Rozmowa Anny Gordijewskiej z Anną Kozłowską-Ryś, autorką publikacji o tematyce lwowskiej i kresowej, m.in. książki „Lwów na słodko i… półwytrawnie”, „Słodko-gorzka czekolada – Höflingerowie”, „Sekrety kresowych kuferków”.
O dawnych hotelach lwowskich pisano i dużo i mało. Wydaje się, że najczęściej o słynnym Hotelu George, zwłaszcza czasów międzywojennych. Czy i Ty pisząc o Lwowie, poświęciłaś im nieco miejsca?
I tak, i nie – tylko jeśli jakaś cukiernia lub restauracja, o której pisałam, znajdowała się w hotelu, jak np. cukiernia Kazimierza Sotschka w Hotelu Francuskim czy w tymże hotelu restauracja prowadzona przez Jana Nowakowskiego, lub też opisując przedsięwzięcia restauracyjno-hotelowe Zehngutów. Wspominałam też m.in. Hotel Krakowski, w którym znany przemysłowiec i radny miasta, właściciel fabryki cukrów i czekolad Tadeusz Höflinger zamówił wesele dla jednej z córek – Ireny, wydając ją za Tadeusza Konopackiego. Myślę, że monografia dawnych lwowskich hoteli byłaby ciekawą pozycją na rynku księgarskim, a zwłaszcza gdyby znalazły się w niej również ciekawostki o niektórych gościach hotelowych. Ciekawym też byłoby porównanie nie tylko standardów hoteli ale i cen. Czy każdy z tych pierwszorzędnych był tak drogi, jak sugerował satyryczny „Przewodnik po Lwowie”: Kto z obcych u nas we Lwowie stanie, – Niech najmie „numer” albo mieszkanie. (…) – A gdyś już goły (rzecz to nie nowa), – Co prędzej, bracie, zmykaj ze Lwowa.
Podejrzewam, że pewnie już masz zebrane jakieś ciekawe historyjki? Zgadłam? Z którym z hoteli są związane?
Historyjek uzbierało się już nie mało. Może dzisiaj przyjrzymy się nieistniejącemu już Hotelowi Angielskiemu? O tym hotelu najczęściej pisze się w kontekście istniejącego w podwórzu od 1861 r. atelier fotograficznego Józefa Edera, zwłaszcza że zachowała się stara fotografia budynku z widocznymi witrynami ze zdjęciami mistrza oraz sporych rozmiarów reklamą na froncie. Eder prowadził w tym miejscu pracownię do rozbiórki budynku pod koniec lat 80. XIX w.

Wiadomo, że Hotel „d’Angleterre” – „Angielski” rozpoczął swoją działalność w 1840 r. w dwupiętrowym budynku na rogu ulic Pojezuickiej (obecnie ul. Hnatiuka) i Wałów Niższych (obecnie: aleja Swobody), w miejscu poprzedniego istniejącego pod koniec XVIII w. pod nazwą „Pod Rzymskim Cesarzem”, należącego do przybyłego z Wielkopolski Johanna Preschla. Po jego śmierci budynek przejęło wojsko, urządzając w nim siedzibę Komendantury Wojskowej. W 1840 r. nowym właścicielem został Feliks Lang, który przebudował gmach przywracając mu funkcję hotelową. Po pożarze ratusza w 1848 r. przez pewien czas korzystał z budynku magistrat lwowski. We wrześniu 1848 r. zatrzymał się w nim generał Józef Dwernicki, gorąco i owacyjnie witany przez mieszkańców Lwowa.

Popularny hotel był dogodnie usytuowany w pobliżu Rynku, poczty (mieszczącej się w kamienicy Hausnera, na rogu ul. Kopernika) oraz teatru hr. Skarbka. Hotel posiadał 100 umeblowanych pokojów, które przynosiły dobry dochód, bowiem hotel należał do najporządniejszych w mieście i tym samym chętnie i licznie odwiedzanych. Hotel należał do miasta i był dzierżawiony a na dzierżawę ogłaszano co kilka lat licytację, choć początkowo kontrakt dzierżawny był po prostu odnawiany, jak sugerował Jan Lam „tajnie”, bez informowania publicznie potencjalnych innych dzierżawców, którzy być może wpłacaliby do kasy miejskiej większe sumki. To był zresztą spory kompleks zabudowań z wozownią i stajniami.
Z pewnością i restauracja Hotelu Angielskiego musiała być prowadzona na odpowiednim poziomie?
Udało się ustalić nazwiska niektórych z restauratorów Hotelu Angielskiego, ciągle jednak poszukuję dalszych informacji. I tak, w listopadzie 1855 r. dzierżawcami hotelu zostali panowie Szęgierski i Dietrich, którzy w miesiąc później obwieścili w „Gazecie Lwowskiej”, iż Hotel Angielski otwartym zostanie w zupełności jako dom zajezdny z restauracyą dnia 1 stycznia 1856. Józef Szęgierski przyjechał ze Stanisławowa. Co prawda początkowo renowacja wnętrz trwać miała do wiosny 1856 r., jednak prace zakończyły się szybciej i już 30 grudnia 1855 r. hotel otworzył swoje podwoje. Liczono na dobrą frekwencję gości, tym bardziej że już w Stanisławowie p. Szęgierski – z zawodu cukiernik – się znakomitą opinią a we Lwowie od razu zaczęto zamawiać u niego organizację uroczystych kolacji podczas bali charytatywnych. Szęgierski oferował „wyborną kuchnię przy umiarkowanej cenie”. W 1857 r. Szęgierski zatrudnił doświadczonego kuchmistrza, poprzednio będącego na usługach Jego c.k. Wysokości Arcyksięcia Karola Ferdynanda a później prowadzącego kuchnie pierwszorzędnych hoteli wiedeńskich: Hotelu Wandla i Hotelu pod godłem Arcyksięcia Karola – pana S. Manczyńskiego. Niestety, nie udało mi się jeszcze ustalić jego imienia. Obiady serwowano w cenie od 1 złr do 3 złr – niedrogo. Można było też dzień wcześniej zażyczyć sobie przygotowanie potraw sutszych a tym samym i droższych .
W latach 70. XIX w. w Hotelu Angielskim prowadził restaurację z kuchnią francuską wraz z handlem win L. H. Małecki. Serwowano śniadania, obiady i kolacje, wykwintne przysmaki a z win burgundzkie, szampańskie, hiszpańskie i węgierskie oraz wzmacniające „Hinome” – czyżby chininowe?! To tutaj stołował się Kazimierz Chłędowski jako praktykant w Namiestnictwie. Wspominał, że pobierając pensję w wysokości 46 guldenów za obiady w Hotelu Angielskim płacił 12 guldenów miesięcznie.
Czy wiadomo coś o gościach Hotelu Angielskiego?
Zacznę może od „gościa” niecodziennego. Otóż, był nim… pomnik hetmana Stanisława Jabłonowskiego. Stał on onegdaj na jednym z dziedzińców byłego kolegium jezuitów a późniejszego Sądu Krajowego. Był to pomnik wzniesiony przez mieszkańców Lwowa jako dowód wdzięczności za ocalenie miasta i całego województwa przez zwycięstwo nad Tatarami pod Baworowem, Złoczowem i Lwowem. Przy restaurowaniu zabudowań sądowych posąg – być może autorstwa Sebastiana Fesingera – został strącony i leżał na podwórzu w poniewierce, następnie zaś przeniesiono go na podwórze Hotelu Angielskiego. Leżałby tam pewnie w zapomnieniu i niszczał, gdyby nie Hipolit Stupnicki, redaktor „Przyjaciela Domowego”, który natknął się na niego przypadkiem. Stupnicki zajął się restauracją pomnika, zlecając ją pracowni kamieniarskiej Pawła Eutelego. Odnowiony w 1859 r. pomnik ustawiono na dawnych wałach, od strony zachodniej i od tego czasu nosiły one nazwę Wałów Hetmańskich.

A hotelowi goście „z krwi i kości”? Przyjezdni?
Przyjętym było w XIX w., że codzienna prasa miejscowa zamieszczała krótkie informacje o tym, kto ze znaczniejszych gości i w którym hotelu zamieszkał. Oczywiście nie są to informacje szczegółowe, jednak w powiązaniu ze wspomnieniami z epoki można ustalić choć część gości. I tak wiadomo, że z końcem listopada 1859 r. Wincenty Pol, którego plany osiedlenia się pod Tyśmienicą, nieopodal Podpieczar hr. Miączyńskich, spełzły na niczym, przyjechawszy do Lwowa, zatrzymał się w Hotelu Angielskim. Zażądał pokoju odpowiedniego na dłuższy pobyt. Zamieszkał w „numerze 56”. Niezwłocznie rzucił się w wir pracy literackiej – głównie pracował nad swoim najdłuższym dziełem epickim „Pacholę hetmańskie”, ale i nad dokończeniem innych swoich dzieł. Dopóki mych pism nie zbiorę i nie skończę, nie mogę wyjechać ze Lwowa – pisał w grudniu do Klementyny Miączyńskiej. Gościem hotelu był do maja roku następnego. Wiadomo, że 26 maja 1860 r. przyjechał do Lubienia, by poddać się tam kuracji, bowiem półroczna praca ujemnie wpłynęła na jego zdrowie. Wyjazd przyspieszył zapewne cykl nieprzychylnych Polowi artykułów Kornela Ujejskiego drukowanych w formie listów w „Dzienniku Literackim”.
Kilka lat wcześniej, wiosną 1852 r. w hotelu wynajął apartament „radca medycynalny” z Drezna dr Eduard Schmalz (1801–1871), przyjmując przez tydzień „cierpiących na słuch i mowę”. Był to doświadczony lekarz laryngolog, zajmujący się od z górą 30 lat osobami ze schorzeniami słuchu i upośledzeniami mowy, przyjmujący zainteresowanych w wielu miastach Austro-Węgier i Niemiec. Można by powiedzieć, że prowadził swego rodzaju „praktykę objazdową”. Był cenionym specjalistą, autorem publikacji na temat osób głuchoniemych i ich kształcenia, m.in. wydanego w Dreźnie w 1848 r. podręcznika „O głuchoniemych i ich kształceniu w ujęciu lekarskim, statystycznym, pedagogicznym i historycznym wraz z wprowadzeniem do celowego wychowania głuchoniemych dzieci w domu rodzicielskim”.
Magik Mellini, portret z 1879 r., z archiwum Anny Kozłowskiej-RyśNie sposób nie przypomnieć jeszcze jednego gościa Hotelu Angielskiego – cichego, skromnego Wincentego de Barachka Szachłackiego, emerytowanego adiunkta powiatowego, „wielkodusznego obywatela”, „dobrodzieja” gimnazjalistów w Stanisławowie. Mało komu znany, pędził życie spokojne i skromne we Lwowie, zajmując maleńki pokoik w Hotelu Angielskim. Składał skrzętnie każdy grosz zaoszczędzony ze swojej pensyjki emerytalnej i tym sposobem zebrał znaczny fundusz, który przeznaczył na cele publiczne. W przeczuciu zbliżającej się śmierci spisał 26 sierpnia 1878 r. testament, którym zapisał cały swój majątek, ulokowany głównie w papierach Galicyjskiego Towarzystwa Kredytowego, na stypendia dla ubogich uczniów gimnazjum stanisławowskiego. Z dochodów tego funduszu ustanowił 6 stypendiów po 200 zł rocznie, do których mieli prawo uczniowie gimnazjum, pochodzenia polskiego i wyznania rzymsko-katolickiego. Stypendia te miały im służyć aż do ukończenia nauki w gimnazjum. Prawo prezentowania kandydatów do tych stypendiów przyznał testator Radzie miasta Stanisławowa, która miała ich przedstawiać do zatwierdzenia Radzie Szkolnej Krajowej i Wydziałowi Krajowemu, stosownie do obowiązujących przepisów. Obmyślił też sposób corocznej waloryzacji kwot stypendialnych. W testamencie swoim podał motyw, którym się kierował przy jego spisywaniu: po sobie zostawić chwalebną pamięć, godną antenatów pochodzących z uczciwej polskiej rodziny, a zarazem dać przykład, że i na podrzędnem stanowisku może człowiek wytrwałą pracą przyczynić się do dobra publicznego i otrzeć łzy niejednej wdowie i sierocie. Po śmierci testament ogłoszono w czasopismach. Szachłacki zmarł w wieku 70 lat 18 września 1878 r.

Słyszałam, że podobno mieszkała w tym hotelu Helena Modrzejewska?
Ależ tak! Dotychczas jeszcze wydaje mi się, że Pani jesteś we Lwowie, ile razy spojrzę w okna Hotelu Angielskiego, ile razy spotkam kogo ze znajomych Pani lub jestem na takim miejscu, gdzie byłem w jej towarzystwie, bawię się moją wyobraźnią – pisał pod koniec lipca 1870 r. rozkochany historyk Ludwik Kubala w liście do aktorki do Warszawy. Helena Modrzejewska zjechała w maju do Lwowa, by wystąpić na deskach Teatru Skarbkowskiego. Była od roku aktorką warszawską, o ustabilizowanej pozycji gwiazdy. „Gazeta Narodowa” nazwała ją wprost „królową teatrów polskich”, a o fakcie jej przybycia, że elektryzuje dzisiaj wszystkie, nawet najgorsze przewodniki teatralne, błogością napawa wszystkich przyjaciół sceny narodowej, atramentem wszystkie pióra recenzenckie. Jej pierwszym występem była rola Marii Stuart w sztuce Schillera. Dała nam ona piękny posąg Marii Stuart, była w każdej chwili doskonałym modelem dla rzeźbiarza. Uwielbialiśmy jej ruchy pełne wdzięku klasycznego, dalekie od nastrzępionej patetyczności, tak często spotykanej dziś na naszych scenach. Głos melodyjny, pełny i silny, piękność rysów i postawy, […] jak znowu płynna, spokojna i świetna deklamacja w połączeniu z tą klasyczną poezją ruchów artystki czarowały publiczność i powoływały do rzęsistych oklasków.
Modrzejewska odwiedzała Lwów w latach 70. pięciokrotnie: w 1870, 1871, 1872, 1874 i 1876 roku. Publiczność lwowska mogła ją podziwiać jako tytułową Frou-Frou H. Meilhaca i L. Halévy’ego, księżniczkę Eboli w „Don Carlosie”, w infancie hiszpańskim F. Schillera, Antoninę w „Starych kawalerach” V. Sardou, tytułową Adriannę Lecouvreur E. Scribe’a i E. Legouvégo, hrabinę d’Autreval w „Walce kobiet, czyli Pojedynku w miłości” tych samych autorów, Celinę, tytułową „Pannę mężatkę” J. Korzeniowskiego, Julię w „Romeo i Julii” W. Shakespeare’a i tytułową Dalilę V. Sardou. Aktorka bywała we Lwowie oczywiście również w latach późniejszych. Na zakończenie jej występów gościnnych we Lwowie w 1890 r. krakowski „Śmigus” opublikował wiersz „Modrzejewskiej na odjezdnem”: Odjeżdżając nakłoń ucha, – I posłuch daj szczeremu słowu: – Równej jak Ty artystki pewnie – Lwów już nie szybko ujrzy znowu. Równie dobrze, sądząc po recenzjach, mógł się taki wierszyk ukazać już w 1870 r.!
Czy jakaś historia związana z gośćmi Hotelu Angielskiego w jakiś szczególny sposób Ciebie zaciekawiła lub zdziwiła?
Pewnym zaskoczeniem były dla mnie występy w hotelu magika i aktora Hermanna Mehla, występującego pod scenicznym pseudonimem Mellini. W prasie lwowskiej ukazały się reklamy „Teatru Melliniego”, zapraszające na codzienne przedstawienia „z magii, fizyki i optyki”. Był to rok 1875. W latach 70-tych Mellini wraz ze swoją trupą aktorską podróżował po Niemczech, Austro-Węgrach, Turcji, Rosji a nawet Skandynawii, dając występy zarówno na deskach teatrów – jak na przykład w Krakowie – jak i w wynajętych salach hotelowych lub tymczasowo wzniesionych pawilonach. Część występów Teatru Melliniego we Lwowie odbyła się w hotelu – musiała być więc tam zdatna do tego sala, jednak szybko wystawiono obok hotelu, od strony ówczesnej ulicy Majerowskiej (późniejsza ul. Trzeciego Maja), oświetlany gazowymi lampami pawilon. Warto wspomnieć Melliniego, nie był to bowiem jakiś podrzędny magik. Jego sztuczki magiczne budziły powszechny podziw. „Czy rzeczywiści on to robi?!” – pytała oniemiała publiczność, bo ponoć trudno było dać wiary oczom, że to, co się dzieje na scenie to tylko trick, złudzenie, jak choćby ucinanie sobie głowy przez „maga”, znikający człowiek, różnego rodzaju metamorfozy, piekielne dusze, koncert harf Eola i dziesiątki innych. Dech zapierała widzom scena z fakirem i unoszącą się Sylfidą „produkcja z użyciem somnambulizmu i magnetycznego snu w magicznym oświetleniu” czy pantomima „Cela złych duchów” – żywe obrazy „wśród magicznego, bengalskiego i elektrycznego oświetlenia”. A na zakończenie każdego przedstawienia publiczność mogła podziwiać „cudowną fontannę” zwaną „Chromotechtecataractapoicile”, mieniącą się kolorami i światłem. W 1882 r. Mehl-Mellini przejął teatr Odeon w Hannoverze a w 1889 założył tam własny teatr Mellini-Theater, który na przełomie XIX i XX w. uważany był za jeden z wiodących teatrów variété w Niemczech.
To musiała być niezła zabawa dla widzów. Czy wiadomo, kiedy zaczęła się rozbiórka budynku? Czy budynek stał długo pusty po zamknięciu hotelu?
W 1887 r. trwały jeszcze negocjacje między Kasą a gminą w sprawie zakupu budynku hotelowego. Kasa oferowała miastu 70.000 guldenów a po zburzeniu hotelu chciała w tym miejscu znieść własny gmach dla swoich biur. Rozbiórka Hotelu Angielskiego wedle planów miała zakończyć się do końca lipca 1888 r. – powierzono ją spółce Berla Ulama, która wygrała licytację. Kamień z fundamentów pozostał własnością gminy. Bodajże ostatnim dzierżawcą hotelu był pan Barącz – do końca lutego 1888 r., a jako że miał wcześniej niż zakładała pierwotna umowa – tj. do ostatniego kwietnia 1893 r. – opuścić budynek, w ostatnim roku obniżono mu czynsz dzierżawny o 10 procent od dotychczasowego wynoszącego ok. 12.000. Budynek powoli pustoszał, znajdujące się tam firmy przenosiły się pod nowe adresy. P. Gliński prowadzący wówczas restaurację w Hotelu Angielskim z dniem 1 czerwca 1888 r. zamknął ją i przeniósł na ul. Zamarstynowską 25, do nowo, na sposób zagraniczny urządzonego ogrodu „Zacisze”. Owocarnia i handel win oraz towarów kolonialnych Leiba Schleichera znalazła również nową lokalizację – na rogu ul. Jagiellońskiej 2, w dawnym sklepie A. Steifa i Synów.
Jednak w maju i czerwcu 1888 r. miało miejsce w już byłym Hotelu Angielskim ciekawe wydarzenie ze świata sztuki. Otóż, dzięki staraniom p. Stanisława Cichockiego z Krakowa zorganizowana została wystawa sprowadzonych z Rzymu 5 obrazów olejnych Henryka Siemiradzkiego. Wystawa trwała 36 dni – od 6 maja 1888 r. do 10 czerwca. Bilety wstępu sprzedawano po 50, 30, 15 i 10 centymów (dla uczniów); rozdano też 300 bezpłatnych wejściówek. Wystawę zwiedziło 5.514 osób! Publiczność miała okazję podziwiać: „Z życia starożytnego”, „Za przykładem Bogów”, „Pokusy św. Hieronima”, „Greczynki u źródła”, „Wróżbita wędrowny, kapłan Izydy”. Pisano, że obrazy te to istne zwierciadło właściwości Siemiradzkiego, świetna charakterystyka jego sztuki znamionującej geniusza w każdym pociągnięciu pędzla. (…) We wszystkich bez wyjątku obrazach Siemiradzkiego znajdujemy wspólne znamię cechujące jego dzieła: nieprześcignione i niezrównane oddanie efektów świetlnych. Doznajemy wrażenia, jakoby mistrz gonił za tymi efektami i chwytał je, gdzie może, opanowuje je i jest przez nie opanowanym, bawi się promieniami słonecznymi, płomieniem lampy i ognikami błędnymi, i rzuca je chętnie na płótno z olśniewającem mistrzostwem.

W porozumieniu z malarzem p. Cichocki ofiarował dochód z dwóch dni wystawy na zakupienie tablicy pamiątkowej dla braci Wojciecha i Andrzeja Grabowskich, która miała być wmurowana w kościele oo. bernardynów.

Historia Hotelu Angielskiego zakończyła się wraz z budową gmachu Galicyjskiej Kasy Oszczędności, który stanął w tym miejscu?
Nie. Być może ostatni dzierżawca p. Barącz, a może jednak już kolejny przedsiębiorca – Józef Ehrlich, przeniósł Hotel Angielski tuż obok, w sąsiedniej kamienicy pod numerem 21 i otworzył go dla gości 3 marca 1888 r. Józef Ehrlich prowadził wówczas również kawiarnie: „Amerykańską” przy ul. Trzeciego Maja, „Teatralną” w gmachu teatru Skarbkowskiego i „Grand” przy ul. Karola Ludwika. Hotel Angielski widać na archiwalnym zdjęciu, którego głównym „tematem” jest nowo otwarty piękny gmach Kasy. Nowy adres Hotelu Angielskiego podają też przewodniki po Lwowie z 1896 r. i 1897 r. Restauracja nowego Hotelu Angielskiego była, jak się wydaje, nieco mniej wystawna, jednak oprócz sal ogólnych wyposażona była w dwa gabinety dla „towarzystw zamkniętych”. „Angielski” przetrwał w tej lokalizacji bodajże do połowy 1899 r. – jego miejsce zajął następnie hotel „Bristol” Zehnguta. Mianem „Angielskiego” nazywano zaś kolejne hotele, otwierane i zamykane niemal co kilka lat w różnych punktach miasta.
A tak, na marginesie, część placu po rozbiórce kompleksu budynków należących do Hotelu Angielskiego – od strony ul. Trzeciego Maja – nabyła Dyrekcja Kolei i zbudowała swój gmach, jednak zajmowała go krótko – do 1892 r. Po opuszczeniu budynku przez Dyrekcję Kolei zajął go Hotel „Imperial”.
Czy zachowały się jakieś zdjęcia wnętrz Hotelu Angielskiego lub choćby mieszczącej się tam restauracji?
Niestety, jeżeli istniały, to jeszcze chyba nikt ich nie znalazł. Szkoda. Rzecz nieco dziwna, mógłby je wykonać przecież „po sąsiedzku” Józef Eder, któremu zawdzięczamy tak wiele pięknych zdjęć z widokami Lwowa.
Rozmawiała Anna Gordijewska
Tekst ukazał się w nr 13-14 (425-426), 31 lipca – 14 sierpnia 2023
Source: Nowy Kurier Galicyjski