Głos publiczności

Taki tytuł nosiła rubryka w jednym z poczytnych dzienników. Czytelnicy chętnie zwracają się do prasy, przedstawiając swoje felietony, uwagi czy pretensje o sprawach najbardziej ich dotyczących. Wierzą, że dzięki interwencji mediów uda się załatwić sprawy, które latami nie mogą ruszyć z miejsca. Przejrzyjmy międzywojenne lwowskie popularne codzienne gazety i o czym do nich pisano?

Gazeta Poranna zamieściła apel… Do tajemniczego „Komitetu Obrony Polski”

Na murach miasta rozlepiono niedawno, jakoby klepsydry podpisane przez „Komitet Obrony Polski”, w których do wiadomości społeczeństwa podano wieść, iż wyliczeni w nich „byli członkowie Narodu Polskiego zmarli haniebną i pogardy godną śmiercią, gdyż sprzedali domy swe, lasy, produkta rolne itd. największemu wrogowi Polski – Żydom.

„Liga Samoobrony Społecznej” w spełnieniu swego statutowego zadania, postanowiła zająć się tą sprawą, nie była jednak dotąd w stanie dowiedzieć się, czem jest i gdzie ma siedzibę podpisany na plakacie „Komitet Obrony Polski”. Ponieważ Liga nie przypuszcza, by podpis ten był zmyśloną nazwą, a ogłoszenie anonimem, jakkolwiek organizacja pod nazwą „Komitetu Obrony Polski” nie jest społecznym organizacjom znaną, przeto wychodząc z założenia, że publiczne piętnowanie tak za czyny niemoralne, jak i niehonorowe tylko wtedy jest dopuszczalnem i celowem, jeśli pochodzi od organizacji jawnej i przez społeczeństwo uznanej i poważanej, wzywa uprzejmie ów „Komitet Obrony Polski”, ażeby do Ligi się zgłosił, z nią co do dalszej akcji się porozumiał i dowody, na których wyliczone w ogłoszeniu fakty opiera, Lidze Samoobrony Społecznej udzielić zechciał.

Na to zgłoszenie oczekujemy przez dni ośm, w lokalu Ligi Samoobrony Społecznej (ul. Kopernika 1. 20, parter w podwórzu na prawo, korytarzem na lewo, ostatnie drzwi) w poniedziałki, środy i piątki, od 6–7 wieczór, lub też prosi Liga ów „Komitet Obrony Polski” o pisemne skomunikowanie się w powyższym terminie.

Nie bywa brzydkich kobiet… NAC

Natomiast Wiek Nowy poruszył sprawy kobiece. Zastanawiał się nad Brzydką kobietą

Nie tylko piękne kobiety umieją się podobać. Dzieje miłosne kobiet, które przeszły do historii, wykazują, że nie zawsze pięknością zdobywała sobie kobieta przywiązanie mężczyzny. Dowcip, rozum, wykształcenie, wdzięk towarzyski, umiejętność prowadzenia zajmującej rozmowy, sympatyczny głos – walory te już przez to samo, że trwalsze, aniżeli uroda, która zazwyczaj mija z pierwszą młodością cenione są znacznie więcej, przez mężczyznę, który w kobiecie szuka nie tylko zadowolenia zmysłów.

Kobieta piękna a głupia nigdy nie cieszy się przywiązaniem mężczyzny, gdy natomiast kobieta mila, dowcipna, rozumna, choćby nawet była brzydką, potrafi na długo – nieraz i na całe życie przywiązać do siebie mężczyznę. Bywa nawet, że taka kobieta podoba się ogólnie. Ktoś powiedział, że nie ma brzydkiej kobiety, która by nie miała albo ładne nogi lub ładnej ręki, ładnych zębów czy wytwornej linji postaci. Wdzięk ten wydobyć, starać się być miłą i ujmującą – a podobać się będzie na pewno.

…a także przejrzał inwentarz ręcznej torebki kobiecej:

Jeśli o praktyczne zalety chodzi, powinniby nosić możliwie dwie torebki ręczne. Potrzebna zwłaszcza taka torebka kobiecie, która pracuje w biurze i kilka godzin spędzić musi poza domem, często też zabierać musi z sobą klucze gospodarskie i klucz od mieszkania, kartę tramwajową i kartę legitymacyjną.

Inwentarz torebki jest wówczas niemały. Należą doń jeszcze notes z ołówkiem, pudełeczko z pudrem, lusterko, grzebyk, szczoteczka, naparstek, igła, nici białe i czarne, harnadle, szpilki, „przyjaciółki”. Praktyczne panie mają nawet w torebce angielski plaster i cukierki „przeciwkaszlowe”. Do torebki trzeba też włożyć chusteczkę i pieniądze.

Damska torebka potrafi kryć skarby. NAC

Jak najwięcej przegródek w takiej torebce – oto życzenie jakie stawia praktycznie myśląca kobieta, gdy przyjdzie jej nabyć nową torebkę. Pamiętają bowiem ile to przedmiotów musi ona do torebki włożyć, wychodząc z domu do pracy zarobkowej.

Słowo Polskie publikuje apel O wybudowanie domu dla kobiet we Lwowie.

Znana i niestety zapomniana jest działalność Marji Dulębianki na gruncie Lwowa w różnych kierunkach: wieloletnie jej zmaganie się, wbrew nieprzychylny i nieprzejednanym, o uzyskanie dla kobiet polskich równych z mężczyznami praw obywatelskich, jej praca jako artystki malarki, to znów owocne prace w czasie wielkiej wojny na polu przemysłu i handlu, albo niestrudzona jej działalność filantropijna, której oddając się bez zastrzeżeń, przez odwiedzenie polskich jeńców w osławionym ukraińskim obozie w Mikulińcach, życie swe oddała w ofierze.

Wszystkie zasoby prac, które miały za cel jedyny: dobro Ojczyzny, dobro i chwalę kobiety polskiej. Jak prowadziła ku wielkim celom, jak kobietę polską pragnęła wprzęgnąć do służby obywatelskiej nie z łaski, ale uczynić z niej żołnierza, który pierwsze lata młodości, dojrzałej fizycznie i umysłowo, oddaje pracy dla dobra kraju na polach, najbardziej kobiecie odpowiadających, a społeczeństwu pożytecznych, jak na polu wychowawczem, gospodarczem, czy sanitarnem.

Wśród wielu trosk o dobro kobiety polskiej, jedną z piekących myśli Marji Dulębanki było stworzenie domu, w którym by kobiety pracujące, a nie posiadające rodziny, mogły znaleźć mieszkanie, to mieszkanie, które nie tylko zapewniało wygodny „dach nad głową”, ale także dawało pokarm duchowy w postaci biblioteki wspólnej, dobrze zaopatrzonej w dzieła czy dzienniki, a ponadto udzielało pomoc, chorym, mając do swej dyspozycji lekarza i podręczną apteczkę.

Jeśli kwestia ta wydawała się Dulębiance piekącą sprawą przed wojną, dziś wzrosła jej konieczność do setnej czy tysiącznej potęgi. Umysł przewidujący wielkiej pracownicy jakby przeczuł okropne dzisiejsze warunki: gnieżdżenia się w ciasnocie, często nie licującej z godnością człowieka kulturalnego, a zawsze prawie wśród wyzysku i wzajemnego licytowania się. Grunt piękny pod dom hojną ręką śp. Zofji Jabłonowskiej, na ten cel ofiarowany, czeka na wystawienie dużego, dobrze obmyślonego gmachu, a nadto zapewnia mu dokoła kawał pięknego ogrodu.

Trudności w budowaniu piętrzą się i urastają w miliardy, lecz grono niestrudzonych pracownic, niezrażone niczem, przystępuje do czynu pewnego rękoma kobiet polskich ze wszystkich warstw. Czy przytem w myśl śp. Marji Dulębianki zamiast datków z łaski, nie mogłyby się kobiety-Polki dobrowolnie opodatkować, zamieniając datek łaskawy na obowiązujący je podatek?

Jakby urzeczywistniając tę myśl, kto z dobrego i dobrowolnego uczynku, czyni drogi i miły sercu obowiązek, rozebrało kilka pań pierwsze cegiełki na dom kobiet im. Dulębianki, rozpoczynając z pewnością długi szereg chętnych ofiarodawczyń.

Jedna z uczestniczek, kryjąca się pod inicjałami „MW”, opisała szczegółowo Wycieczkę szkoły snopkowskiej:

Z końcem maja i początkiem czerwca urządziła wyższa szkoła rolniczo-gospodarcza w Snopkowie dwutygodniową wycieczkę po Polsce celem zwiedzenia wzorowych gospodarstw rolniczych, hodowlanych, ogrodowych i szkół gospodarczych. Uczestniczyło w wycieczce 28 słuchaczek i dwie nauczycielki.

Wycieczka zwiedziła najpierw ordynację Zamoyskich, najstarszą w Polsce i największą, bo liczącą 300 tysięcy morgów powierzchni, zatrzymawszy się m.in. w pałacu w Klemensowie o 96 pokojach, z cennym zbiorem książek rodziny ordynata, portretów rodzinnych i wspaniałych mebli. Na jednym z folwarków oglądały uczennice stadninę ciężkich koni, składającą się ze 100 sztuk.

Opuściwszy ordynację zwiedziła wycieczka Zamość i Lublin, następnie Snopków lubelski, którego właściciel prowadzi hodowlę koni na remont, dla wojska. Wspaniała stadnina 100 koni składa się z matek anglo-arabek i ogierów importowanych, pełnej krwi angielskiej.

Potem zatrzymała się wycieczka w Nałęczowie, miejscu kąpielowym i w znanej siedzibie szkoły gospodyń wiejskich, która założona przez ziemianki rozwijała się jeszcze pod zaborem rosyjskim, mimo grozy aresztowań, rewizji i zamknięcia. W Puławach zwiedziły słuchaczki instytut naukowy, pałac ze wspaniałą biblioteką oraz historyczną „Świątynię Sybilli”.

W dalszej marszrucie była Warszawa, Kraków, siedziba Potockich Łańcut i ordynacja Lubomirskich. Wspaniała rezydencja, której na utrzymanie idzie dochód 16 folwarków, była dla wycieczki niedostępna z powodu przygotowań na przyjęcie rumuńskiej pary królewskiej.

W Mikulicach, majątku p. Turnaua, oglądały słuchaczki gospodarstwo, będące częścią w systemie bezinwentarzowym z wielkiem zastosowaniem nawozów sztucznych i zielonych, intensywne w kierunku produkcji zbóż odmian nowych m.in. ze znanem żytem mikulickim, dochodzącem 2 metrów wysokości.

W Nowosielcach prezentowała się wycieczce wzorowa wylęgarnia drobiu o pojemności 500 jaj. W Dolnej sekcji traw, w Podzamczu znana serownia, w powrocie do Przeworska 40 morgowy sad z drzewami sprowadzanemi z zagranicy, gdzie są niestety o wiele tańsze niż u nas

Budynek restauracji w Niemirowie-Zdroju. NAC

Wycieczka. Przyniosła słuchaczkom wiele korzyści i wiele przyjemności zwłaszcza, że wszędzie przyjmowano ją serdecznie.

Ktoś po wypoczynku przedstawił w rubryce „Echa letnie” uzdrowisko Niemirów-Zdrój:

Miejscowość, położona wśród wielkiego kompleksu lasów szpilkowych i rozległych bujnych łąk, na terenie równym, przeważnie piaszczystym, nadaje się znakomicie na wypoczynek letni. Idylliczny spokój i obfitujące w ozon powietrze, przytem łatwość zdobycia doskonałego nabiału, dała warunki wprost wymarzone dla osób spracowanych i zmęczonych życiem miejskiem.

Ale Niemirów wyposażyła przyroda nadto niezwykle bogato w środki ściśle lecznicze. Obfite źródła wody siarczano-słonoalkaliczne i rozległe złoża doskonałej borowiny stawiają Niemirów w rzędzie najznakomitszych zakładów leczniczo-kąpielowych, przede wszystkiem dla cierpiących na bóle stawów i nerwów obwodowych, jako też chronicznych obrzęków zapalnych. Urządzenia kąpielowe doskonałe, bardzo staranna opieka lekarska, personel kąpielowy inteligentny, czystość nienaganna, umiejętny masaż – oto stan, który stwierdzają zgodnie lekarze, zwiedzający zakład kąpielowy.

Na porządku dziennym zdumiewające przypadki poprawy zdrowia i wyleczenia. Gdy wspomnimy ponadto wygodne i schludne mieszkania, bardzo dobrą restaurację zakładową i prawdziwie koncertowe produkcje muzyki zakładowej, otrzymujemy obraz w wysokim stopniu zachęcający. Troską właścicieli jest rozszerzenie zakładu przez rozbudowanie łazienek i budowę domów mieszkalnych. Mimo trudności, na jakie obecnie napotyka takie przedsięwzięcie, ruch budowlany w Niemirowie jest znaczny: w roku 1922 przybyły dwa wielkie domy mieszkalne zakładowe, obecnie właściciel buduje salę balową i kaplicę, prywatny przedsiębiorca wykańcza dom mieszkalny na dziesięć pokojów, inny – przygotował plac do budowy na rok przyszły.

Defilada Zlotu sokolskiego w Cieszynie. NAC

Słychać o szerszych spółkach, a właściciel skłonny jest odsprzedać kilka pięknych parcel budowlanych. W ogóle Niemirów stoi w dobie rozwoju o szerokim rozmachu.

A w Gazecie Lwowskiej mamy relację ze Zlotu sokolego w Cieszynie:

Jeden z uczestników zlotu sokolego w Cieszynie nadsyła nam garść krótkich, migawkowych spostrzeżeń, zebranym podczas tej uroczystości, które niewątpliwie zainteresują szerokie koła naszych Czytelników. – Oto co pisze nam nasz szanowny informator:

Сieszyn, w lipcu. …Do restauracji wchodzi konduktor kolejowy. Jakiś czas zabawia, rozmawiając głośno, przyczem mówi po polsku, wtrąca kilka słów czeskich, a kończy po niemiecku.

– Kto to taki?
– Kolejarz z tamtej strony.
– Polak?
– On sam nie wie, kim jest. Takich tu mamy bardzo wielu

Polskość ulic cieszyńskich jest dziwnie nieśmiała. Niemiecki język, napisy, niemiecki styl domów, niemiecka kuchnia i – piwo, bezdenna piwna topiel. Na powitanie zlotu ziały ulice cieszyńskie swą pustką i wzgardliwą ciszą. Wśród tego błąkają się miejscowi Polacy – przytłoczeni walką, której końca nie widać. Polskość Cieszyna wola głosem wielkim o sukurs z Macierzą, o nowe siły, nowy zasób energji i czynu.

Przysłała Macierz swe zastępy sokole. Na dwa dni zmienił Cieszyn swój charakter: ruch, wrzawa, pieśń, sztandary, rewie, las lśniących min, las gibkich ramion. Zlot sokoli. Coś się obudziło w starem mieście, coś butnego – zaniepokoiło nagle. Ze znakami od Łucka i Poznania, Wilna i Katowic, Lwowa i Torunia – powiał mocny wichr w wązkich, kamiennych ulicach. Polska – ta ogromna, potężna, wspaniała wkroczyła w to miasto. Rozjaśniły się smutne i troską poorane twarze i nadzieja wpłynęła w serca. Zlotem swoim sokolstwo dobrze przysłużyło się narodowi. W ten sposób iść i nieść kresom światło, sile, otuchę – to posłannictwo wielkie i święte. Sokół potrafi je spełnić, jak nikt inny.

Natomiast Marian Hemar opublikował swój mały feljeton poetycki, zatytułowany Zachód słońca

Wielkie kadzie pełne czerwonego wina
Płoną
Czerwoną wełnę, piętrzoną w jeden ogromny stos
Zapaliło słońce.
Żagwie, ciskając płomienie, żertwę z niej czynią pogańską.
Ogromny, pręgowaty
Tygrys bengalski, z krwawem ziewaniem
Przeciąga się pręży na łapach
Potem się kładzie zwolna na czarne makaty.
Kwiaty – jaśminy, róże
Ślą zapach obłąkany,
Rozkochany w sobie do utraty tchu.
Serce jakieś duże
– Niczyje –
Wypadło z łudzi.
Ogromną, krwawą łzę wypłakał umęczony
Bóg –
Słońce zachodzi!

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 12 (424), 30 czerwca – 27 lipca 2023

Source: Nowy Kurier Galicyjski