Co ciekawego w regionach

Najbardziej poczytne dzienniki lwowskie w okresie międzywojennym Gazeta Lwowska, Kurier lwowski i Gazeta Poranna oprócz informacji ze Lwowa zamieszczały materiały o wydarzeniach w regionach. Tematycznie były podobne. Oto kilka z nich.

Osoba, podpisana jako Prenumerator ze Zborowa, wierząc w potęgę prasy, zwróciła się z takim apelem:

Niedomagająca odbudowa

Już od szeregu lat odbudowuje się powiat Zborowski, jeden z najbardziej zniszczonych w województwie tarnopolskiem, lecz dzięki nietrafnej akcji pow. biura odbudowy nie widać tu niczego takiego, czego by po tak idealnym tytule spodziewać się należało. To, co ongiś łatwo za pośrednictwem specjalistów przedsiębiorców budowano – teraz przy pomocy tegoż P. B. O. nie jesteśmy często w stanie naprawić lub przebudować. Czas mija bezpowrotnie, a w samym Zborowie nie odbudowano żadnego państwowego budynku np. Starostwa, Sądu, szkół itp. Cóż powiedzieć o powiecie? Wciąż się zaczyna, ale nie kończy, marnując czas i fundusze. Co jednego lata częścią odbuduje się, to zimą niszczeje i tak w kółko Macieju, aby P. B. O. żyło w setne lata. Ludność powiatu musi podróżować ze stratą czasu, zdrowia i mienia do Pomorzan lub do Złoczowa, zamiast do Zborowa. Tak, jakby urzędy nie były dla niej, lecz ona dla urzędów. A ileż to strat ponosi państwo przez opłacanie djet i dodatków tym pp. urzędnikom, którzy muszą mieszkać poza miejscem służbowem – w Pomorzanach lub w Złoczowie. Czyż nie można by zamiast czas i grosz daremnie trwonić użyć go raczej na wykończenie pożądanych i rozpoczętych lub na ukończeniu będących budowli w Zborowie. A im wcześniej, tym mniejszym kosztem. Czy nie lepiej byłoby pojedynczo kolejno poodnawiać, chociażby te domy, które by przy mniejszym wkładzie mogły odpowiedzieć zadaniu.

Budynki szkolne znajdują się w haniebnym stanie. O innych ostojach użyteczności publicznej mowy tu nie ma. Cóż na to nasi pp. posłowie? Może by też raczył ktoś zająć się sprawą odbudowy tutejszego powiatu?

A przecie jakże pięknie i spiesznie odbudowują się tu ci szczęśliwcy, których tut. P. B. O. nie krępuje.

Zamek w Olesku. Widok przed II wojną światową. NAC

Podobny apel wystosowali prezes Związku słuchaczy Architektury Politechniki warsz. Maciej Talko Porzecki i sekretarz Stanisław Gregorowicz. Dotyczył on ważnej dla polskiej kultury i historii sprawy:

Ratujmy rodzinny zamek Jana III

Olesko niszczeje i rozpada się w gruzy.

Od Związku słuchaczy Architektury Politechniki warsz. otrzymujemy następującą odezwę:

Zamek w Olesku (powiat złoczowski) pochodzi z XIII stulecia i jest jednym z najstarszych zamków czerwonoruskich. Najdawniejsze wzmianki kronikarskie przenoszą nas w czasy Bolesława Trojdenowicza, książęcia ruskiego (1327) i Lubarta Gedyminowicza, którzy byli panowali na Olesku.

Król Kazimierz Wielki przywrócił Grody Czerwieńskie Polsce i odtąd zamek oleski, położony na wzgórzu i umocniony silnymi murami przetrwał wiele burz dziejowych i częstokroć powstrzymywał hordy najeźdźcze, pustoszące nasze kresy wschodnie. Wśród kasztelanów oleskich widnieją takie nazwiska jak hetmana Stanisława Żółkiewskiego i kasztelana Jakóba Sobieskiego. W tym to zamku urodził się król Michał Korybut, tu również stanęła 17 sierpnia 1629 kolebka Jana Sobieskiego, przyszłego pogromcy Turków i króla Rzeczypospolitej. Olesko stało się ulubioną rezydencją Jana III. Zawdzięcza mu wspaniałe odnowienie i rozbudowę.

Po śmierci króla Jana Olesko traci swoje dotychczasowe znaczenie, przechodzi z rąk do rąk, aż wreszcie, ten drogocenny, drogi każdemu sercu polskiemu świadek naszej świetnej przeszłości, miejsce rodzinne królów polskich, idzie powoli w ruiny. Zamek oleski jest dziś w stanie takim, że jeszcze nadaje się w zupełności do odrestaurowania i mógłby być oddany do dalszego odpowiedniego użytku. Jego wybitna wartość architektoniczna jako całości oraz wspaniałe wnętrza z XVII w., kwalifikują go na jeden z najcenniejszych zabytków naszej kultury budowlanej. Mamy nadzieję, że społeczeństwo, tudzież władze konserwatorskie i magistrat miasta Oleska, nie omieszkają zająć się żywo tą sprawą i skierują ją na drogę jak najrychlejszej realizacji. Czekamy z ufnością.

Brzuchowice, to nie tylko sprawa Gorgonowej, ale „Płuca Lwowa” i tereny sportowe. NAC

Opisywano też imprezy o znaczeniu zdrowotnym, jak…

Otwarcie sezonu w uzdrowisku „Brzuchowice”

„Płuca Lwowa”, jak słusznie nazwano przepyszne lasy brzuchowickie, jeszcze przed wojną czekały lat szereg na oparcie sprawy na gruncie realnym, zapewniającym uzdrowisku podmiejskiemu rozkwit i rozwój stały i systematyczny. Grono ludzi czynu i dobrej woli, rzutkich i przedsiębiorczych, podjęło inicjatywę rozbudowy Brzuchowic, a dzień wczorajszy zapoczątkował nowy etap w ich dziejach.

O godz. 10 rano witała przybywających gości i władz do Brzuchowic dyrekcja Spółki, poczem miejscowy ks. proboszcz Urbański, zarazem członek Rady nadzorczej Spółki ,,Brzuchowice”, dokonał poświęcenia fabryki wyrobów cementowych, zakładu kąpielowego, tartaku i parku. Odnowioną przezeń kapliczkę przybrano zielenią. Msza św. zasługiwała na uwiecznienie tej pięknej chwili pędzlem artysty-malarza, tyle było w tym obrazku rodzimego wdzięku i romantyzmu.

Podczas obiadu w Kasynie, w którem wzięło udział kilkadziesiąt osób, wygłoszono w czasie ich życzenia i nadzieje na przyszłość.

Cała uroczystość pozostawiła po sobie wspomnienie niezwykle sympatyczne, a nam wyrazić wypada tylko życzenie, by Spółka „Brzuchowice” doprowadziła je co rychlej do stanu prawdziwego rozkwitu.

Życie teatralne toczyło się nie tylko we Lwowie, ale i na prowincji. Wszystko za sprawą regionalnych zespołów amatorskich…

Teatr na prowincji

Komedję Katerwy „Igraszki z ogniem” wystawiono po raz pierwszy w sobotę 2 czerwca w Przemyślu. Główne role odtwarza dyr. Mikułowicz i p. Zofia Norman, b. artystka teatru bydgoskiego pod dyr. Siemaszkowej, ostatnio teatru wileńskiego im. Syrokomli.

Młoda scena tarnopolska

Pod energicznem i wytrawnem kierownictwem p. dr. Jacka Jedlińskiego został zorganizowany w Tarnopolu sympatyczny zespół amatorski pod nazwą „Moja Scenka”. Na pierwsze inauguracyjne przedstawienie odegrano sztukę M. Bałuckiego „Grube ryby”. Na szczególną pochwałę zasługuje gra p. Wacława Gozdawy, który świetnie kreował rolę Pagatowicza, miejscami przypominając p. Kamińskiego. Obok niego zaś dobrze grali p. B. Glinicz, jako Wostowski, oraz p. M. Kaliszewska, jako Wanda. Inne role wypadły również starannie, jak p. Szambelana (Onufry), p. Lisa (Burczyński), p. Bułowej (Dorota), p. Serwatkównej (Helena), p. Wadasa (Filip) i p. Nalwama (Henryk). Całość została bardzo starannie opracowaną. Życzyć więc należy młodemu zespołowi, który dobrze rozumiejąc swą rolę, jaką spełnia na Kresach, w dalszej jego pracy „Szczęść Boże”.

Z Teatru w Stanisławowie

„Mąż z grzeczności”, komedia w 3 aktach Abrahamowicza i Ruszkowskiego, na scenie teatru im. Al. hr. Fredry w Stanisławowie. Tradycja starych komedyj polskich jest niezawodna, nic więc dziwnego, że ukazanie się którejkolwiek na scenie robi kasę, aktorom dając równocześnie wdzięczne pole do popisu. Inna rzecz, iż trudno nam jest obecnie przyzwyczaić się do staroświeckich monologów i wygłaszania kwestii „na stronie’’, jednakowoż w trakcie przedstawienia ogarnia widza zapomniane ciepło z dawnych lat, przenosząc w świat inny, serdeczny, słonecznie pogodny i – zda się – bezpowrotny. O „Mężu z grzeczności” trudno się dziś rozpisywać, gdyż miał on więcej recenzji, niżeli dzienników w Polsce, wobec tego przystąpimy od razu do samego wykonania.

Wznowienie przez teatr Fredry niedomagało co do pamięciowego opanowania przez aktorów, co wstrzymywało żywe tempo sztuki. Wada ta głównie odbiła się na pani Wiśniewskiej, która rolą Barbary mogła zająć pierwsze miejsce w zespole. Wyśmienitą natomiast była pani Wostrowska w swej oryginalnie pomyślanej Petroneli, zbierając huczne brawa za to swoje „granie”. Panna Kuźmińska wywiązała się z poruczonej jej Wandy bez zarzutu. Panna Grzybowska (Honorata) i Bohodajkiewiczowa (Kloyida) odpowiedziały w całości swemu zadaniu, ujmując śmiesznością. Tradycyjne Horteny pani Krzyżanowska nie wyzyskała. Z ról męskich palmę pierwszeństwa należy oddać reżyserowi p. Orwiczowi, który kreując tytułową rolę Hilarego, przypomniał nam śp. Nowackiego, nadając swej grze piętno indywidualnie przemyślane. Częste, a huczne oklaski przy otwartej scenie były dlań zasłużoną nagrodą. P. Ryś znowu nas zadziwił w swoim Dyonizym, dalekim od wszelkiej szarży i zmuszał widzów do bezustannego śmiechu. P. Białoskórski (kapitan) był bez zarzutu, konkurując ze swoim forysiem p. Korczowskim o pierwszeństwo. Miłą niespodziankę sprawił nam p. Ostropolski w roli charakterystycznego Jędrzeja, dając całość wycezylowaną i głosowo zrównoważoną, Pp. Sułkowski i Uram stworzyli pochlebne epizody. Reżyseria p. Orwicza staranna, wystawa bez zarzutu, teatr wysprzedany i bezustanne oklaski.

„Noc w Belwederze” w wykonaniu teatru amatorskiego w Stryju. NAC

Kolejną grupą informacji były materiały o tragicznych wypadkach, pożarach i innych nieszczęściach…

Tragiczne utonięcie 2 nieletnich szewców ze Lwowa

Przedwczoraj we środę po południu przybyła do Mszany wycieczka szkolna prywatnej szkoły powszechnej im. św. Józefa pod kierownictwem dyr. szkoły ks. Palucha. Po przybyciu nad staw, mimo zakazu kąpieli, dwu chłopców, a to: Wiktor Klimowicz, syn wdowy p. Klimowiczowej, zam. przy ul. św. Marcina i Marian Maliński syn przemysłowca, zam. przy ul. Frydrychów, wybiegli naprzód i wskoczyli do wody.

Zrazu kąpali się na brzegu, następnie wypłynęli na środek stawu, gdzie wywracali koziołki i w jednej chwili znikli pod wodą. Po dłuższej dopiero chwili spostrzeżono brak obu, a zarządzony energiczny ratunek okazał się bezskuteczny.

Po dwu godzinach poszukiwań wyciągnięto już zwłoki. Dziś sprowadzili je rodzice do Lwowa. Jutro ma się odbyć pogrzeb.

Wykolejenie pociągu w Worochcie

Ubiegłej soboty urządzili uczniowie VI. i VII. klasy gimn. VI. we Lwowie w liczbie 56 osób łącznie z gronem profesorskiem wycieczkę w okolice Werochty. W czasie powrotu wąskotorową kolejką drzewną z Foreszczenki do Worochty na ostatnim kilometrze, tuż przed Worochtą nastąpiła nagle katastrofa. Mianowicie drugi wagon wykoleił się z szyn i stoczył z nasypu.

Jak się okazało, wypadek był dość szczęśliwy, gdyż jeden zaledwie uczeń odniósł lekką ranę, natomiast dwu pracowników leśnych doznało złamania.

Przyczyny katastrofy dotychczas nie ustalono. Przypuszcza się, że przyczyną była za duża prędkość kolejki i nadmierne obciążenie wagonów z drewnem.

Pożar w Żółtańcach

Z niewiadomej przyczyny zapalił się w nocy dom Wasyla Gawełki. Ogień przeniósł się wkrótce na zagrodę sąsiadki Marji Borys, która również spłonęła. Z trudem udało się ocalić inne domy od ognia. Szkoda wyrządzona pożarem wynosi 62 miljony marek.

Ratunku! Gore! NAC

Znów pożary na wsi

(St.) Dnia 2. czerwca br. w czasie ulewnej burzy uderzył piorun w stodołę Iwana Andrejczuka w Majdanie górnym, pow. Nadworna i spalił ją doszczętnie, wyrządzając szkodę na 7 mil. mkp. Wskutek wadliwej budowy komina wybuchł pożar w zagrodzie Iwana Wojciechowskiego w Koniuszkach, pow. Rohatyn i spalił doszczętnie dom mieszkalny, stajnię i stodołę wyrządzając szkodę na 69 mil. mkp.

Ulewy i gradobicie w Tarnopolskiem

Niedawno temu grad i ulewa deszczowa nawiedziły liczne wsie w powiecie tarnopolskim, wyrządzając niepowetowane szkody. I tak na obszarze dworskim gminy Grabowiec zasiewy zostały uszkodzone na 800 morgach, a na obszarze dworskim Białoskórka grad zniszczył około 300 morgów zasiewu. W dalszym ciągu zniszczonych zostało około 1000 morgów w gminie Kozłówka i 800 morgów w Baworowle, nadto ucierpiały zasiewy w gminie Smoleńko i Skomorochy. Największą szkodę poniosła gmina Suszczyn, gdzie gwałtowna burza z ulewą i gradobiciem wyrządziła szkodę, niszcząc pola, pastwiska, budynki i pasieki na kwotę 438 miljonów mk. polskich. Również gmina Proszowa poniosła szkodę na 75 miljonów, a gmina Ostalce na 30 miljonów.

Czytelników zawsze interesowały pikantne opisy napadów, oszustw, malwersacji. Szczególnie, że podawano nazwiska sprawców:

Szajka oszustów i fałszywe banknoty

Zamieszkali chwilowo w hotelu Harperna Józef Gurfein ze Starego Sambora, Emanuel Graff, Chaim Katz z Sanoka i Dawid Szabes z Przemyśla zaproponowali onegdaj Chaimowi Oliwerowi, kupcowi z Jazłowca pow. Buczacz, swego rodzaju niezmiernie charakterystyczny interes. Mianowicie zaproponowali mu sprzedaż 4 fałszywych banknotów po 50.000 mk., za 1 dolara. Ponieważ Oliwer miał 100 dolarów, zobowiązali się mu wypłacić gotówkę falsyfikatów za 20 miljonów mkp. Oliwer przystał na ten interes, jednakowoż Szabes zażądał wprzód okazania 100 dolarówki, dla przekonania się, czy nie jest fałszywą. Tymczasem Szabes wziąwszy na chwilę 100 dolarówkę do ręki, uciekł z nią. Wobec tego Oliwer doniósł o tem policji, która aresztowała oszustów we Lwowie, a za zbiegłym zarządziła poszukiwania.

Napad bandycki na stację kolejową

Dnia 8. bm. późnym wieczorem napadło kilku bandytów na stację kolejową w Wołosiance pow. Turka, gdzie z broni palnej oddali w kierunku stacji i urzędu ruchu około 7 strzałów rewolwerowych. Wdarłszy się następnie do wnętrza budynku zabrali skrzynkę z biletami i natychmiast ją rozbiwszy część biletów zabrali ze sobą, część zaś porzucili na ziemię. Przypuszczać należy, że bandyci spodziewali się w kasetce znaleźć pieniądze, spotkał ich jednak srogi zawód. Wdrożone natychmiast śledztwo policyjne ustaliło na razie nazwiska bandytów, którymi są Kazimierz Hilczak lat 22, rodem z Zarwanicy, pow. Złoczów, kilkakrotnie już karany bandyta Iwan Suhmaj, lat 30, rodem z Turki, również sprawca kilku napadów rabunkowych. Pościg za bandytami w pełnym toku.

Za parasol zabił człowieka scyzorykiem

We wsi Niżniowie, pow. Tłumacz, odbywała się dnia 3. bm. zabawa wiejska, po ukończeniu której uczestnicy rozeszli się spokojnie do domu. Nieszczęście jednak chciało, że podczas zabawy zginął parasol, będący własnością Iwana Kuziowa, zarobnika, zam. w Niżniowie. Na tem tle powstała kłótnia między nim a niejakim Mikołajem Misiugą, która skończyła się tem, że Kuziów wyjął z kieszeni scyzoryk i pchnął Misiugę tak silnie w plecy w okolicę lewej łopatki, że nie tylko ostrze scyzoryka, ale prawię cała rękojeść wbiła się w ciało nieszczęśliwego, kładąc go trupem na miejscu.

Kuziów natychmiast aresztowany, przyznał się do zbrodni, podając na swoje usprawiedliwienie, że był podniecony alkoholem. Zbrodniarza odstawiono do sądu pow. w Tłumaczu.

Były też ciekawe informacje ogólnokrajowe:

Ile ludności ma Polska?

Według ostatnich obliczeń głównego Urzędu Statystycznego, na ziemiach Rzplitej Polskiej istnieje 613 miast, 12.632 wsie i 4.283 obszarów dworskich. Ogółem ilość budynków mieszkalnych w Polsce wynosi 3.562 716, z tego 456.405 stanowią dwory na wsiach. W całej Polsce zamieszkuje 27.160.163 ludności czyli 70,3 osób na jeden kilometr kwadr. Z tej liczby 18.691.993 osób jest narodowości polskiej.

Została zachowana oryginalna pisownia.

Opracował Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 10 (422), 30 maja – 15 czerwca 2023

Source: Nowy Kurier Galicyjski