownictwa kościoła”. Dodatkowo ks. Olszowski jeszcze tegoż 1949 roku został skazany na zesłanie do łagrów Karagandy, gdzie przebywał do 1954 roku.

Stanisławów, kolegiata, z archiwum autora

Po zwolnieniu pracował do 1956 roku wśród katolików Kazachstanu, po czym wrócił na Ukrainę. Początkowo starał się wrócić do Stanisławowa, gdzie pracował już ks. Jozuas Pawilonis z Łotwy. „Choć ks. Olszowski miał poparcie lwowskiego duchowieństwa – pisał pełnomocnik – władze miejscowe odmówiły Olszowskiemu państwowej rejestracji w Stanisławowie”.

Od tego czasu, jak podawał pełnomocnik, „kontynuował włóczęgostwo, wyjeżdżając do stanisławowskiego, lwowskiego, odeskiego i innych obwodów, dwukrotnie został uprzedzony, aby nie agitował, nie podburzał katolików do kierowania podań o zwrot kościołów, żeby nie prowadził działalności misyjnej, jak to miało miejsce do jego aresztowania”.

Rejestrację państwową ks. Olszowski otrzymał dopiero 13 marca 1957 roku jako proboszcz w Żmerynce. Tutaj także był wielokrotnie inwigilowany i oskarżany o nielegalne wyjazdy do Stanisławowa i Lwowa. Tak z 1957 roku pochodziło doniesienie, jakoby Olszowski miał udać się do Lwowa i tam związał się „ze spekulantami, którzy mu sprzedali kradzione kościelne rzeczy”. Wszystko to miał przewieźć koleją do Żmerynki i umieścić w kościele. Te działania stały się kolejną podstawą do pozbawienia go państwowej rejestracji. W 1957 roku powtarzało się to wielokrotnie, gdyż pełnomocnik nie chciał go rejestrować. Temu sprzeciwiała się również Rada Rejonowa w Żmerynce. Z Kijowa nadeszła jednak rekomendacja za rejestracją duchownego. W 1958 roku za zorganizowanie procesji-pielgrzymki do Brahiłowa ks. Olszowski znowu był czasowo pozbawiony rejestracji państwowej.

Nominacja biskupia ks. Olszowskiego i jego wydalenie do Polski

Wreszcie w 1958 roku, bez uzgodnienia z władzą radziecką, ks. Wojciechowi Olszowskiemu drogą pocztową wysłano z Watykanu nominację biskupią na „administratora apostolskiego dla miasta Kijowa i Republiki Ukraińskiej dla katolików obrządku łacińskiego, greckiego i ormiańskiego”. Sakrę biskupią mógł otrzymać od któregokolwiek biskupa wiernego Stolicy Apostolskiej i pozostającego z nią w łączności. Bulla papieska nie dotarła do adresata, gdyż została przejęta w marcu 1959 roku przez służby NKWD. Jak podawał J. Szymański, „oficjalnie w marcu 1959 roku pozbawiono go prawa do prowadzenia działalności duszpasterskiej. Dlatego też celem ograniczenia jego działalności duszpasterskiej, a w przyszłości wykluczenia możliwości powołania katolickiego episkopatu na Ukrainie, pracownicy KGB skłonili go do opuszczenia Ukrainy i wyjazdu do Polski”.

Kościół w Bursztynie, z archiwum autora

Przed oficjalnym wydaleniem do Polski służby miały zaprowadzić ks. Olszowskiego do restauracji milicyjnej, gdzie przy najlepszym jedzeniu i alkoholu usiłowano skłonić go do współpracy. Ks. Olszowski wówczas odmówił poczęstunku. „Odkryto wreszcie przed nim powód gościny. Zapytano go, czy chciałby być biskupem na Ukrainie. Gdyby tę chęć wyraził i zgodę podpisał, wręczono by mu prawdziwy dokument papieski. Ks. Wojciech nie zgodził się na żadne propozycje. Wrócił do Żmerynki, ale na krótko – na czas spakowania rzeczy i oczekiwania na transport. Jeszcze nie wiedział dokąd. Otrzymał rozkaz, aby w ciągu 24 godzin opuścił Związek Radziecki i bez pożegnania udał się do Polski”. Przewodniczący Rady ds. Kultów Religijnych tak te wydarzenia komentował: „Watykan usiłował powołać nowe centrum Kościoła katolickiego na Ukrainie. Mianował biskupem i papieskim administratorem na Ukrainie księdza Olszowskiego, z obwodu winnickiego. Olszowski – zażarty zwolennik Watykanu, w 1949 roku był skazany za antysowiecką działalność i 7 lat był więziony. Decyzji Watykanu o nominacji na biskupa Ukrainy Olszowski nie otrzymał. Olszowskiego pozbawiono prawa do wykonywania obowiązków duszpasterskich za naruszenie prawa o kultach i on wyjechał za granicę ZSRR. Tymi działaniami poniżono Watykan, ukazano jego słabość i bezsilność”.

Nie była to jedyna nominacja papieska, którą przechwyciły władze komunistyczne. Jeszcze w 1926 roku Watykan również drogą pocztową mianował proboszcza z Charkowa ks. Wincentego Ilgina administratorem apostolskim dla południowej części diecezji mohylowskiej z siedzibą w Charkowie. Nominacja ta niebawem stała się powodem aresztowania ks. Ilgina i zesłania go do łagrów na Wyspach Sołowieckich.

Ks. Olszowski o nominacji i przyczynach wydalenia z Ukrainy dowiedział się dopiero w trakcie starań o paszport zagraniczny, aby wyjechać do Rzymu. Wówczas władze pokazały mu fotokopię bulli.

Decyzja Watykanu o nominacji biskupiej 12 kwietnia 1962 roku została odwołana, a ks. Wojciech Olszowski 24 listopada 1962 roku został mianowany „szambelanem papieskim”. Przez następne lata pracował na terenie archidiecezji wrocławskiej. Zmarł w Bogatyni 21 kwietnia 1972 roku.

Kościół w Śniatynie, z archiwum autora

Księża Kazimierz Stopa i Józef Ślipko – stróżami wiary katolickiej

Wraz z ks. Wojciechem Olszowskim we Lwowie w 1939 roku święcenia kapłańskie przyjął ks. Kazimierz Stopa (1916–1992), który pełnił funkcje wikariusza parafii w Dunajowie, Stanisławowie oraz w Stryju. Okres jego posługi w Stanisławowie przypadł na lata 1946–1949, kiedy tu przybywał do pomocy ks. Olszowskiemu oraz do posługi wśród niezarejestrowanych wspólnot katolickich.

W 1949 roku ks. Stopa stale rezydował w Stryju na terenie drohobyckiego obwodu, gdzie również jak ks. Olszowski podjął działalność duszpasterską wśród katolików w opuszczonych wspólnotach. Z tej też racji służby państwowe postanowiły przenieść ks. Stopę ze Stryja, który jednak odmówił podporządkowania się nakazowi. Za odmowę został wyrejestrowany i w latach 1949–1956 więziony w Kazaniu w szpitalu psychiatrycznym, co odbiło się na dalszym zdrowiu kapłana.

Kościół w Bolechowie, z archiwum autora

Po powrocie z zesłania ks. Stopa podjął ponownie pracę duszpasterską w Stryju. Przez pewien czas do pomocy został mu przydzielony o. Marcin Karaś CSsR. Ks. Stopa został powtórnie aresztowany i osadzony w obozie w Lackiem na terenie Zachodniej Ukrainy. Ostatecznie zwolniony dzięki staraniom ks. Jana Cieńskiego ze Złoczowa. Wówczas miał być pod opieką brata zakonnego bazylianina, mieszkając pod Lwowem między Winnikami a Mariówką. Wskutek psychicznych urazów odniesionych w sowieckich obozach przez wiele lat był pacjentem szpitala psychiatrycznego w Branicach koło Opola. Zmarł w Nysie 6 kwietnia 1992 roku.

Niemal w tajemniczy sposób po zakończeniu II wojny światowej pozostał w niewielkiej parafii we wsi Bukaczowce k. Rohatyna ks. Józef Ślipko (1884–1963). Władze często zostawiały kapłanów w największych parafiach lub też w podeszłym wieku, licząc na ich rychłą śmierć. W chwili zakończenia II wojny światowej ks. Józef miał 61 lat, to też rychła śmierć kapłana nie wchodziła w rachubę. Możliwe, iż był pozostawiony dla przyszłych sprawozdań państwowego urzędnika, który miał corocznie podawać opis swej działalności, zmierzającej do całkowitego unicestwienia religii. Chcąc zachować posadę oraz sobie zapewnić przyszły awans, urzędnicy zgadzali się na tymczasową działalność duszpasterską wybranych lojalnych duchownych. O takich posunięciach ze strony władzy niejednokrotnie informował dawny zastępca Odwodowego Urzędu ds. Wyznań we Lwowie Jurij Reszetyło.

Grób ks. Józefa Ślipko na Cmentarzu Janowskim we Lwowie, z archiwum autora

O ks. Józefie Ślipce zachowało się niewiele wiadomości zarówno w dokumentacji kościelnej, jak i u bezpieki. Wspominano o nim, że był przyjacielem ks. Olszowskiego i w 1948 roku był widziany na uroczystościach w Stanisławowie. Znacznie więcej informacji zachowało się o nim w sprawozdaniach urzędników na temat zamknięcia świątyni parafialnej w Bukaczowcach. Wojewódzki pełnomocnik Wizirenko wraz z przedstawicielami miejscowej władzy był obecny na kontroli kościoła 23 kwietnia i 9 maja 1958 roku. Wówczas to miał stwierdzić, że do kościoła przychodziło zaledwie 15 osób z 40 rodzin katolickich, które mieszkały w powiecie bukaczowieckim. Komitet kościelny był niekompletny, a ks. Ślipko już wyjechał z Bukaczowiec. W tej sytuacji pełnomocnik postanowił wyrejestrować z rejestru państwowego niniejszą wspólnotę. Z Bukaczowiec 23 maja 1958 roku skierowano pismo do władz Stanisławowa o pozwolenie na wykorzystywanie kościoła jako sali sportowej z prawem całkowitej przebudowy świątyni. 7 czerwca tegoż roku ze Stanisławowa nadeszło pismo, w którym zezwolono na przekazanie kościoła dla potrzeb sali gimnastycznej, a inwentarz kościelny miano przekazać do kościoła w Stanisławowie.

Wiadomo, że ks. Ślipko w latach 1932–1958 był ostatnim proboszczem w Bukaczowcach. Po zamknięciu kościoła w 1958 roku wyjechał do Lwowa, gdzie mieszkał do śmierci, która nastąpiła 7 lutego 1963 roku. Został pogrzebany na Cmentarzu Janowskim we Lwowie przez ks. Zygmunta Hałuniewicza, w kwaterze nr 6. Na grobie zachował się napis: „Tu spoczywa ks. kanonik Józef Ślipko proboszcz Bukaczowiec *1884 †1963 Prosi o modlitwę”.

Na prośbę ks. Wojciecha Olszowskiego o rejestrację państwową w Stanisławowie starał się w 1948 roku o. Kazimierz Lendzion, redemptorysta z klasztoru w Mościskach, wydalony przez władze komunistyczne. Rejestracji jednak nie otrzymał. Natomiast w 1955 roku powracającemu z łagrów dawnemu grekokatolikowi ks. Janosowi Rabarowi, pochodzącemu z Zakarpacia, proponowano zamieszkanie i rejestrację w Stanisławowie, ten jednak wybrał parafię Bóbrka, gdzie jako kapłan rzymskokatolicki posługiwał do 1962 roku.

Po skazaniu na łagry ks. Wojciecha Olszowskiego oraz ks. Kazimierza Stopy, na początku 1950 roku na terenie obwodu stanisławowskiego pozostał w Bukaczowcach sam, w wieku 66 lat, wspomniany ks. Józef Ślipko. Wydaje się, że z lęku przed możliwym uwięzieniem zaniechał wyjazdów poza własną parafię, a z czasem pod naciskiem władz opuścił Bukaczowce.

Bukaczowce. Zniszczenia kościoła na pocz. lat 90. XX wieku, z archiwum autora

„Progresywni księża” – próba zniszczenia Kościoła od wewnątrz

Wierni w opuszczonych i ciągle zarejestrowanych wspólnotach podjęli starania o kapłana dla parafii. W ostatnich latach rządów stalinowskich zauważono pewne zmiany w działaniach służb, zmierzające do całkowitego rozpracowania i rozbicia Kościoła od wewnątrz, gdyż dawne metody zastraszania i prześladowania nie przynosiły zamierzonych efektów. W tym celu rozpoczęto powszechną akcję werbowania duchownych, którzy za obiecane korzyści lub też nietykalność mieli podjąć współpracę z aparatem komunistycznym.

Takich zwerbowanych księży w dokumentach służb nazywano „progresywnymi księżmi”. Na terenie Polski określano ich mianem „księży patriotów”. W informacyjnym sprawozdaniu z 15 lutego 1950 roku odnośnie działalności rzymskokatolickiego Kościoła w październiku – grudniu 1950 roku tak zapisano: „Do 1949 roku księża obsługiwali nie tylko swoją parafię, gdzie byli zarejestrowani, ale i wszystkie wspólnoty w danym obwodzie, gdzie nie było księży. Ten porządek został stopniowo odwołany i teraz każdy ksiądz obsługuje jedynie własną parafię. W formie wyjątku zezwalamy niektórym (progresywnym księżom) odwiedzać jeden – dwa razy na rok wspólnotę religijną, niemającą własnego księdza, pod warunkiem, że dana wspólnota nie dopuszczała się i nie dopuszcza łamania obowiązującego prawa o kultach”.

Z tego też okresu pochodzą informacje o jednym z takich księży na usługach aparatu komunistycznego Jozuasie Pawilonisie. Ten duchowny, jak wynika z analizy materiałów archiwalnych i relacji księży z terenów archidiecezji lwowskiej, pochodził z terenów Łotwy i był całkowicie zależny od władz, choć analiza materiałów wykazuje pewne próby ze strony duchownego, aby wyzwolić się spod wpływu aparatu komunistycznego. Miał jak się wydaje obiecaną nietykalność jako proboszcz parafii w Leningradzie za doprowadzenie do likwidacji niektórych parafii na terenach zachodniej Ukrainy. Jednak temat „progresywnych księży” na terenach archidiecezji lwowskiej pozostaje wciąż białą plamą, gdyż nie powstało jak dotychczas żadne na ten temat opracowanie.

Ks. Jozuas Pawilonis i jego działalność na Ukrainie w latach 1950-1968

To właśnie z terenów Łotwy w październiku 1950 roku został skierowany i zarejestrowany w Stanisławowie ks. Jozuas Pawilonis (1914–1992). W tym też czasie zarejestrowano duchownego z Litwy dla odeskiej wspólnoty. Był to zatem pierwszy kapłan, który przybył na te tereny z Łotwy, tworząc listę wielu duchownych Łotyszy, którzy po opuszczeniu rodzinnych miejscowości udali się na tereny Ukrainy, tym samym ratując tutejszy Kościół katolicki przed jego unicestwieniem. Ostatnim był zmarły 6 kwietnia 2021 roku biskup-emeryt Jan Purwiński w Żytomierzu.

Ks. Jozuas Pawilonis w czasie uroczystości pogrzebowych, fot. z okolic Sambora, lata 60., z archiwum autora

Ks. Józef Pawilonis na terenie archidiecezji lwowskiej posługiwał w latach 1950–1968, w Stanisławowie (1950–1961), doprowadzając do całkowitej likwidacji parafii – i Samborze (1961–1968). Tej ostatniej parafii dzięki stanowczemu protestowi wiernych nie udało się zamknąć, choć ks. Pawilonis był kierowany na „szczególnie niebezpieczne parafie”, obsługiwane przez „największych wrogów” systemu. Wybór dla niego Stanisławowa był oczywistym po wieloletniej aktywnej działalności ks. Olszowskiego, a do Sambora był skierowany po krótkim pobycie tam o. Alojzego Serafina Kaszuby OFM Cap (1910–1977), którego kategorycznie postanowiono nie rejestrować.

Ciało zmarłego we Lwowie o. Alojzego Kaszuby, z archiwum autora

W sprawozdaniu informacyjnym „O stanie i działalności religijnych kultów we lwowskim obwodzie z 1 stycznia 1960 roku i pracy przewodniczącego w 1959 roku” tak zapisano na temat o. Kaszuby w Samborze: „W październiku 1959 roku do miasta Sambora przybył na stały pobyt o. Kaszuba. Organy milicji Sambora przypisały Kaszubę na stały pobyt. Komitet religijnej wspólnoty Sambora zwrócił się z pisemną prośbą o zarejestrowanie Kaszuby jako księdza w ich wspólnocie. Wszystkie dokumenty i rejestracja księdza Kaszuby zostały skierowane do Przewodniczącego Rady ds. religijnych kultów przy Radzie Ministrów URSR z prośbą o rozpatrzenie i danie porady jak być z rejestracją, jednocześnie odesłać wysłane dokumenty. W telefonicznej rozmowie otrzymano nakaz: Kaszubę nie rejestrować. Prośbie samborskiej wspólnoty o rejestrację o. Kaszuby odmówiono”.

Z tej też racji w 1961 roku przyśpieszono proces zamknięcia stanisławowskiej świątyni, a ks. Pawilonisa skierowano do Sambora. Ważnym też powodem rejestracji ks. Pawilonisa w Samborze był wzrost wierzących w kościele w stosunku do lat ubiegłych.

Na temat księdza Pawilonisa z okresu jego działalności na terenach archidiecezji lwowskiej znalazł się szereg wzmianek w dokumentach aparatu komunistycznego. Tak 8 września 1955 roku informowano, że ks. Pawilonis może być dopuszczony do przyjmowania zagranicznych delegacji i turystów. Natomiast nie wolno ich dopuszczać do takich księży jak Jasinowski i Chomicki. Wiadomo przy tym, że ks. Pawilonis był na liście komitetu przyjmującego w Leningradzie francuską delegację na czele z Charlesem de Gaullem, który uczestniczył we mszy św. w kościele Matki Bożej z Lourdes.

W rozmowach ze służbistami był pytany o kontakty lwowskich księży z Polską oraz próby wpływów polskiego episkopatu na księży na Ukrainie. Na podstawie zeznań ks. Pawilonisa 29 sierpnia 1957 roku zapisano: „Wierni i duchowieństwo stanisławowskiego rzymskokatolickiego kościoła przekonująco informują, że Kościół rzymskokatolicki Zachodniej Ukrainy utrzymuje związki z Polską i Watykanem przez powracających z łagrów do Stanisławowa unitę Łatyszewkiego, we Lwowie – unitę Czerniawskiego i przez biskupa Baziaka, mieszkającego w Krakowie”.

Najbardziej jednak przekonujący dowód jego współpracy z organem państwowym zapisano 15 czerwca 1962 roku w referacie K. Połonnyka pt. „Kościół katolicki, duchowieństwo i działalność na Ukrainie”, gdzie autor, podając treść wywodów na temat dyspens udzielonych przez Watykan kapłanom i wiernym na terenach Ukrainy, cytując słowa ks. Pawilonisa dodał niejako świadomie, że był to ksiądz, z „którym najczęściej spotykamy się i rozmawiamy, który również się zgadza z naszym stanowiskiem”.

Marian Skowyra

Tekst ukazał się w nr 10 (374), 31 maja – 14 czerwca 2021

Source: Nowy Kurier Galicyjski