Baśnie niepokorne

Putin wyhodował sobie wojowniczych nacjonalistów chcących wojny totalnej, którzy, gdy jej nie dostaną, gotowi są zwrócić się przeciw niemu. Chcąc temu zapobiec, nauczony doświadczeniem awantury Wagnera, prezydent Rosji najwyraźniej postanowił profilaktycznie amputować głowę węża.

Co mogło pójść źle w zaplanowanej na trzy dni specjalnej operacji wojskowej wykonywanej przez drugą armię świata? Na logikę nic. Oczywiście mogły pojawić się pewne opóźnienia, drobne problemy z logistyką, czy (w skrajnych przypadkach) opór ze strony partyzantów z Prawego Sektora, ale poza tym nic, z czym owa druga armia świata nie byłaby sobie w stanie poradzić.

Ponad rok później okazuje się, że nie tylko wojna trwa dłużej, ale też z rąk Sternika Światowego Proletariatu vol. 2 wymyka się narzędzie, zdawać by się mogło, idealne. I nie, nie chodzi tu o plastikowy scyzoryk wprost z zapasów 20 Gwardyjskiej Armii Ogólnowojskowej, a o to, dzięki czemu cała „specoperacja” w ogóle była możliwa. Mówimy o niejakim Igorze Wsiewołodowiczu Girkinie, autorze arcydzieła fantastyki dziecięcej „Bajki z zaklętego zamku”, wydanego pod pseudonimem literackim „Striełkow”.

Nie sposób przyjąć, że to dzięki osobie Girkina udało się Rosjanom zająć znaczną część Donbasu, z czym najprawdopodobniej rzeczony pisarz fantasta po szkole FSB większości z nas się kojarzy. On sam od dłuższego czasu z walką zbrojną nie ma zbyt wiele wspólnego. Stał się raczej kimś, kogo współczesna młodzież określiłaby mianem „influencera”. Mówiąc bardziej tradycyjnie, swoją działalność przeniósł do sfery internetowej i tam snuł swoje opowieści. Jak przystało na pisarza, posługiwał się przy tym nie lada fantazją, która zaniosła go w regiony rozumowania niedostępne dla przeciętnego Koriaka, czy innego autochtona, przez Moskwę uparcie nazywanego Rosjaninem. W swym artystycznym uniesieniu Girkin rzucał słowa, jakie obronić może tylko zasada licentia poetica. Z zaangażowaniem krytykował przebieg „specoperacji”, wytykając dowództwu fundamentalne błędy lub ordynarną głupotę. Raz na jakiś czas żądał od prezydenta głowy ministra Szojgu, Suworowa XXI wieku, oskarżanego przez literata o uczynienie z wojny kloaki. Wysunięta nieco później sugestia czystki wyższych oficerów przeszła bez echa w kręgach rządowych.

Zdawać by się mogło, że w kraju doświadczonym plagą defenestracji Żelazny Igor napił się z cudownego źródełka nieśmiertelności. Trudno w inny sposób wytłumaczyć, jak to możliwe, że już 27 marca 2022 roku Girkin w studiu jednego z rosyjskich kanałów telewizyjnych, wbrew propagandowej narracji o nieprzerwanym paśmie sukcesów frontowych, ogłaszał, że armia rosyjska „nie osiągnęła sukcesu strategicznego na żadnym z kierunków”. Ponadto Ukraińcy mieli planować kontratak, o czym Konaszenkow, nadzieja rosyjskiego stand-upu, nie raczył informować. Naturalnie, można byłoby podejrzewać Girkina o posiadanie amuletów ochronnych, nie mniej nawet one powinny stać się bezsilne wobec nazwania przez sfrustrowanego pisarza samego Wodza „klaunem”.

Koniec końców frustracja Girkina przerodziła się w wściekłość, której wydawać by się mogło, nikt nie kontrolował. Wyrósł bowiem na jedną z głośniejszych postaci ruchu radyklanych nacjonalistów dążących do całkowitego triumfu w wojnie z „tzw. Ukrainą” i NATO, nawet za cenę użycia broni jądrowej. Ruchu zdecentralizowanego, lecz w znacznej części mówiącego tym samym głosem co Jewgienij Prigożyn, właściciel Grupy Wagnera. Wspólnota poglądów na obecną sytuację nie oznacza jednak, że między Girkinem i Prigożynem możemy postawić znak równości. Konflikt tego drugiego z Szojgu eskalował do rekonstrukcji puczu Korniłowa, poprzedzonej zapowiedziami powieszenia niektórych generałów. Girkin to jednak raczej popularny bloger, nie posiada bowiem zaplecza, jakim jest prywatna armia. Nie wiemy natomiast, czy podobnie jak Prigożyn dysponuje siecią powiązań w kręgach władzy, choć na to wskazywać może bezkarność, jaką do tej pory się cieszył. Można zakładać, że gdyby nie był dla kogoś przydatny, nie pozwoliłby sobie na wypowiedzi, za które inni dostawali wysokie wyroki.

Z pewnością Girkin stał się swoistym „głosem ludu”, zagrzewającym do walki. Dobrowolni ochotnicy do regularnej armii, czy prywatnych firm wojskowych, jakich wiele powstało w Rosji (Patriot, Fakel, Plamya, Uran, Potok, ENOT Corp, Redut) stanowią siłę nieporównywalnie lepszą, niż „mobiki”. Hurra-patriotyczna retoryka jest podczas wojny czymś pożądanym. Ludzie tacy jak Girkin swoją działalnością „pchają” Rosjan na front, podtrzymują wrażenie oddolnego zaangażowania w konflikt. Ich słowa są mieszanką siły i autorytetu, czyli tego, co przeciętny Rosjanin szanuje najbardziej. Problem pojawia się w momencie, w którym radykałowie zaczynają wymykać się spod kontroli.

Wściekłość Girkina znalazła ujście w Klubie Wściekłych Patriotów – efemerycznym tworze mającym w sobie trochę z partii, a trochę z think-tanku. W momencie, w którym wojenni podżegacze zaczęli zrzeszać się niezależnie od Kremla, stale go krytykując, sytuacja stała się nieznośna. Wściekli Patrioci, w których szeregach pojawiały się twarze doskonale znane śledzącym donbaską fazę wojny, stali się realnym zagrożeniem, gdyż nie sposób było ich kontrolować. A czego Kreml nie może kontrolować, to postara się zniszczyć. Tak jak Prigożyn, przy całej swojej przydatności, przekroczył granicę wkraczając do Rostowa nad Donem i maszerując na Moskwę, tak Girkin posunął się o krok za daleko, rzucając wyzwanie Putinowi.

Niemal pięć tysięcy osób obserwuje konto w serwisie Telegram „Czy Striełkow dzisiaj jęczał?”. Satyryczny przekaz od ponad roku sprowadzał się do wpisów „Tak, Striełkow dzisiaj jęczał”, komentujących prowojenne zawodzenie Girkina. 21 lipca rutyna została przerwana. „Nie, jest mało prawdopodobne, by Striełkow dzisiaj jęczał”. Tego samego dnia małżonka literata doniosła, jakoby jej lubego wynieśli z mieszkania smutni panowie. Czyżby istniała zbieżność z wcześniejszym girkinowskim apelem o ustąpienia prezydenta Federacji Rosyjskiej?

Niedługo później media doniosły o aresztowaniu Pawła Gubariewa, kolejnej z gwiazd Donbasu, choć prędko spacyfikowanej przez współtowarzyszy. Ten Gniewny Patriota zasłynął ostatnimi czasy prognozowaniem rewolucji, do jakiej miałoby dojść w Rosji, gdyby inwazja zakończyła się w sposób inny, niż zwycięstwo.

O ile Gubariew miał prędko zostać zwolniony z aresztu, o tyle najnowsze zdjęcia Girkina pochodzą już z sali rozpraw. I niestety, nie jest to trybunał haski, który dla bajarza przewidział dożywotni turnus pisarski.

Czy Putin przestraszył się Wściekłych Patriotów? Prawdopodobnie nie bardziej, niż studentki Moskiewskiego Państwowego Artystyczno-Przemysłowego Uniwersytetu im. S. G. Stroganowa, wymachującej transparentem „NO WAR”. Putin, jak to dyktatorzy mają w zwyczaju, boi się wszystkich i wszystkiego. Nawet tych, którzy mogliby być dla niego użytecznym narzędziem.

Środowisko, którego przedstawicielem jest Girkin, zostało uznane za kolejne zagrożenie dla prezydenckiego samodzierżawia. Tym samym widzimy wyraźnie, że Rosja wciąż jest krajem, w którym z równą stanowczością traktowany jest przeciwnik wojny, co jej gorący zwolennik, jeśli tylko ten drugi śmie pomyśleć o faktycznym zwycięstwie ojczyzny, a nie dobru Pierwszej Osoby.

Nic nie zmieniło się w Moskwie od wieków, wciąż pielęgnuje się tam stare tradycje, nakazujące łamać wszelkie zasady w imię dobra władcy. Tak jak za czasów Iwana Groźnego mamy do czynienia z nawarstwieniem się paranoi cara i jego niekompetencji.

Możemy mieć tylko nadzieję, że dwór jest tym już zmęczony i może przypomni sobie o jeszcze jednym obyczaju, o usuwaniu niewygodnych władców.

Maciej Serżysko

Tekst ukazał się w nr 15 (427), 18 – 30 sierpnia 2022

Source: Nowy Kurier Galicyjski