Badeni Fest w Busku

Prawie po stu latach hr. Kazimierz Badeni wraz z rodziną wrócił do swego rodzinnego majątku w Busku radośnie powitany przez współczesną ludność miejscową. Tak rozpoczął się festiwal retro Badeni Fest w miasteczku, które przed II wojną światową nazywano Wenecją Galicyjską.







– Celem festiwalu jest zwrócenie uwagi na pałac Badenich, zabytek architektury, który wymaga dziś pilnych prac konserwatorskich, promocja dawnego Buska wśród turystów, również przypomnienie nieco zapomnianych tradycji i zwyczajów – wyjaśniła Ludmiła Cichocka, współzałożycielka Stowarzyszenia Społecznego „Fundacja Badeni”. To już taka druga z kolei impreza. Przez długie lata pałac Badenich był dla nas obiektem tajemniczym z tego powodu, że za czasów sowieckich znajdował się na terenie jednostki wojskowej i można go było zobaczyć jedynie przez szparę w parkanie. Szczerze mówiąc nic nie wiedzieliśmy też o Badenich, dawnych właścicielach tego majątku. To był dla nas temat zamknięty. Dopiero półtora – dwa lata temu z powodu rujnacji pałacu zaczęliśmy interesować się jego historią. Opiekę nad pałacem przejęło Towarzystwo „Bużanie”, założono też Fundację Badeni.

Pozostały po wojsku sowieckim na pastwę losu pałac Badenich padł ofiarą miejscowych barbarzyńców, którzy zdewastowali wnętrze sal i pokoi. Ostatnio wstawiono tam żelazne drzwi, zabezpieczono okna na parterze. Stojące obok pomieszczenia gospodarcze przystosowano na muzeum krajoznawcze, gdzie m.in. otwarto ekspozycję o hr. Kazimierzu Feliksie Badenim (1846–1909), polityku polskim, prawniku i premierze rządu austriackiego oraz jego rodowodzie. Są też oryginalne materiały o byłych mieszkańcach Buska – Polakach, Ukraińcach, Żydach.

– To jest integralna część naszej historii lokalnej i powinniśmy ją znać – mówiła dalej Ludmiła Cichocka. – W naszym miasteczku było dużo rodzin mieszanych. Mama mojego ojca była Polką, nazywała się Katarzyna Sobaszek, a tata był Ukraińcem – Iwan Seń. Tata mojej mamy był Polakiem – Józef Penc, a mama była Ukrainką. Tak że mamy nie tylko historię wspólną, całe nasze życie tutaj jest połączone i nie da się tego wymazać.

Switłana Kraws przyjechała ze Lwowa do Buska swoim retro mobilem. Jest przekonana, że z takiego samochodu w okresie międzywojennym korzystała rodzina Badenich. Potwierdzenie tego znalazłam w archiwum.

– Klimaty, które tutaj tworzymy, również nasza obecność w strojach naszych dziadków i pradziadków ma na celu zwrócić uwagę na pałac Badenich. Musimy go wszyscy uratować. Mam nadzieję, że ten festiwal przyniesie jakieś rezultaty i przyciągnie uwagę, pomoże organizatorom i władzom lokalnym znaleźć fundusze na renowację tego zabytku.








Było ciekawie i wesoło. Brzmiały melodie polskie, ukraińskie, żydowskie. Występowały zespoły i soliści. Miejscowi rękodzielnicy sprzedawali swoje wyroby. Gości częstowano smakołykami nadbużańskimi.

Badeni Fest przyciągnął też sporo zacnych lwowian.

– Dzięki kolegom, którzy mają przepiękny zabytkowy samochód Citroen z 1929 roku zostałam zaproszona, aby przyjechać na Busk Fest Badeni – powiedziała Julia Bert, przewodniczka. – Powiem szczerze, że byłam zdziwiona, bo wiedziałam, że jest pałac Badenich w Busku, ale często jeżdżąc trasą Lwów – Olesko po prostu mijaliśmy Busk i teraz jestem pod wrażeniem. Naprawdę pod wrażeniem, że w takiej miejscowości, jak jedna z moich koleżanek powiedziała, że przepraszam, ale w niezbyt ciekawym miejscu, organizowano taki ciekawy festiwal. Z tego, co wiem już drugi raz jest takie święto tutaj, w małym miasteczku. Co najbardziej zdziwiło i co najbardziej zachwyca? – Że jest to przygotowane siłami mieszkańców, czyli tak jak potrafili, ale z sercem, z duszą. Że chcą wracać do korzeni. Nikt nie pyta, jakiego pochodzenia był hrabia Badeni czy kim był, ważne, że tutaj mieszkał. Że to wszystko tutaj budował i wspierał miejscową ludność. I dla tej ludności też robi się coś takiego jak Fest Badeni. To zachwyca i daj Boże, żeby to się rozwijało i żeby ten piękny pałac hrabiego Badeniego był odnowiony, bo jest tego wart. Mamy bardzo dużo pamiątek, które niestety popadają w ruinę. I takie inicjatywy muszą mieć wsparcie, więc chylę czoła przed organizatorami i zachęcam, by jeżeli kto może weprzeć to dzieło.

Spotkaliśmy na Badeni Fest Igora Łylo, dr hab. uniwersytetu lwowskiego im. Iwana Franki.

– Dzisiejsze wydarzenie w Busku dla mnie, jako historyka, jest rzeczą bardzo ważną, ponieważ ukazuje, że po kilkudziesięciu latach miejscowa ludność po prostu zaczyna w jakiś sposób traktować historię tych ziem, być może nawet nie wyłącznie ukraińską, jako część swojej własnej historii – zaznaczył Igor Łylo. –Przecież rodzina Badenich była bardzo zasłużona dla państwa austro-węgierskiego, ale też i dla kultury polskiej i ukraińskiej. Ale dopiero teraz widzimy próbę akceptacji, próbę utworzenia w jakiś sposób własnego wizerunku tego miasta Buska. Bo mieszkali tu przecież nie tylko Ukraińcy czy Polacy, ale mieszkali też Żydzi. Być może taki festiwal doprowadzi w przyszłości do pewnego złagodzenia nastrojów, pewnego porozumienia z samymi sobą i w ten sposób powstanie coś większego, niż nawet odbywający się obecnie festiwal.

Konstanty Czawaga

Tekst ukazał się w nr 15-16 (379-380), 31 sierpnia – 16 września 2021

Source: Nowy Kurier Galicyjski